Niemcy nie otworzyły całkiem rynku pracy dla Polaków. Wielu obeszło jednak ograniczenia
Przedsiębiorcy zza Odry chętnie widzieliby w firmach Polaków. Przeciwko są głównie związki zawodowe.
Polacy wciąż nie mogą pracować w RFN na tych samych zasadach co obywatele tzw. starych krajów Unii. Niemcy wykorzystały maksymalnie okres przejściowy na otwarcie rynku pracy, który zakończy się w kwietniu 2011 r. Zdaniem Ireneusza Jabłońskiego z Centrum im. Adama Smitha nie ma to uzasadnienia i szkodzi przede wszystkim samym Niemcom. Nawet tamtejsi przedsiębiorcy chcą wcześniejszego zniesienia ograniczeń.
— Wciąż dużą siłę oddziaływania na niemiecki rząd mają związki zawodowe, które skutecznie blokują otwarcie rynku pracy — tłumaczy Ireneusz Jabłoński.
Polska zrezygnowała z okresu przejściowego dla Niemców w styczniu 2007 r. W październiku 2007 r. Niemcy otworzyły rynek dla naszych inżynierów, m.in. specjalistów od budowy maszyn, pojazdów, statków i elektrotechniki. Ale z tej możliwości skorzystało niewielu Polaków. Dlaczego?
— Nie każdy w imię wyższych zarobków rozstanie się z rodziną. Poza tym z przeprowadzką do innego kraju wiążą się koszty — komentuje Aleksander Zając, przewodniczący Polskiej Rady w Niemczech.
Zdaniem Wiesława Lewickiego, prezesa klubu Polregio, powód jest jeszcze jeden. Nie we wszystkich zawodach zarobki są kuszące. Na przykład programistom oferowano w Niemczech mniej niż w Polsce.
Ograniczenia, ale…
Aby podjąć pracę w RFN, trzeba mieć zezwolenie (Arbeitserlaubnis EU). Można o nie wystąpić w lokalnym urzędzie pracy. W razie zatrudniania Polaka przeprowadza się też tzw. test rynku pracy. Dostanie posadę, jeśli test wykaże, że lokalny urząd pracy nie ma w rejestrze uprawnionych Niemców, a warunki nie są mniej korzystne niż proponowane miejscowym pracownikom.
Mimo ograniczeń liczba zezwoleń na pracę dla Polaków stale rośnie. W 2006 r. było ich około 39 tys., w 2007 r. — trochę ponad 43 tys., a w 2008 r. — 47,8 tys. W 2007 r. nie udzielono zezwolenia 5,2 tys. Polakom, a w 2008 — 4,5 tys. Według różnych źródeł w Niemczech pracuje od kilkuset tysięcy do ponad miliona Polaków. Liczby mówią same za siebie — Niemcy potrzebują pracowników z zagranicy, w tym z Polski.
— Według raportu Bundesratu w Niemczech niebawem może brakować od kilkuset tysięcy do miliona pracowników. Niektóre małe miasteczka we wschodnich landach tworzyły nawet specjalne stanowiska w urzędach, by pomóc Polakom ominąć ograniczenia, gdyż bez polskich rzemieślników, kupców czy restauratorów te miejscowości nie mogłyby funkcjonować — opowiada Ireneusz Jabłoński.
Nam to nie straszne
Wielu Polaków obeszło ograniczenia, zakładając firmy. W niemieckim rejestrze rzemieślniczym 31 grudnia 2008 r. było prawie 31 tys. firm założonych przez obywateli nowych krajów Unii. W tym 26,5 tys. zarejestrowali Polacy.
— Znaczna liczba Polaków założyła jednoosobowe firmy. Dzięki temu mogli od razu rozpocząć działalność w Niemczech — informuje Wiesław Lewicki.
W takim przypadku też trzeba spełnić pewne warunki. O numer identyfikacyjny należy się ubiegać w lokalnym urzędzie skarbowym. Niezbędne jest też ubezpieczenie i siedziba.
— Bardzo ważne, by firma spełniła najważniejszy warunek, czyli miała więcej niż jednego zleceniodawcę. Inaczej prowadzenie działalności może być uznane za tzw. zakamuflowaną umowę o pracę — radzi Stefan Hambura, adwokat prowadzący kancelarię w Berlinie.
Dzieje się tak jednak tylko wtedy, gdy firma ma jednego zleceniodawcę przez bardzo długi czas. W niektórych specjalnościach po prostu czasem trudno znaleźć kilku klientów.
Można na firmę
W styczniu 2009 r. RFN wprowadziła pewne ułatwienia. Dotyczą głównie osób z dyplomem uczelni z krajów nowej Unii. W ich przypadku rezygnuje się z testu pracy. Ale chodzi tylko o wybrane zawody, co Niemcy tłumaczą różnicami w programach nauczania, np. za Odrą nie uznają polskich dyplomów studiów dla pielegniarek.
Jest jeszcze jeden sposób. Teoretycznie zezwolenie może dostać każdy pracownik z Polski, który legalnie przepracował 12 miesięcy na podstawie stosunku pracy i miał w tym czasie miejsce zamieszkania w Niemczech. Nie dotyczy to tylko praktykantów i au-pair.
— O takie pozwolenie występuje pracownik razem z pracodawcą. Z tym, że pracodawca musi udowodnić, dlaczego akurat ten pracownik jest dla niego tak ważny. Dlatego w praktyce takie zezwolenie uzyskuje się bardzo rzadko — podsumowuje Tomasz Urbańczyk.
490
tys. Tylu Polaków, według GUS, przebywało czasowo w Niemczech pod koniec 2008 r.