Prezydent stolicy Podkarpacia montuje koalicję przeciwko ograniczeniu samorządom możliwości zadłużania się.
Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, dołączył do krytyków ministra Jacka Rostowskiego, który — w trosce o stan finansów publicznych — chce nałożyć kaganiec na deficyt samorządowych budżetów i planuje wprowadzeni limitu 4 proc. dochodów w 2012 r. i 1 proc. w 2015. Wczoraj prezydent spotkał się z samorządowcami i posłami z Podkarpacia, by przedstawić skutki planów ministra finansów. Dla Rzeszowa będą one drastyczne. W wieloletnim planie miasto zapisało kilka potężnych inwestycji, w tym transportowe za 400 mln zł (zakup autobusów, remonty dróg, e-bilet, budowa sygnalizacji). Plany te mogą spocząć w szufladach.
— Obecnie realizujemy 370 inwestycji. W tegorocznym budżecie przeznaczamy na nie 300 mln zł. Wkrótce będziemy potrzebowali 60 mln zł na stworzenie infrastruktury w specjalnej strefie ekonomicznej — mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta miasta.
Jeśli minister postawi na swoim, zagrożone będą: budowa i modernizacja dróg za 44 mln zł, obiektów oświatowych za 51 mln zł i sportowych za 65 mln zł.
— Plany ministra finansów oznaczają brak możliwości wykorzystania funduszy unijnych, bo nie będziemy mogli zaciągać kredytów na wkład własny. To również wzrost bezrobocia. Bo jeśli nie uda nam się stworzyć infrastruktury w specjalnej strefie ekonomicznej, nie będzie nowych miejsc pracy — wylicza Maciej Chłodnicki.
Po stronie samorządów staje SLD. Tomasz Kamiński, poseł Sojuszu, zapowiada, że klub będzie głosował przeciwko propozycji ministra.