Rząd widzi szanse w brexicie

Polityka gospodarcza po brytyjskim „nie” dla UE nie wymaga korekt. Resort rozwoju ma natomiast nadzieję na powrót emigrantów i ściągnięcie biznesu nad Wisłę

Pierwsze emocje po referendum opadły. Wśród unijnych przywódców trwają gorączkowe narady, jak nie dopuścić do efektu domina w pozostałych krajach. Liderzy partii rządzącej w Polsce, oprócz nawoływania do reformy wspólnoty, zastanawiają się nad tym, co możemy zyskać na brexicie. Pierwsze wnioski wyciągnął Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju. Apeluje do Polaków pracujących nad Tamizą, żeby wracali do kraju, a do instytucji finansowych, które nie widzą przyszłości w londyńskim City, aby rozważyły przeprowadzkę do Polski.

Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, widzi szanse dla Polski w planach opuszczenia przez Brytyjczyków unijnej wspólnoty. Jego zdaniem, najlepiej poradzimy sobie z konsekwencjami brexitu, jeśli postawimy na gospodarkę, inwestycje i innowacje.
Zobacz więcej

ROZWÓJ TARCZĄ PRZED BREXITEM:

Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, widzi szanse dla Polski w planach opuszczenia przez Brytyjczyków unijnej wspólnoty. Jego zdaniem, najlepiej poradzimy sobie z konsekwencjami brexitu, jeśli postawimy na gospodarkę, inwestycje i innowacje. Marek Wiśniewski

Emigranci i biznes

Statystycy brytyjscy oszacowali w końcu 2014 r. liczbę naszych emigrantów w Zjednoczonym Królestwie na ponad 850 tys. Gospodarka na Wyspach mocno potrzebuje rąk do pracy, bo stopa bezrobocia spadła tam już do nieco ponad 5 proc. U nas ten poziom jest o około 2 pkt. proc. wyższy, ale pracodawcy też coraz bardziej narzekają na brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Mateusz Morawiecki liczy więc, że zbliżające się wielkimi krokami napięcia na rynku pracy mogliby łagodzić powracający do kraju. Ich status jeszcze długo na Wyspach się nie zmieni, ale pobrexitowa niechęć do emigrantów rośnie. Zdaniem wicepremiera, rocznie jesteśmy w stanie kreować 200 tys. miejsc pracy, które z powodzeniem powinny wchłonąć przypływ emigrantów, a wracający będą tworzyli kolejne. Część z nich założy własne firmy, więc oni także dołożą się do wzrostu zatrudnienia. Wicepremier apeluje też do polskiego biznesu, który zakłada firmy na Wyspach, żeby pomyślał o kontynuacji interesów nad Wisłą. Ze statystyk przytaczanych przez resort rozwoju wynika, że Polacy zarejestrowali w Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku 22 tys. spółek z o.o., a w tym samym czasie w kraju powstało ich 29 tys. Plan może być trudny w realizacji, bo mimo rosnących płac wciąż mocno one odstają od tych na Zachodzie, a warunki prowadzenia biznesu nie są konkurencyjne z brytyjskimi. Kolejną szansą po brexicie, którą widzą władze w kraju, jest ściągnięcie wielkich korporacji finansowych, które do tej pory za swoją europejską stolicę miały londyńskie City. — Część operacji finansowych rozproszy się po kontynentalnej Europie. Chciałbym, żeby Warszawa była jedną z lokalizacji. Staramy się zachęcić instytucje finansowe stamtąd i przyciągnąć ich jak najwięcej — mówi Mateusz Morawiecki, zapowiadając, że jest umówiony na rozmowy w tej sprawie w najbliższych tygodniach.

Plany bez zmian

Szef resortu rozwoju nie ma wątpliwości, że najdotkliwszy cios, jaki może dostać polska gospodarka po brexicie, trafi w eksporterów. To może w nadchodzących dwóch latach obniżyć tempo wzrostu PKB od 0,5 do 1 pkt. proc. Nie jest to jednak powód, żeby rząd wycofywał się ze swoich planów. — Jeśli chodzi o program 500+, jest to podstawowy wydatek budżetu, od którego nie odstąpimy. Jeśli chodzi o kwotę wolną, to będziemy starali się ją adresować w ramach nowego systemu rozliczania danin — podkreśla Mateusz Morawiecki.

Liczy też, że poprawa ściągalności podatków przyniesie za kilka miesięcy owoce, co pozwoli utrzymać deficyt w ryzach, czyli poniżej 3 proc. PKB. Także plan rozwoju nie wymaga korekt, przeciwnie resort intensyfikuje nad nim prace. Wczoraj rząd wysłuchał informacji Mateusza Morawieckiego na temat założeń „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, w którą plan przekształci się jesienią. Jeszcze przed wakacjami Ministerstwo Rozwoju chce przedstawić pomysł na budowę oszczędności emerytalnych i wspieranie eksporterów. Obecnie skupia się na tym, żeby jak najwięcej bezpośrednich inwestycji startowało nad Wisłą.

— Pracujemy nad około 800 polskimi inwestycjami wartości 22 mld zł. Inwestycje zagraniczne, łącznie z Mercedesem, to około 40 firm i 10 mld zł. To są inwestycje bezpośrednie, greenfieldowe i rozwijające działalność — podkreśla Mateusz Morawiecki. Wskazał, że Polska stara się m.in. o przedsięwzięcie firmy Geberit, które zakłada stworzenie około 1 tys. miejsc pracy, Borges z branży motoryzacyjnej z 600 ofertami zatrudnienia czy Azura Polska z branży lotniczej, której inwestycja ma dać pracę 250 osobom.

 

OKIEM EKSPERTA
Postawmy na usługi biznesowe

JACEK LEVERNES, prezes ABSL

Polska w ciągu ostatnich 15 lat przyciągnęła 500 zagranicznych inwestorów i stała się numerem 1, jeśli chodzi o świadczenie usług dla biznesu. Pracę w tym segmencie znalazło 200 tys. młodych, utalentowanych i dobrze wykształconych pracowników. Sektor finansowy jest bardzo silnie reprezentowany przez 50 tys. pracowników, którzy świadczą usługi dla m.in. takich firm, jak Citi, UBS, Credit Suisse, BNP Paribas i Deutsche Bank. Przez ostatnie trzy lata widzimy wzrost w sektorze świadczenia zaawansowanych usług, gdzie zatrudnienia mają specjaliści z 7-15-letnim doświadczeniem. Wiele czołowych globalnych korporacji reinwestuje u nas i zakłada już drugie wysoce zintegrowane funkcjonalnie i operacyjnie centra usługowe skupione na międzynarodowych analizach, zarządzaniu projektami i wspomaganiu procesu decyzyjnego.

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Szukanie pozytywów

PIOTR KALISZ, główny ekonomista Citi Handlowego

Przez weekend inwestorzy mieli czas spokojnie przeanalizować konsekwencje referendum i ryzyko panicznych reakcji wydaje się obecnie mniejsze, a nawet pojawiają się próby odnajdywania w tej sytuacji pozytywnych wiadomości dla Polski. Część uczestników rynku zapewne będzie wiązać nadzieje z możliwością przekierowania części inwestycji z Wielkiej Brytanii do Europy Centralnej, a także z szansą na powrót części imigrantów do kraju. Naszym zdaniem, te korzystne zmiany mogą nie wystarczyć, aby w pełni zrekompensować negatywny wpływ brexitu w innych dziedzinach, np. niepewność ciążąca na aktywności inwestycyjnej, ryzyko ograniczenia napływu funduszy unijnych, zmniejszone transfery od emigrantów. Jednak zgadzamy się, że w krótkim okresie brexit będzie miał zdecydowanie silniejszy wpływ na Wielką Brytanię niż na Polskę i UE.

JUŻ PISALIŚMY:„PB” z 27.06.2016 r.
Więcej znaków zapytania

Referendalny wybór Brytyjczyków, że lepiej będzie im poza Unią Europejską, nie wróży dla wspólnoty niczego dobrego. Na pewno ucierpi gospodarka i przedsiębiorcy pod obu stronach kanału La Manche. Sporo jest też obaw o przyszłość unijnego projektu i to czy brexit nie pociągnie za sobą kolejnych krajów. Eksperci mnożą scenariusze, ale na razie decyzja Zjednoczonego Królestwa rodzi więcej pytań niż odpowiedzi.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy