Rzeźnia na rynku sztuki

Poodrywane kończyny i siniejące fałdy? Coś za coś: akty rumianych dam sprzedaje się prędzej, a tych makabrycznie zdeformowanych — drożej

A więc coś cię obudziło. Coś ci się śniło? Co to było? Agentka pytana przez Hannibala Lectera odpowiada oczywiście, że krzyk owiec, ale — obserwując polski rynek sztuki — równie dobrze mogłaby wykrztusić coś o wynaturzonych czerwonych bestiach czy przydrożnych upadłych aniołach. Oba te gatunki, jak i parę innych zbiegłych ze stron ponurego bestiariusza, przebywają na wolności do 11 czerwca, bo tego dnia dom aukcyjny Agra-Art wystawi je na licytację z cenami od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Prawdziwie potworny obraz — z jakimś zdrewniałym postrzępionym korpusem rozpiętym na krzyżu — może nie być oczywistym wyborem na wolną ścianę w jadalni, ale do portfela aktywów jak najbardziej, zwłaszcza gdy mowa o korpusie rozpiętym np. przez Beksińskiego. Wybór przed aukcją jest szeroki, bo oprócz wspomnianych bestii, zsiniałego anioła i postaci o zeschłych odnogach, możemy liczyć na prawdziwe damy gabinetu osobliwości. Kandydatka z oderwaną stopą jest od Starowieyskiego, cała, lecz zdeformowana, od Lebensteina, a od Dudy-Gracza prawdziwy smakołyk — akt „Marzenie” — nie w nudnej sypialni, tylko w masarni.

Zobacz więcej

WSPARCIE RODZINY: Wydało się, na co kolekcjonerzy chodzą do kina, bo rok premiery „Ostatniej rodziny” był rekordowy na rynku prac Zdzisława Beksińskiego. W stosunku do 2015 r. na aukcjach sprzedano ponad 3 razy więcej obiektów, a obrót wzrósł 230 proc. W uśrednianiu trzeba jednak uważać na strukturę — rysunki i grafiki są znacznie tańsze niż oleje, czego przykładem jest obraz z nr XVI (na zdj.) z estymacją do 120 tys. zł. Fot. ARC

Noga urwana dla Pana Boga

Rozpasane „Marzenie” rozciąga się na 30 cm i ma cenę wywoławczą 22 tys. zł, a niewiele szersza „Wieś Ochotnica — upadły anioł przydrożny” licytowana będzie od 25 tys. zł. Dorobek ich autora, Jerzego Dudy-Gracza, istotnie nadaje się przy tym na pierwszy stopień do tego piekła, bo nie jest ani na tyle przerażający, ani tak obsceniczny jak u pozostałych wymienionych. Płótna zapełnianeprzez niego rubasznymi, otyłymi zalotnicami albo kościstymi nędzarzami, marnującymi czas w trawie, są wnikliwe i głęboko gorzkie — demaskujące obłudę, lenistwo, czasem bezmyślną fascynację Zachodem. Nie każdy ma ochotę na takie rozliczenie, jednak z punktu widzenia inwestora warto się przemóc, bo już po proporcji ceny do rozmiaru można sporo wywnioskować o rynku tych prac.

— Mimo że Duda-Gracz był bardzo płodnym malarzem, jego obrazy nie trafiają do obiegu aż tak często, bo kolekcjonerzy, również w Stanach Zjednoczonych, nie są zwykle skłonni ich sprzedawać. Ceny wyraźnie się przy tym podniosły, bo dawniej nawet metrowy obraz był do kupienia za kilkadziesiąt tysięcy złotych, a teraz, gdy pojawia się taki malutki, potrafi kosztować 20-30 tys. zł, a ceny większych sięgają 100 tys. zł. Na karykaturalne odbicie lat 80. jest więc zapotrzebowanie, chociaż nie wszyscy lubią takie krzywe zwierciadła — mówi Konrad Szukalski z Agry-Art.

Zakładając, że wyzwanie zostało podjęte, można posunąć się o krok dalej — jeszcze nie do skrajnych dewiacji — ale do kandydatki niepokojąco rogatej, która straciła nogę. Pastel „Dla Boga, czyja noga” ma już próg 40 tys. zł, choć powstał na papierze pakowym i skupia wzrok na stopie, opatrzonej dopiskiem „urwana dla Pana Boga”. Z pozoru to wady, ale wyłącznie dla inwestora, który nie wiedział, że Franciszek Starowieyski przede wszystkim rysował, a praca z taką ceną wywoławczą jest wysoka na ponad 1,6 m. Jak twierdzi Konrad Szukalski, na rynku autor nie jest jeszcze wystarczająco doceniony, mimo że jego prace są nasycone znaczeniami i w każdej kryje się jakaś anegdota. W obiegu są też rzadsze od zakrzywionych wizji Dudy-Gracza, ale — jak dodaje ekspert — bliżej im do obrazów Beksińskiego, bo niektórzy kolekcjonerzy je kochają i są skłonni sporo za nie zapłacić, a inni nie znoszą i w ogóle omijają wzrokiem.

Folwark zwierzęcy

Tym, których śmiałe deformacje Starowieyskiego ani nie fascynują, ani nie straszą, przyda się statystyka, mówiąca o nieprzerwanych od kilku lat zwyżkach aukcyjnego obrotu, średniej ceny obiektu, a nawet rocznego rekordu, który w 2016 r. ustanowił trzymetrowypastel w cenie 140 tys. zł. Podobnie dobry rok miał dorobek Zdzisława Beksińskiego, który na sobotniej aukcji przerazi kolekcjonerów aż trzykrotnie — brunatnoczerwoną bestią, zdrewniałą postacią, a także tzw. heliograwiurą, która spełnia to zadanie już samą nazwą. Tak jak pierwsze dwa oleje mają ceny wywoławcze 75 tys. zł i 80 tys. zł, tak złowroga heliograwiura jest rodzajem techniki druku, więc pierwsza z ośmiu odbitek będzie dostępna od 17 tys. zł. Przedstawia dwie zapadnięte twarze, których zmarszczki zrastają się ze sobą w naciągnięte siatki: jedna z białymi gałkami bez źrenic, druga w ogóle bez gałek. Na tym poziomie, bliżej jądra ciemności będzie tylko malarstwo Jana Lebensteina, który tak umiejętnie przekształcał sylwetki, że z kobiecych robiły się wręcz owadzie. „Marzenie salonu” z 1968 r. będzie licytowane od 12 tys. zł i stanowi jakby przedsmak — nagość eksponuje co prawda liczne kostne zwyrodnienia, a fotel, na którym siedzi modelka, ma oczy, jednak brakuje nieistniejących zwierząt czy orgii z udziałem potworów. Myśląc o inwestycji, trudno odeprzeć więc pytanie, czy tematyka tego rodzaju nie utrudnia czasem odsprzedaży.

— Dobrym przykładem tego mechanizmu jest Beksiński — najszybciej można sprzedać obraz, który nie jest aż tak straszny, ale zaryzykowałbym, że dopiero taki straszny można sprzedać najdrożej, chociaż nie na aukcji. W przypadku Lebensteina, jego twórczość rzeczywiście przerażała Polaków, ale mnóstwo obiektów trafiło w XX w. do Stanów Zjednoczonych — zdeformowane figury, stworzenia przygotowane do oskórowania… — wymienia Konrad Szukalski, zgadując, że kolekcjonerzy widzą w nich jakieś surowe odbicia swoich dusz.

Jak pisał Stephen King, od lat będący w temacie, ludzie mają w końcu rozrywki, których nawet zwierzęta mogłyby się wstydzić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rzeźnia na rynku sztuki