Choć po słabym początku sesji, na który wpływ mogły mieć kolejne słabe dane makroekonomiczne, kupujący dźwignęli indeksy nad kreskę, to im bliżej było końca handlu, tym podaż przeważała i o atakowaniu szczytów na S&P500 trzeba było zapomnieć przynajmniej na jeden dzień.
Na zamknięciu sesji indeks S&P500 spadł o 0,13 proc., Dow Jones o 0,17 proc., a Nasdaq o 0,13 proc.
Do zakupów nie zachęciły wspomniane dane makro - grudniowy indeks S&P/Case-Shiller monitorujący ceny domów w 20 amerykańskich metropoliach spadł o 0,1 proc. Rynek oczekiwał tymczasem wzrostu o 0,7 proc, wobec wzrostu o 0,9 proc. miesiąc wcześniej.

Rozczarowujący był też wskaźnik zaufania konsumentów Conference Board, który spadł do 78,1 pkt., choć analitycy oczekiwali zwyżki do ponad 80 pkt.
Inwestorzy pilnie śledzili wczoraj doniesienia z konferencji Jamiego Dimona, szefa banku JP Morgan. Instytucja zapowiedziała zmniejszenie zatrudnienia o 5 tys. osób (2 proc. załogi) w 2014 r. Kurs JP Morgan spadł o niespełna 2 proc.
Wyraźnie drożały za to akcje LinkedIn, portalu społecznościowego, który poinformował o „odpaleniu” chińskiej wersji.
Nawet o ponad 40 proc. w górę szedł kurs Zulily, internetowego sklepu, specjalizującego się w sprzedaży odzieży dla kobiet i dzieci. Firma, której akcje w listopadzie debiutowały na giełdzie, pochwaliła się zyskami znacznie wyższymi od oczekiwań – zysk na akcje wyniósł 10 centów, wobec 4 centów, prognozowanych przez analityków.
Lepsze od prognoz rezultaty pokazali też inni detaliści – Home Office i Macy’s, co pomogło indeksom przede wszystkim w pierwszej fazie sesji.
Mocno w górę szedł kurs Tesli, producenta aut elektrycznych. Dwucyfrową zwyżkę akcjonariusze zawdzięczają rekomendacji od banku Morgan Stanley, którego analitycy podwoili cenę docelową walorów spółki.
O ponad 9 proc. taniały za to akcje Office Depot, dostawcy mebli i akcesoriów biurowych, bo raport kwartalny okazał się słaby – straty się powiększyły, spadły też marże, co analitycy wiążą z kosztami połączenia z rywalem – OfficeMax. Przecena Office Depot zaszkodziła też innemu przedstawicielowi branży – firmie Staples.