Sami kradną sobie urlop

Mirosław Konkel
opublikowano: 2007-08-24 00:00

Wyjeżdżają na wakacje

Trudno mu się oderwać od spraw służbowych

Wyjeżdżają na wakacje

z komórkami i z laptopami.

Próbują robić wszystko, by kontakt z firmą nie psuł im wypoczynku i zabawy.

Mik Kuczkiewicz, prezes zarządu firmy doradczej HayGroup, twierdzi, że potrafi przez dwa tygodnie żyć bez biura. Ale przyznaje, że gdy jest na urlopie, podwładni do niego dzwonią, choć „tylko w najpilniejszych sprawach”.

— Odbieram najwyżej kilka telefonów. Częściej dostaję e-maile lub SMS-y z potwierdzeniem, że w firmie wszystko gra — opowiada Mik Kuczkiewicz.

Podkreśla, że ma dużo większy dystans do siebie i swojej pracy niż kilkanaście lat temu.

— Na początku kariery menedżerskiej często telefonowałem podczas wakacji do biura. Zwłaszcza że było to jeszcze w erze przedkomórkowej — wspomina prezes HayGroup.

Także Francois Nail, managing partner w firmie doradczej RSQ Management, oświadcza, że nie ma problemu z oderwaniem się od spraw służbowych. Aby porządnie odpocząć, wziął w tym roku trzy tygodnie urlopu. Zapewnia, że jego zespół jest na tyle samodzielny i doświadczony, że on nie musi bez przerwy sprawdzać, co się dzieje w firmie. Ale przyznaje, że zagląda do poczty elektronicznej, choć rzadko.

— Szanujemy czas wolny swoich koleżanek i kolegów. A to oznacza, że jeśli wylegują się oni na jakiejś egzotycznej plaży, nikt nie śmie zawracać im głowy z byle powodu — twierdzi Francois Nail.

Wystarczy ustalić

Odpoczynek albo praca — taką zasadę wyznaje Piotr Parys, dyrektor sprzedaży korporacyjnej w sieci szkół językowych Berlitz Poland. Nie rozumie szefów, którzy podczas urlopu zostają w domu i nadrabiają służbowe zaległości, np. spotykają się z partnerami biznesowymi albo studiują dokumenty, których nie zdążyli przejrzeć przed wakacjami. On, by naładować akumulatory, musi oddzielić się od firmy nie tylko mentalnie, ale również fizycznie.

— Kiedy wyjeżdżam, to, owszem, mam włączoną komórkę. Jednak rzadko ktoś dzwoni, bo zawsze uprzedzam współpracowników i klientów, że wybieram się na wakacje — tłumaczy Piotr Parys.

Podobnie postępuje Jacek Gordon, właściciel i prezes firmy Gordon w Zamościu koło Bydgoszczy (specjalizuje się w sprzedaży części zamiennych do aut i jest jedną z naszych Gazel Biznesu). Nim wyjedzie na urlop, najpierw załatwia najważniejsze sprawy i szczegółowo omawia ze swoimi menedżerami, kto za co będzie odpowiadał podczas jego nieobecności. Dzięki temu — jak mówi — nie jest nękany telefonami.

— Najważniejsze, to wyzbyć się poczucia, że jestem niezastąpiony — podkreśla Jacek Gordon.

Taką też radę daje swoim menedżerom.

— Umiejętność gospodarowania energią jest jedną z oznak, że ktoś potrafi zarządzać innymi ludźmi — stwierdza biznesmen spod Bydgoszczy.

Ucieczka na aut

Paweł Narożny, prezes Talk to People, firmy zajmującej się komunikacją społeczną, kilka lat temu był doradcą prof. Leszka Balcerowicza. Choć dobrze wspomina tamten okres, to nie chce już pracować od świtu do nocy, z rzadkimi wolnymi weekendami, zawsze z komórką przyklejoną do ucha.

— Na urlop czasem świadomie wybieram miejsca, w których nie ma zasięgu — stwierdza Paweł Narożny.

Mówi, że klienci nie pozwalają mu jednak na dłuższy odpoczynek. I dodaje, że sam sobie ustala, kiedy zajmuje się firmą, a kiedy jest tylko dla najbliższych.

Na taki spokój nie stać — jak twierdzi — na razie Michała Leopolta-Kuropatwińskiego, założyciela i szefa Akademii Stylu & Etykiety. Dopiero rozkręca swój biznes, dlatego, nawet podczas parodniowych wypadów poza Warszawę, odbiera wszystkie telefony.

— Nie mogę zawieść klientów. Jestem do ich dyspozycji przez 365 dni w roku — podkreśla Michał Leopolt-Kuropatwiński.

Marzy jednak o czasie, gdy firma się rozrośnie, okrzepnie i nie będzie w niej konieczne ręczne sterowanie.

— Wtedy pozwolę sobie na luksus długich wakacji i chwile kompletnego wyłączenia się z biznesu — marzy Michał Leopolt-Kuropatwiński.