Skoro p.o. prezesa Piotr Farfał najpierw zwołał, a potem odwołał inauguracyjne posiedzenie rady nadzorczej Telewizji Polskiej — to można było obstawiać każde pieniądze, że do gmachu przy Woronicza nie wpuści jej członków wybranych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. I tak się stało, wejść mogła tylko reprezentantka ministra skarbu, która chciała zapoznać się z dokumentami spółki. Odpędzona ósemka członków obradowała poza gmachem i jedynie się ukonstytuowała, wybierająca na przewodniczącego rady Bogusława Szwedo. Za tydzień odbędzie się kolejne jej posiedzenie, w którego porządku znajdzie się już punkt: zmiany w składzie zarządu TVP.
Sytuacja prawna władz telewizji publicznej od miesięcy była tak zapętlona, że najtęższe prawnicze głowy nie potrafiły obiektywnie rozstrzygnąć, kto powinien tam rządzić. Według Krajowego Rejestru Sądowego do tej pory ważny pozostaje mandat Piotra Farfała jako jednoosobowego zarządu. Czy jeszcze tylko przez tydzień — dzisiaj trudno powiedzieć.
Teoretycznie los prezesa jest przesądzony, bo rada nadzorcza odwoła go w pierwszej minucie kolejnego posiedzenia. Nie wiadomo jednak, czy tę uchwałę… uzna sam Farfał, kwestionujący wybór ośmiu członków rady przez KRRiT. Dlatego być może rozkręci się kolejna spirala wzajemnego tytułowania się uzurpatorami... Dlatego w prawdziwe odejście Piotra Farfała z TVP uwierzymy nawet nie wtedy, gdy opuści swój gabinet, lecz gdy odda władzę nad ochroniarzami.