SALAMANDER ŻĄDA ZMIANY KONTRAKTU

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 24-06-1999, 00:00

SALAMANDER ŻĄDA ZMIANY KONTRAKTU

Zachodnie koncerny obuwnicze wykluczają projekty produkcyjne w Polsce

TYLKO NIE HIPERMARKETY: Nasz koncern ma złe doświadczenia w lokowaniu sprzedaży w centrach handlowych, dlatego w Polsce nie planujemy otwierania sklepów w hipermarketach — zapowiada Jolanta Miturska-Popkiewicz, prezes Salamander Polska. fot. ARC

Niemiecki Salamander renegocjuje kontrakt z radomskim Sal-Butem — firmą, która powstała na bazie majątku Radoskóru. Podobnie jak inne zagraniczne koncerny, Niemcy raczej nie zdecydują się na inwestycję w żadnym z krajowych przedsiębiorstw obuwniczych.

Sal-But miał rozpocząć produkcję pod koniec czerwca, ale Salamander zażądał renegocjacji umowy. Zmiany dotyczą ilości i jakości produkcji. Dotychczasowy kontrakt opiewał na 6-7 tys. par cholewek produkcji Sal-Butu tygodniowo. Na razie nie wiadomo, ile z tych planów zostanie w nowej umowie.

Węgierska alternatywa

Salamandrowi zależy na poprawie jakości produkcji. Liczy więc, że radomska firma wyda 1,7-2 mln DEM (3,4-4 mln zł) i wymieni park maszynowy.

— Dawny Radoskór oczekiwał, że wniesiemy do spółki aportem nowoczesne maszyny. Nie planujemy jednak tego typu inwestycji. Dlatego też zaleciliśmy spółce kupno nowoczesnego sprzętu. Już w kwietniu zerwaliśmy z tego powodu negocjacje i teraz trudno przewidzieć, jaki będzie finał rozmów. Już wcześniej byliśmy bliscy podjęcia decyzji o przeniesieniu produkcji na Węgry — mówi Jolanta Miturska-Popkiewicz, prezes Salamander Polska.

Szefowa polskiej filii Salamandra nie stwierdziła jednak jednoznacznie, że jej koncern rezygnuje z planów współpracy z Sal-Butem.

Salamander sprzedaje obuwie w pięciu krajowych sklepach.Trzyletni program inwestycyjny przewiduje otwarcie sześciu nowych punktów.

Szacuje, że otwarcie jednego sklepu będzie kosztowało firmę 0,5 mln DEM (1 mln zł). Na sześć nowych sklepów firma musi więc wydać około 6 mln zł.

— Nie zamierzamy kupować polskich fabryk — podkreśla Jolanta Miturska-Popkiewicz.

Cała sprzedaż firmy w Polsce, czyli 60 tys. par butów rocznie, pochodzi z importu.

Podobnie jak Salamander, obecne w Polsce inne koncerny obuwnicze, takie jak Bata czy Andre — też nie mają zamiaru przejmować krajowych producentów. Zamierzają natomiast sprowadzać do Polski więcej butów z zagranicy.

Niebezpieczny import

Tymczasem krajowi wytwórcy uważają, że największym zagrożeniem dla przemysłu lekkiego jest właśnie bardzo duży import. Wzrósł on z 32 mln par butów w 1993 roku do 103,8 mln par w 1998 r. Na rynek w coraz większych ilościach trafiają wyroby z Chin, Turcji i Wietnamu. Polska Izba Przemysłu Skórzanego alarmuje, że z państw tych sprowadzane jest obuwie po cenach dumpingowych. Deklarowana wartość celna pary importowanego do Polski obuwia wynosi od 8 centów (32 gr) za parę kapci z Turcji do 87 centów (3,4 zł) za parę butów męskich z Chin.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / SALAMANDER ŻĄDA ZMIANY KONTRAKTU