BGK wystraszył spekulantów
Inwestorzy grający na osłabienie złotego
dostali od rządu po łapach.
Oby nie chcieli się mścić.
Rząd znowu wkroczył do gry na rynku walutowym. Podległy mu Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) ruszył na pomoc złotemu po tym, jak w środę nasza waluta straciła do euro 7 gr, a w czwartek do południa kolejne 5 gr. I udało się — złoty nie tylko odbił się od poziomu 4,50 zł za euro, ale nawet zyskał kilka groszy.
Niewidzialna ręka
O wejściu rządu na rynek najpierw nieśmiało wspomniał BRE Bank, z którym BGK przeprowadził transakcje. W porannym raporcie analitycy banku napisali, że "nie wykluczają dalszego osłabiania się złotego, ale od kilku dni nadmiernemu osłabieniu przeciwdziała sprzedawanie waluty przez rząd za pośrednictwem BGK". Poprosiliśmy o więcej informacji.
— BGK powstrzymał dalszą deprecjację złotego, i to tanim kosztem. Robi z wieloma bankami transakcje na niezbyt duże kwoty, co, biorąc pod uwagę płynność rynku, skutecznie zniechęca do gry przeciw złotemu — mówi Ernest Pytlarczyk z BRE Banku, dodając, że więcej szczegółów nie ujawni, bo jego bank jest klientem BGK.
Jednak już wcześniej po rynku rozniosła się informacja, że rząd znowu działa na rynku walut.
— Nie widziałem obecności BGK na rynku, ale w piątek o tym się mówiło. Wczorajszy dzień był na tyle spokojny, że raczej interwencji nie było, ale w czwartek i piątek złoty wyraźnie się umacniał. Zapewne na skutek zlecenia BGK — mówi Marek Cherubin, diler walutowy Banku BPH.
Ministerstwo Finansów i podległy mu BGK milczą i odmawiają komentarza. Trudno więc oszacować, jak przebiegały transakcje. Według Marka Cherubina, prawdopodobnie były to niewielkie kwoty.
— Żeby wystraszyć inwestorów grających na osłabienie złotego, wystarczy sama obecność BGK na rynku, a nawet plotka o niej. Niepewność steruje działaniami graczy — mówi analityk Banku BPH.
Na pastwę losu
Rząd zaczął wspierać złotego w połowie lutego, kiedy cena euro zbliżała się do 4,9 zł. Wtedy po raz pierwszy resort finansów za pośrednictwem BGK sprzedał na rynku otrzymywane z Brukseli euro pochodzące z funduszy unijnych. Dotąd zawsze wymieniał je w NBP, co nie miało wpływu na kurs złotego. Ta interwencja skutecznie zniechęciła do spekulacji na naszej walucie —od tej pory zyskała ponad 40 gr. Ile razy od tamtej pory rząd ruszał na pomoc złotemu?
— Możemy się tylko domyślać, ponieważ rząd milczy. Czasami w systemie kwotowań na rynku walutowym agencji Reuters BGK z nadwyraz dużą częstotliwością podaje ceny, a do tego kurs EUR/PLN dochodzi do kluczowego poziomu oporu. W takich sytuacjach prawdopodobnie to właśnie zlecenia BGK hamują dalszą deprecjację złotego. Taka sytuacja to nie przypadek — mówi Marek Wołos, analityk DM TMS Brokers.
Jednak część ekonomistów podważa skuteczność tego rodzaju interwencji walutowych.
— To działa tylko na bardzo płytkim rynku. Kiedy duzi gracze rzeczywiście zechcą osłabić złotego, rząd nie będzie miał nic do powiedzenia. Jeśli uznają, że złoty nie jest wart swojej ceny, kurs może bez problemu przebić 5 zł za euro. Rząd może mieć wpływ na złotego, tylko jeśli przyjmie system Korei Północnej i odetnie nas od reszty świata — mówi diler walutowy Banku Millennium.
Współpraca:
Andrzej Stec Przemysław Barankiewicz
Okiem EKSPERTA
Marek Wołos, dyrektor departamentu doradztwa i analiz DM TMS Brokers
Ostatni ruch BGK należy interpretować jako rządową próbę umocnienia złotego. Ma on wiele powodów, żeby o to zabiegać. Po pierwsze, słaby złoty to wyższe koszty obsługi zadłużenia zagranicznego i większy deficyt. Po drugie, to mniejszy import, a więc mniejsze przychody z akcyzy, cła, VAT i innych podatków. Po trzecie, pomaga rządowi wycofać się z ustawy o opcjach. Może dzięki umocnieniu złotego koszty ich zamknięcia będą dla firm do zaakceptowania, a banki będą bardziej skłonne do negocjacji. Po czwarte, słaby złoty to wyższa inflacja, a to oznacza w przyszłym roku wyższy wzrost rent, emerytur i innych wydatków opartych na wskaźniku inflacji. Po piąte, rząd nadal wierzy w możliwość wejścia złotego do ERM2 w tym roku. Gdyby złoty ustabilizował się np. w przedziale 4,0-4,4 zł za euro, można byłoby myśleć o wprowadzeniu go do mechanizmu.