To kluczowy tydzień dla polskiej energetyki. We wtorek Naczelny Sąd Administracyjny zdecyduje o losach flagowej inwestycji PGE, czyli projektu budowy dwóch bloków węglowych w Opolu, o mocy 900 MW każdy, wartych 11 mld zł. Najpóźniej w piątek Enea powinna podpisać umowę na swój flagowy projekt — budowę bloku węglowego na 1 tys. MW w Kozienicach, wartości 6,28 mld zł. Każda z inwestycji to być albo nie być dla ich wspólnego wykonawcy, czyli tonącego Polimeksu-Mostostalu. I nic nie jest pewne. Energetycy z wypiekami na twarzy czekają na rozstrzygnięcia. Chętnie plotkują i spekulują — ale anonimowo.
Z naszych rozmów wynika, że branża spodziewa się negatywnej decyzji dla Opola, a o Kozienice jest umiarkowanie spokojna. Scenariusze dalszych wydarzeń rysują się jednak rozmaicie.
Opole raczej się opóźni…
W przypadku Opola negatywna decyzja sądu będzie oznaczać konieczność ponownego składania wniosku o decyzję środowiskową. Zarząd PGE szacuje, że zajmie mu to 3-4 miesiące, zdaniem rynku — zdecydowanie więcej. Krzysztof Kilian, prezes PGE, jest wielkim pesymistą.
— Jeśli Opole się opóźni, to Polimex tego nie przetrwa. Tym samym cały projekt odejdzie w niebyt — alarmował na Forum Ekonomicznym w Krynicy.
— Z perspektywy prognozowanego za kilka lat bilansu mocy w systemie, ta inwestycja ma dla bezpieczeństwa kluczowe znaczenie. Źle by się stało, gdyby realizacja się opóźniała lub — co gorsza — nie doszła do skutku — podkreśla Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.
— Te bloki po prostu muszą powstać, bo inaczej w systemie zabraknie mocy — uważa Dariusz Lubera, prezes konkurencyjnego dla PGE, choć też państwowego, Tauronu. Spokojni są za to analitycy. Wskazują, że inwestycja w Opolu, przy dzisiejszych cenach energii elektrycznej, i tak nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Zatem z punktu widzenia PGE negatywną decyzję sądu uważają za korzystną.
— Gdyby decyzje w polskiej energetyce miały się opierać na bieżących wahaniach cen, to nic byśmy nie budowali — kontruje Dariusz Lubera.
…Kozienice podpiszą…
W Kozienicach trwa walka z czasem, bo oferta wykonawcy jest ważna tylko do 21 września. Do podpisania umowy nie dochodzi, bo Polimex (w konsorcjum z Hitachi) walczy o uzyskanie od banków gwarancji dobrego wykonania (10 proc. wartości kontaktu). Jednocześnie negocjuje z wierzycielami program naprawczy.
— Jesteśmy w pełni gotowi do podpisania umowy, mamy też zorganizowane finansowanie. Jestem dobrej myśli — mówi Maciej Owczarek, prezes Enei.
Z rynku dochodzą tymczasem głosy o przeszkodach. Choć w ratowanie Polimeksu mocno zaangażował się państwowy PKO BP, to pozostali wierzyciele boją się ryzyka. Narzekają też na dwugłos w Enei, wynikający z tarć między spółką matką a zależną Eneą Wytwarzanie, która prowadzi przetarg.
— Sytuacja jest bardzo napięta, ale wszystkie zaangażowane strony widzą interes w podpisaniu umowy — podkreśla jeden z naszych rozmówców. Analitycy też są dobrej myśli.
— Ewentualne opóźnienia w realizacji projektu w Kozienicach nie mają dla Enei fundamentalnego znaczenia. Firma już od lat przymierza się do tej inwestycji oraz od lat ma na nią pieniądze. Kolejny poślizg niewiele zmieni — uważa jeden z giełdowych specjalistów.
…a Jaworzno ruszy
Poza Opolem i Kozienicami na językach energetyków jest projekt w Jaworznie. Tauron chce tam zbudować blok o mocy 910 MW i ciągle przesuwa termin składania wiążących ofert (najnowszy to 28 września). Na tyle często, że branża spekuluje o odstąpieniu od inwestycji. Zwłaszcza że jednocześnie PGE szuka partnera do projektu w Opolu i miałby nim zostać właśnie Tauron.
— Był plan zaangażowania Tauronu w Opole — potwierdza menedżer zbliżony do zarządu PGE.
— Był taki pomysł, ale nie jesteśmy nim zainteresowani. Nasza strategia zakłada inwestycje we własne bloki węglowe. Jaworzno to priorytet — deklaruje Dariusz Lubera.
OKIEM ANALITYKA
Prądu nie zabraknie
PAWEŁ PUCHALSKI
szef działu analiz DM BZ WBK
Nie będę zdziwiony, jeśli w wyniku decyzji sądu opóźnienie projektu w Opolu istotnie się zwiększy. Dla PGE to jednak żaden problem. Jest w świetnej sytuacji finansowej, a jej bloki są średnio o 10 lat młodsze niż konkurencji. Dla akcjonariuszy to wręcz dobra wiadomość, bo odsunie ogromne nakłady na inwestycje w ryzykowny projekt, zwiększając tym samym prawdopodobieństwo wypłaty dywidendy. Jeśli chodzi o Kozienice, to nie mam wątpliwości, że za chwilę projekt wejdzie w fazę realizacji. Determinacja Enei i głównego akcjonariusza jest duża i blok musi powstać. O bilans mocy jestem spokojny, a niepokoje URE przypisuję przywiązaniu urzędu do nieaktualnych prognoz popytu na energię. Moje przewidują bardzo nieznaczny wzrost popytu w średnim i długim terminie, co wynika z energooszczędnych praktyk i wynoszenia się przemysłu ciężkiego z Europy. Rozwój odnawialnych źródeł energii również wspiera bilans energetyczny Polski.