Główne lotniska regionalne w Polsce nie mają uregulowanych kwestii formalnych, co utrudnia ich rozwój.
Lotniska we Wrocławiu i Bydgoszczy, z których jednocześnie korzystają samoloty wojskowe i cywilne, dostosowały się do rozporządzenia Rady Ministrów i podpisały umowy o współużytkowaniu. Trzeci z głównych portów regionalnych kraju, Kraków, wciąż nie zakończył wymaganych formalności.
— Niedawno władze wojskowe przedstawiły nową propozycję umowy operacyjnej, która de facto wydłużyła ostateczny termin zakończenia negocjacji o kolejne trzy miesiące. Wierzę jednak, że w związku z powołaniem nowego zarządu krakowskiego portu negocjacje zostaną zakończone znacznie szybciej — mówi Krzysztof Kapis, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC).
Cierpi na tym samo lotnisko, okazuje się bowiem, że taka umowa jest podstawowym warunkiem egzystencji lotniska obsługującego pasażerów cywilnych.
— Umowa o współużytkowaniu jest jednym z warunków wpisania do rejestru lotnisk cywilnych, a to z kolei jest konieczne, by zarządzający mógł starać się o uzyskanie certyfikatu. Takiego dokumentu wymaga od lotniska prowadzącego obsługę międzynarodowego ruchu lotniczego aneks 14 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym — wyjaśnia Adam Borkowski, rzecznik ULC.
Dziś takiego certyfikatu oprócz Krakowa nie mają także lotniska we Wrocławiu i Bydgoszczy. A to oznacza, że bez podstawowego dokumentu świadczącego o bezpieczeństwie funkcjonują lotniska obsługujące 42 proc. pasażerów portów regionalnych.
Posiadanie certyfikatu może mieć także wymiar finansowy. Warto więc o niego się starać.
— Certyfikat pozwoli nam obniżyć koszty ubezpieczenia — mówi Zbigniew Sałek, wiceprezes portu lotniczego we Wrocławiu.
A już sam wpis do rejestru jest ogromną zaletą przy walce o dotacje.
— Bez uregulowanej sytuacji prawnej, w tym wpisu do rejestru lotnisk, porty lotnicze we Wrocławiu, Krakowie i Bydgoszczy nie mogą ubiegać się o dotacje z ULC — dodaje rzecznik ULC.
A do podziału jest ponad 5 mln zł rocznie.
Pełna dokumentacja pomaga też zdobyć fundusze unijne.
— Ustabilizowanie sytuacji formalnej jest ogromnym plusem. Mamy większe szanse na dotacje, kiedy jest jasne, kto zarządza lotniskiem i dzierżawi teren. Potrzebujemy około 420 mln zł na inwestycje, więc jest to dla nas istotne źródło finansowania — podsumowuje Zbigniew Sałek.