Samorządowe aquaporażki

  • Anna Pronińska
opublikowano: 22-02-2013, 00:00

Świdnica, Wałbrzych, Jelenia Góra, Szczecin — sztandarowe inwestycje miast albo nie będą realizowane, albo wpadają w turbulencje

To mogła być wzorcowa inwestycja w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). W Świdnicy miał powstać aquapark ze SPA i kręgielnią za 70 mln zł. Stronami umowy miały być: miejska spółka Inwestycje Świdnickie oraz prywatny Miastoprojekt Wrocław. Z projektu wyjdą jednak nici. W piątek radni Świdnicy podtrzymali decyzję o likwidacji miejskiej spółki. Większość z nich uznała, że w ten sposób ratuje miasto przed katastrofą finansową.

— Mieliśmy wykonawcę, zarządzającego i finansowanie [z planowanej emisji obligacji na kwotę 53 mln zł — red.]. Spółka jeszcze funkcjonuje, ale ja już złożyłem rezygnację — mówi Ryszard Wawryniewicz, były szef Inwestycji Świdnickich.

— Nie pomogła długa lista argumentów, m.in. zgodna z sugestiami mieszkańców propozycja odchudzenia inwestycji, tańsze finansowanie oraz ogromne oszczędności w wydatkach na przestarzały kompleks przy ul. Równej. Przeciwnicy nie przekonali się do poprawionego projektu, a wahający się postanowili do nich dołączyć. Wielka szkoda, że zmarnowane zostały lata przygotowań do największej inwestycji w naszym mieście. Do projektu wrócimy w nowej kadencji rady miejskiej — zapewnił Wojciech Murdzek, prezydent Świdnicy.

Exodus z placu budowy

Przypadek dolnośląskiego miasta nie jest odosobniony. Z budową parków wodnych mają kłopoty także inne samorządy.

W Wałbrzychu Budopol Wrocław zszedł z placu budowy. Spółka domagała się od miasta gwarancji zapłaty. Umowa została rozwiązana. — Ogłosiliśmy kilkadziesiąt przetargów na dokończenie prac. Mamy nadzieję, że wiosną tego roku aquapark będzie ukończony — słyszymy w wałbrzyskim ratuszu. Problemy z dokończeniem budowy aquaparku mają też władze Jeleniej Góry, gdzie kosztem 52 mln zł, w tym ponad 16 mln zł z funduszy unijnych, miały powstać Termy Cieplickie. Wykonawcą inwestycji było konsorcjum firm Holma i Tiwwal. Ta druga spółka popadła w kłopoty i znajduje się w upadłości likwidacyjnej.

— W związku z tym firma Holma stała się liderem inwestycji, ale postępy prac na budowie nie dawały gwarancji ukończenia term w terminie, który zresztą był kilka razy przesuwany. Odstąpiliśmy od kontraktu i rozpisaliśmy przetarg na dokończenie budowy, która jest teraz zaawansowana w 70 proc. W marcu mija termin składania ofert — mówi Cezary Wiklik, rzecznik jeleniogórskiego ratusza.

— Nie ma obiektów, które są kończone o czasie i bez przygód. W tych przypadkach wykonawcy zeszli z budów, a zamawiający liczą straty. Może to nauczy decydentów, że warto jednak skorzystać z PPP — mówi Grzegorz Rosik, prezes Miastoprojektu Wrocław, który angażował się w wodne projekty w partnerstwie publiczno-prywatnym. Zdaje sobie jednak sprawę, że są to najtrudniejsze przedsięwzięcia.

— Opinia publiczna jest wrażliwa, a inwestycje wzbudzają dużo emocji wśród polityków oraz urzędników. Budzą też kontrowersje, bo nie zarabiają tyle, by same się utrzymać, dlatego wymagają finansowegowsparcia strony publicznej. Dla zamawiających jest to nie do przyjęcia — mówi Grzegorz Rosik.

Niedochodowe z natury

Fiaskiem kończy się postępowanie na budowę aquaparku w Szczecinie w formule PPP, gdzie partner prywatny miał odpowiadać za projekt, wyposażenie i zarządzanie obiektem przez 15 lat. Budowę brało na siebie miasto. Wczoraj pracę stracił Dariusz Wąs, wiceprezydent odpowiedzialny za sprawy gospodarcze. Piotr Krzystek, prezydent Szczecina, poinformował, że powodem odwołania

W naszej branży kryzys widać najszybciej, w naszej też najszybciej się skończy — mówi Krzysztof Hołub, prezes Wrocławskiego Parku Wodnego. Ostatnie miesiące nie były łatwe dla miejskiej spółki. Jak szacuje prezes, frekwencja zmniejszyła się o 6-7 proc. — W czasach spowolnienia ludzie oszczędzają i to widać po wodnym biznesie. Pierwszy kwartał jest jednym z najtrudniejszych. To wymusza na nas działania restrukturyzacyjne. Przede wszystkim staramy się redukować koszty m.in. osobowe i dostaw — tłumaczy Krzysztof Hołub.

Jego zdaniem, za rok-za dwa okaże się, że część aquaparków, o których rentowność jest bardzo trudno, zostanie wystawionych na sprzedaż lub ich właściciele zdecydują się na wynajęcie zewnętrznych firm zarządczych. Wrocławski Park Wodny, który w ubiegłym roku wypracował 0,5 mln zł zysku operacyjnego, już sygnalizował, że chętnie użyczy kompetencji.

— Wierzę, że ożywienie nastąpi już w drugim kwartale, a w wakacje już powinno być całkiem dobrze. Nie czekamy z założonymi rekami i przygotowujemy się do realizacji inwestycji. Ogłosiliśmy przetarg na budowę drugiego basenu, dedykowanego m.in. dzieciom. Koszt inwestycji szacujemy na 4-5 mln zł. Należności będziemy regulować z oszczędności i bieżących wpływów — mówi Krzysztof Hołub. Wrocławski Park Wodny obchodził w tym miesiącu piąte urodziny. W tym czasie jego przychody wyniosły 110,6 mln zł. Do końca stycznia odwiedziło go 5,2 mln osób.

Spowolnienie? To inwestujemy

jest właśnie fiasko procedury wyłonienia operatora aquaparku. Przyznał też, że miasto musi zakończyć postępowanie. O tę inwestycję również ubiegał się Miastoprojekt Wrocław. — Z aquaparkami jest trochę tak jak z domami komunalnymi. Próbuje się z ich budowy zrobić biznes, a one przecież z natury są niedochodowe. Dlatego w takich projektach w formule PPP konieczna jest opłata za dostępność. Partner prywatny jest nie po to, by zapewnić finansowanie obiektów, ale by zwiększyć efektywność ich funkcjonowania — podsumowuje Bartosz Korbus z Instytutu PPP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Samorządowe aquaporażki