Balansujący na krawędzi upadłości Próchnik pochwalił się najlepszymi wynikami w tym roku. Do szczęścia dużo jednak brakuje
Tylko 77 tys. zł stracił w trzecim kwartale Próchnik, notowany na giełdzie producent odzieży. Inwestorzy dobrze przyjęli wyniki firmy — pewnie dlatego, że są najlepsze od początku roku. Wczoraj notowania spółki rosły o ponad 5 proc. i za akcję płacono 60 gr. To najwyższy kurs od dwóch tygodni. Cała firma jest więc obecnie wyceniana na 6 mln zł.
Lepiej, ale gorzej
W trzecim kwartale przychody Próchnika ze sprzedaży sięgnęły 1,8 mln zł. To więcej niż w drugim i pierwszym kwartale, ale znacznie mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy przychody zamknęły się kwotą 2,6 mln zł. Także narastająco, uwzględniając trzy kwartały tego roku, widać zdecydowany spadek przychodów. W 2002 r. wyniosły one bowiem prawie 8 mln zł, a w tym roku połowę tej kwoty — zaledwie 4,2 mln zł.
Przed rokiem w trzecim kwartale spółce udało się też odnotować zysk netto — ponad 500 tys. zł. Narastająco spółka miała jednak stratę, choć była ona mniejsza niż tegoroczna (odpowiednio 247 tys. zł i 1,8 mln zł).
Zmniejszające się przychody Próchnika ze sprzedaży to efekt m.in. braku gotówki na zakup materiałów.
— Mamy kontrakty, nie mamy możliwości ich realizacji — mówiła niedawno na łamach „PB” Katarzyna Suszanowicz, prezes odzieżowej spółki.
Pętla się zaciska
Spółce pomogłoby już 500 tys. zł. 1-1,5 mln zł kredytu na pół roku rozwiązywałoby problem. Takich pieniędzy Próchnik jednak nie ma, a nie najlepsza sytuacja finansowa z jednej strony i brak wsparcia akcjonariuszy z drugiej powoduje, że nawet tak relatywnie małych sum spółce nikt nie chce pożyczyć. Właśnie ze względu na małe przychody Próchnikowi nie uda się w tym roku wyjść na zero. Zarząd ostrzegał, że ze względy na brak kapitału spółka może jeszcze bardziej ograniczyć produkcję — tylko do realizacji mało rentownych zleceń zewnętrznych klientów.