Trzy zamieszczone obok zdjęcia obrazują ewolucję polskiego dialogu społecznego w roku 2002 — w wersji praktycznej, a nie ustawowej. Ostatnia demonstracja w Warszawie wpisuje się w logiczny ciąg wydarzeń i potwierdza mały autorytet takich ciał, jak Trójstronna Komisja do Spraw Społeczno-Gospodarczych. Górniczo-hutnicza Solidarność wolała bezpośrednio przekazać Radzie Ministrów takie same „wyrazy uznania”, jakie OPZZ skierowało 25 czerwca do NBP i RPP.
Związkowcy różnych opcji rozumują podobnie — nie ufają „onym” i wierzą tylko w swą zbiorową siłę. Z autopsji mogę potwierdzić, iż w pochodzie — skandującym na przykład „JUNTA–PRECZ!” — serce aż rwie się do wielkich czynów. Jednak od czasów, gdy społeczeństwo tylko w takiej formie mogło wyrazić opinię, upłynęło dwadzieścia lat i coś się w Polsce zmieniło. Tymczasem organizatorzy demonstracji używają środków z minionej epoki. Bardziej jednak zdumiewa reakcja rządu SLD-UP-PSL. Zrzucanie całej odpowiedzialności na poprzednią ekipę jest miarą jego zadufania. Nikt nie neguje, że kurs na wzrost bezrobocia obrał rząd Jerzego Buzka. Ale pojutrze przypada ROCZNICA rządu Leszka Millera. Ile czasu można zasłaniać się „onymi”? Pół kadencji? Całą?!!
Wtorkowe (to dzień obrad rządu) demonstracje przed KPRM w Alejach Ujazdowskich mają zerową efektywność, natomiast powodują marnotrawstwo sił i środków — zarówno związkowych, jak i policyjnych. Może nadejść jednak taki wtorek, w którym tłum szczelnie zablokuje również wjazd od strony alei Szucha, wykorzystywany w sytuacjach awaryjnych. To byłby przełom — rząd uciekający od udzielenia demonstrantom merytorycznej odpowiedzi doczekałby się ZERWANIA POSIEDZENIA! Wczorajszym liberum veto w Sejmie poseł Gabriel Janowski przetarł szlak i wskazał naśladowcom kierunek...