Rzutnik już nie wystarczy

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2014-02-26 00:00

Projektor, mikrofon, głośniki to standard. Przyszłością są multimedia

Któż się nie męczył na prezentacji wyników kwartalnych w sali konferencyjnej, której jedynym wyposażeniem był trzeszczący mikrofon i rozpadający się rzutnik? Tylko ludzie w pierwszych rzędach byli w stanie usłyszeć szefa. Cokolwiek dałoby się pewnie wywnioskować z tabelek i wykresów na sfatygowanym ekranie, ale były zbyt rozmazane. W rezultacie wiele osób wyszło z zebrania, zadając sobie lękliwe pytanie: firma ma się coraz lepiej czy idzie na dno? Tej niepewności oszczędzono by im, gdyby przedsiębiorstwo zainwestowało w nowy, profesjonalny sprzęt. Na szczęście coraz więcej pomieszczeń do spotkań biznesowych naszpikowanych jest elektroniką. Ich administratorzy nie żałują pieniędzy na nowoczesne projektory, tablice interaktywne czy systemy zarządzania obrazem i dźwiękiem. Powoli normą stają się też zestawy wideokonferencyjne, a tu i ówdzie możemy spotkać kabiny do tłumaczeń symultanicznych. A nawet łatwo dające się zmieniać scenografie, dzięki czemu z byle wykładu można urządzić spektakl multimedialny w stylu Steva Jobsa.

Obraz jak żyleta

Wraz z rozwojem nowych technologii przyzwyczailiśmy się do pomocy audiowizualnych, które wspomagają przyswajanie informacji. Podczas szkoleń i prezentacji dobrze sprawdzają się ekrany projekcyjne, flipczarty i rzutniki multimedialne.

— W niewielkich lub zatłoczonych salach egzamin zdają projektory o ultrakrótkim rzucie. Pozwalają z bardzo niewielkiej odległości — nawet kilkudziesięciu centymetrów od ekranu — wyświetlić duży, kilkudziesięciocalowy obraz. Jeśli takie urządzenie zamontujemy przy samej ścianie, światło nie świeci na prelegenta, dając mu swobodę i możliwość lepszej interakcji z uczestnikami spotkania— mówi Dariusz Skaszewski, specjalista od produktów dla biznesu z Canon Polska. Przykładem takiego projektora jest Canon LV-8235 UST, który umożliwia wyświetlanie 80-calowego obrazu z odległości zaledwie 32 cm (odległość montażu 2,4 cm) o jasności 2500 lumenów i kontraście 2000:1, czyli bardzo dobrej jakości.

Dzięki rozdzielczości WXGA (1280x800) i proporcjom 16:10 model ten nadaje się do współpracy z nowoczesnymi laptopami szerokoekranowymi. Na uwagę zasługują również projektory Epsona z serii G6800, G6900 oraz Z8000 i Z10000, o rozdzielczości XGA (1024x768) do WUXGA (1920x1200) i jasności do 10 tys. lumenów.

Technologia wyświetlania 3LCD i najnowsze panele C2Fine (Crystal Clear Fine) zapewniają najwyższą jakość obrazu, czyli wierność kolorów i prawidłowe nasycenie, w każdych warunkach — w świetle dziennym, na ekranie wielkości kortu tenisowego czy boiska piłkarskiego. Od projektorów wymaga się również niskich kosztów użytkowania. Ten warunek spełnia np. Sony VPL-FHZ55, wyposażony w wiele funkcji oszczędzania energii. Może pracować bez wymiany źródła światła i filtra do 20 tys. godzin, a to niemal całkowicie uwalnia od wymagań konserwacyjnych. Dla porównania: w tradycyjnych modelach lampę wymienia się co 3 tys. godzin.

Maszyny do teleportacji

Coraz więcej biznesowych konferencji odbywa się w trybie on-line. Na topie są zwłaszcza rozmowy wideo, które jeszcze kilka lat temu— z powodu ceny i skomplikowanej technologii — były zarezerwowane głównie dla korporacji. Zmieniło się to w związku z ogromnym tempem ewolucji mobilnych sprzętów, takich jak notebooki, ultrabooki, tablety i smartfony. A także na fali kryzysu — od kiedy w dobrym tonie stało się zaciskanie pasa, żadna firma nie może lekceważyć oszczędności czasu i pieniędzy, którą dają spotkania na odległość.

— Rozwiązania wideokonferencyjne są pewnego rodzaju maszyną do teleportacji, która pozwala obniżyć koszty związane z podróżami służbowymi i produktywnie wykorzystać poświęcony im czas, a także skraca procesy biznesowe — zachwala Leszek Hołda, prezes firmy Integrated Solutions.

— Do komunikacji zdalnej nie trzeba przekonywać polskich korporacji. Szczególnie, jeśli mają oddziały lub partnerów za granicą. Inaczej jest z małymi i średnimi firmami. Często nie wiedzą, że komunikacja wideo to coś więcej niż rozmowa na odległość, ale także systemy komunikacji i diagnozowania problemów w fabryce, telemedycyna i telerehabilitacja oraz wspólna praca nad plikami on-line — wskazuje Olgierd Madej, prezes Polycomu.

Jego firma zapytała dyrektorów generalnych i założycieli przedsiębiorstw w 12 krajach o główne powody organizowania wideokonferencji. Elastyczną pracę i spotkania międzywydziałowe lub lokalne wskazało po 50 proc. ankietowanych. 46 proc. mówiło o spotkaniach międzynarodowych, a 39 proc. o możliwości pozyskania kolejnych klientów i kontraktów oraz komunikacji firmowej bądź wydziałowej. Rozpowszechnianiu się rozwiązań wideokonferencyjnych towarzyszy coraz większe zapotrzebowanie na tablice interaktywne, składające się z jednego lub kilku połączonych wielkoformatowych ekranów, np. 65- lub 75-calowych, które w korporacjach i większych salach konferencyjnych masowo wypierają tradycyjne projektory. Menedżerom już bowiem nie wystarcza swobodna wymiana informacji i opinii przez internet. Rozmawiając, chcą śledzić program spotkania, wyświetlaną prezentację czy dane osoby, która zabiera głos. Ale — co ważniejsze — zależy im na możliwości nanoszenia poprawek w dokumentach, czego standardowy system wideokonferencyjny nie daje. Tablice działają jak dotykowe ekrany, na których można wyświetlać dowolną zawartość komputera, robić notatki, rysunki, schematy, a następnie zapisać je w postaci pliku i udostępnić wszystkim zainteresowanym.