Rząd zamrozi inwestycje za miliardy

JKW
opublikowano: 07-02-2011, 00:00

Kaganiec, który resort finansów chce założyć samorządowym budżetom, będzie uderzał w przedsiębiorców.

Kaganiec, który resort finansów chce założyć samorządowym budżetom, będzie uderzał w przedsiębiorców.

Jak informowaliśmy w piątek, rząd chce ograniczyć samorządom możliwość zadłużania się. W 2012 r. deficyt ma wynieść maksymalnie 4 proc. dochodów, w 2013 r. — 3 proc., w 2014 r. — 2 proc., a od 2015 r. — 1 proc. Propozycja rządu wzbudziła duże kontrowersje, bo może wyhamować inwestycyjną ofensywę lokalnych władz. Postanowiliśmy sprawdzić, jaki konkretny wpływ miałby rządowy kaganiec na finanse samorządów. W tym celu prześwietliliśmy prognozy finansowe dwudziestu największych polskich miast.

Jak się okazuje, żeby spełnić wymóg postulowany przez rząd, w 2012 r. dwudziestka największych miast będzie musiała obniżyć nakłady łącznie o 845 mln zł. W kolejnych latach cięcia będą porównywalne, bo choć deficyty są zaplanowane na nieco niższym poziomie (projekty dotowane z UE będą wygasać), to rządowe limity będą jeszcze bardziej restrykcyjne. Jeśli więc Ministerstwo Finansów przeforsuje pomysł odgórnego limitowania deficytu samorządów, obniży to wydatki inwestycyjne całego sektora samorządowego o miliardy rocznie. Na cięciu inwestycji ucierpią też firmy, bo mocno skurczy się rynek zamówień publicznych.

— Deficyt samorządów praktycznie w całości przeznaczany jest na inwestycje, dlatego cięcie deficytu w ich przypadku oznacza hamowanie przedsięwzięć rozwojowych. Proponowane przez rząd regulacje mogą w średnim terminie hamować wzrost gospodarczy — ostrzega Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Na nowych limitach najmocniej straciłyby Katowice. W przyszłym roku musiałyby obciąć inwestycje o 178 mln zł. To koszt kilku dużych projektów infrastrukturalnych.

— Taki scenariusz oznaczałby poślizg inwestycyjny — projekty byłyby po kolei przesuwane na kolejne lata. Tymczasem właśnie na lata 2011-13 przypadać miał największy boom inwestycyjny i największe wpływy z dotacji unijnych — mówi Danuta Kamińska, skarbnik Katowic.

Poważne krojenie programów inwestycyjnych czekałoby też m.in. Łódź, Warszawę, Toruń i Gdańsk. Restrykcje rządu nie dosięgłyby natomiast miast, które mocno już się zadłużyły. Ponieważ ich dług jest blisko maksymalnego poziomu (60 proc. dochodów), na 2012 r. i tak zaplanowały mniejsze deficyty niż 4 proc. dochodu. W takiej sytuacji są m.in. Kraków, Poznań, Wrocław czy Szczecin.

— Propozycja rządu odbiera szanse na rozwój tym samorządom, które chcą inwestować, a dotąd prowadziły ostrożną politykę finansową, więc mają dużą przestrzeń do bezpiecznego zadłużania się — tłumaczy Jakub Borowski.

Nawet miasta, które w 2012 r. nie odczują restrykcji, nie są zadowolone z propozycji rządu.

— To są bardzo ostre reguły, zaplanowane na wiele lat. Będą miały wpływ na wszystkie samorządy i na całą gospodarkę. Przecież efekt polskiej "zielonej wyspy" na tle Europy, którym chwali się rząd, zawdzięczamy w dużej mierze inwestycjom samorządów — mówi Lesław Fijał, skarbnik Krakowa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JKW

Polecane