W ciągu 10 dni kwietna zarejestrowano w kraju rekordowo mało nowych samochodów osobowych. Urzędy wydały tylko 5557 tablic, aż o 65,2 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Średnia dzienna liczba ich rejestracji spadła do 695 wobec 1728 w pierwszych 10 dniach kwietnia 2019 r. Wszyscy czołowi producenci zanotowali spadki, włącznie z Toyotą, która do tej pory opierała się ogólnym tendencjom. Udział osób fizycznych w rejestracjach wyniósł 29,1 proc. (1615 — spadek o 65,3 proc.), a klientów firmowych 70,9 proc. (3942 — spadek o 65,2 proc.).

— Największy spadek — przekraczający 70 proc. — nastąpił w przypadku rejestracji na dilerów, którzy nie chcą powiększać stanów magazynowych. Najniższy poziom spadku zanotowały firmy oferujące najem długoterminowy. Jednak także tam wyniósł on 53 proc. Liczby obrazują skalę problemu, który już wkrótce znajdzie odzwierciedlenie w liczbie zwalnianych pracowników — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.
Najbliższa przyszłość nie rysuje się ciekawie. Mimo bardzo dobrej oferty cenowej i dostępności aut zainteresowanie będzie się utrzymywało na bardzo niskim poziomie.
— Przewidujemy, że spadek liczby rejestrowanych aut w maju będzie oscylować między 70 a 80 proc. Sytuacja zacznie się zmieniać w czerwcu, po uruchomieniu odmrażania gospodarki, jednak nie liczę na wiele — mówi Wojciech Drzewiecki.
Analitycy Samaru szacują, że wynik całego roku może być nawet o ponad 20 proc. gorszy od zanotowanego w poprzednim — wówczas zarejestrowano 555,6 tys. aut osobowych. Pandemia zahamowała również import używanych osobówek. W analizowanym okresie zarejestrowano ich zaledwie 9,66 tys., o 71,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Jeszcze w styczniu i lutym tego roku na dzień roboczy pracy urzędu przypadało niemal 4 tys. rejestracji, a w kwietniu zaledwie 1,2 tys. Wszystko wskazuje na to, że liczba rejestracji importowanych używek nie przekroczy w kwietniu 30 tys. Ostatnio tak niski wynik rynek odnotował w maju 2004 r.