Tego jeszcze w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) nie było. Dwa samorządy różnych szczebli — powiat i gmina — chcą się porozumieć, by wspólnie zrealizować budowę domu kultury wraz z centrum rehabilitacji i pomocy rodzinie w Wołominie. Inwestycja warta 30 mln zł miałaby zostać zrealizowana na liczącym 7,5 tys. mkw. terenie po dawnym basenie.
— Powiat jest ustawowo odpowiedzialny za pomoc rodzinie. Mamy trzy środowiskowe domy pomocy, ale dwa nie spełniają przepisów i będą zamykane. Powiat chciałby wziąć na siebie część zdrowotną inwestycji, a miasto kulturalną. Partner prywatny byłby odpowiedzialny za zaprojektowanie, budowę, sfinansowanie i zarządzanie przedsięwzięciem. Zarabiać mógłby na komercyjnej rehabilitacji, wspartej kontraktami z Narodowego Funduszu Zdrowia. Nie wykluczamy też finansowego wsparcia ze strony samorządów — mówi Konrad Rytel, wicestarosta Wołomina. Podkreśla, że do tej pory samorządy samodzielnie testowały PPP.
— Chcemy przeforsować inwestycję wspólnymi siłami. Nasze działki są zrośnięte. Miasto nie ma pieniędzy na zagospodarowanie tego terenu. Potrzebne będzie jednak porozumienie komunalne — mówi Konrad Rytel.
Droga do niego jest jednak coraz dalsza. Choć radni powiatu już przegłosowali uchwałę, miejscy ją odrzucili. — Miała ona tylko charakter intencyjny — dziwi się Ryszard Madziar, burmistrz Wołomina. Jego zdaniem, budowa obiektu w PPP jest lepszym rozwiązaniem niż remont starych budynków.
— Może uregulujemy kwestie własności gruntów i powiat sam weźmie na siebie partnerstwo? Nie wykluczam też, że po wakacjach wrócimy do tematu na radzie miasta. Dla wielu radnych PPP jest nowym narzędziem, dlatego mogło zabraknąć im wiedzy na ten temat — mówi Ryszard Madziar. Bartosz Mysiorski, dyrektor zarządzający Centrum PPP, podkreśla nowatorski charakter tego przedsięwzięcia — współpracy dwóch samorządów przy formule partnerstwa.
— Opłacalność dla prywatnego partnera projektu w Wołominie zależy od tego, co znajdzie się w części komercyjnej, na której będzie on zarabiać. Przedsiębiorca ma wymyślić i zaproponować to podczas dialogu konkurencyjnego. Starostwo daje mu wolną rękę — dodaje Bartosz Mysiorski.