Kiedy 8 lutego wysiadaliśmy z rządowego samolotu po powrocie z offsetowej wyprawy do USA, już rezerwowaliśmy — na podstawie zapewnień zarówno premiera Leszka Millera, jak i ministra obrony Jerzego Szmajdzińskiego — termin 28 lutego na wyjazd do dęblińskiej Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych na podpisanie umowy w sprawie zakupu samolotów F-16. Już po kilku dniach okazało się, że terminowe obietnice polityków nie są wiele warte.
Regulująca offset ustawa z 10 września 1999 r. traktowana jest niczym legislacyjny poligon i nerwowo zmieniana, w zależności od taktyki rządzącej ekipy. W jej wersji pierwotnej ustalono, iż umowa dostawy sprzętu staje się ważna dopiero z dniem zawarcia umowy offsetowej. Później, jeszcze za rządów Jerzego Buzka, dodany został warunek, że obie umowy zawierane są w tym samym dniu. Ekipa Leszka Millera uelastyczniła ten przepis — umowa offsetowa zawierana jest najpoźniej po 60 dniach od zawarcia umowy sprzętowej. Aktualnie wróciła do łask wersja poprzednia i wszystkie umowy (dwie wspomniane oraz trzecia, regulująca finansowanie zakupu F-16) mają nosić tę samą datę. Przypuszczalnie zostaną podpisane podczas kwietniowej (taki termin uzgodniono wstępnie) wizyty w Polsce amerykańskiego sekretarza handlu Donalda Evansa.
Na pierwszym posiedzeniu po powrocie delegacji z USA, czyli 11 lutego, rząd zajął się wątkiem finansowym zakupu samolotu i przyjął pilny projekt ustawy (Sejm uchwali ją na trwającym właśnie posiedzeniu), która naruszy cały system finansów publicznych. Skarb Państwa może się zapożyczać tylko w celu sfinansowania deficytu budżetowego oraz innych operacji związanych z zadłużeniem. Amerykański kredyt rządowy na zakup przez Polskę samolotu wielozadaniowego ma zostać spod wspomnianego ograniczenia wyłączony! Zgódźmy się, że nie pójdzie na konsumpcję, lecz sfinansuje transakcję rzeczywiście wyjątkową. Jednak wkrótce może się okazać, że w ślad za F-16 ustawi się kredytowa kolejka celów równie „szczególnych”... Czy na pewno chodzi nam o taką właśnie reformę finansów publicznych?