Sąd może być lepszy niż ugoda z łowcą

Iwona JackowskaIwona Jackowska
opublikowano: 2013-07-15 00:00

Prawo Przed lawiną pozwów e-sklep może się uchronić w jeden sposób — sporządzić porządny regulamin

Nie ma w polskim prawie paragrafu na straszenie firmy pozwem i obietnicę, że w zamian za pieniądze jednak nie trafi on do sądu. A takie praktyki, opisane w „PB” w minionym tygodniu, stosują „łowcy klauzul”. Według karnistów, tego rodzaju działania, podlegają w zasadzie ocenom w sferze etycznej. Firmy postawione przed wyborem: zapłać, a nie będzie sprawy sądowej, powinny przyjąć inną taktykę. Nawet jeżeli same nie mają czystego konta.

Jedna klauzula, dziesiątki pozwów

Działania „łowców klauzul” dotyczą niedopuszczalnych postanowień w regulaminach firm internetowych. Niektóre podmioty (stowarzyszenia) działające w obronie praw konsumentów występują w ich imieniu do e-sklepów, żądają zaprzestania stosowania takich klauzul i wniesienia na konto stowarzyszenia zapłaty w określonym terminie. Zapowiadają, że gdy pieniądze nie wpłyną, zostanie wytoczone powództwo, które będzie kosztowało więcej niż ugoda (wyliczenia podaliśmy w PB 10 i 12 lipca). Przeciwko przedsiębiorcy, który na to nie przystaje, płynie do sądu kilkadziesiąt pozwów — dla każdej kwestionowanej klauzuli tworzy się odrębne pisma procesowe, wnoszone w imieniu wielu konsumentów, często 10. Właściciele e-sklepów reagują emocjonalnie i na forach internetowych używają określeń „wyłudzenie”, „wymuszenie pieniędzy” i „sprawa dla prokuratury”. — To nie jest przestępstwo. Takie praktyki można raczej oceniać jako nieetyczne, bo jawią się jako działania nastawione na zarobkowanie, a nie wyłącznie ochronę konsumentów — studzi emocje adwokat Dominik Zygmuntowski. Prawnik wyjaśnia, że nie można tu mówić o wymuszeniu, bo mamy do czynienia z ugodą dwóch stron, co jest dozwolone, także za pieniądze. — Ponadto stowarzyszenie ma prawo podjąć próbę ugody w imieniu konsumentów, jeśli w statucie zapisano działalność na ich rzecz. Szczególnie gdy wyszukało klauzule niezgodne z przepisami. Nie widzę podstaw, aby to wszystko rozpatrywać przez pryzmat kodeksu karnego — wyjaśnia adwokat. Nagabywane e-sklepy mogą jednak osłabić siłę rażenia „łowców klauzul”. Dominik Zygmuntowski radzi poprawićregulamin, a potem raz w miesiącu sprawdzać, czy na liście niedozwolonych postanowień Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nie pojawiły się nowe klauzule. A jak potraktować propozycję ugody od prokonsumenckiego podmiotu? Adwokat uważa, że decyzja należy do jej adresata. Ale warto rozważyć, czy nie lepiej oczekiwać na wezwanie sądu. — Można tam przedstawić swoje racje. Poza tym sąd nie od razu nałoży karę. Najpierw zobowiąże do usunięcia niedozwolonej klauzuli — tłumaczy Dominik Zygmuntowski.

Ugoda ugodą, sąd sądem

Wspomniana ugoda wcale nie zwalnia z odpowiedzialności przed organem państwowym, powołanym do ochrony interesów konsumentów. UOKiK w każdej chwili może skontrolować e-sklep i skierować sprawę do sądu. — Przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK) nie ma możliwości zawarcia ugody, bez znaczenia też dla sądu będą umowy z „łowcami klauzul” — podkreśla dr Bartosz Turno, prawnik z kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr. — Jeśli sąd stwierdzi, że jakieś postanowienie regulaminu e-sklepu narusza prawo, nakaże jego usunięcie i skieruje je do rejestru niedozwolonych klauzul. Gdy przedsiębiorca nadal będzie stosował postanowienia wpisane do rejestru, UOKiK może uznać to za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów i nałożyć karę do 10 proc. przychodów — wyjaśnia Bartosz Turno. Jego zdaniem, nie ma sensu wdawać się w dialog z takim stowarzyszeniem. Jeśli e-sklep usunie zakwestionowane klauzule,a sprawa trafi do sądu, przedsiębiorca może uznać powództwo i wnieść o nieobciążanie go kosztami poniesionymi przez powoda. — Nie zawsze sąd obciąża stronę przegrywającą wszystkimi kosztami. Czasami je wzajemnie znosi albo dzieli po połowie między powoda i pozwanego — mówi prawnik kancelarii WKB. Takie szanse są także, gdy pozew jest zasadny, ale powód przed wniesieniem pozwu do SOKiK nie wezwał przedsiębiorcy do zaprzestania stosowania niedozwolonych klauzul. — W takim wypadku można wskazać sądowi, że pozwany nie dał powodu do wytoczenia sprawy i przez to ubiegać się o zasądzenie niższych kosztów postępowania, co może uczynić działania tzw. łowców klauzul nieopłacalnymi — wyjaśnia Bartosz Turno. Wbrew pozorom, wymagań formalnych wcale nie musi spełniać apel o zaprzestanie stosowania zakazanych zapisów skierowany w e-mailu, co jest praktyką „łowców klauzul”. — Żądanie powinno być skutecznie doręczone. „Klasyczne” wezwania przedsądowe wysyłane są listem poleconym za potwierdzeniem odbioru. Trudno powiedzieć, żeby te warunki spełniało pismo kierowane e-mailem. Chyba że odpowiedzieliśmy na to e-mailem lub zadzwoniliśmy w reakcji na otrzymaną wiadomość. Jeśli e-sklep nie podjął żadnych kroków, może twierdzić, że nic nie otrzymał i żądać przed sądem, aby druga strona przedstawiła dowód skutecznego wezwania. Pozwany powinien w takiej sytuacji na pierwszej rozprawie uznać żądanie pozwu i złożyć wniosek o nieobciążanie go kosztami poniesionymi przez powoda (stowarzyszenie). Moim zdaniem, taka argumentacja może znajdować podstawę w przepisach art. 101 i 102 kodeksu postępowania cywilnego nawet po niedawnej likwidacji postępowań w sprawach gospodarczych — mówi specjalista kancelarii WKB. Dr Bartosz Turno podkreśla wyraźnie, że ugoda z „łowcami klauzul” nie chroni przed kontrolą UOKiK. A kiedy zarzucą oni e-sklep dziesiątkami pozwów w sprawach dokładnie tych samych zakazanych postanowień, podpowiada, aby wnioskować przed sądem o odrzucenie albo oddalenie pozwów, wskazując, że taka sprawa jest już w toku albo że jest już osądzona, i również ubiegać się o zniesienie kosztów. Należy również wnioskować o łączenie przez SOKiK dziesiątków pozwów dotyczących jednego przedsiębiorcy i jego różnych klauzul do jednego rozpoznania.

Trudne klauzule

Stowarzyszenia prokonsumenckie zwracają uwagę, że internet jest przepełniony niedozwolonymi klauzulami. — To głównie z powodu nieznajomości prawa, które w relacjach konsumenckich jest bardzo wymagające i łatwo o błąd. Czasem zmiana szyku zdania, jednego wyrazu na inny, bliskoznaczny może powodować, że jakieś postanowienie w regulaminie staje się klauzulą niedozwoloną — podkreśla Rafał Stępniewski, prezes zarządu doradczego serwisu RzetelnyRegulamin.pl. Przedsiębiorcy często nie mają świadomości, że robią źle, starają się po prostu chronić własne interesy. — Myślę, że jeżeli wiedzieliby, co grozi za stosowanie takich klauzul, zaprzestaliby tego — konkluduje Rafał Stępniewski. Niezgodne z prawem regulaminy to ponadto skutek ich kopiowania od konkurencji i ewentualne przeróbki. — Panuje opinia, że skoro duży sklep internetowy ma regulamin, to musi on być poprawnie skonstruowany. Wystarczy spojrzeć do rejestru klauzul niedozwolonych, by przekonać się, jak wiele dużych sklepów zostało w nim ujętych — mówi prezes RzetelnegoRegulaminu.pl. Podobnie jest z kupowaniem gotowych szablonów i wzorów. — Regulamin jest umową sklepu z konsumentem. Powinien być dopasowany do danej branży i modelu prowadzonej sprzedaży, przy uwzględnieniu wszystkich wymogów prawa — przypomina Rafał Stępniewski.

Najczęstsze błędy w regulaminach e-sklepów

wymaganie paragonu lub faktury do złożenia reklamacji czy przy zwrocie,

zrzekanie się z odpowiedzialności za działania dostawcy (np. kuriera), który de facto jest podwykonawcą sklepu,

ograniczanie prawa do reklamacji czy możliwości dochodzenia praw przed sądem — przy zwrocie towaru co czwarty sklep chce potrącić koszty wysyłki od zapłaconej mu kwoty (to bezprawne),

zwolnienie e-sklepu z odpowiedzialności za dostarczenie klientowi towaru innego niż zamówiony.

[Dane według serwisu RzetelnyRegulamin.pl]

JUŻ PISALIŚMY

„PB” z 12.07.2013 r.

LAWINA POZWÓW: Prawo tego nie zabrania — tak prezes stowarzyszenia Patronus uzasadniał zasypywanie sądów pozwami przeciw przedsiębiorcom, którzy stosują niedozwolone klauzule.