W ostatnim półwieczu do takich szczęśliwców należeli m.in. papież Jan Paweł II (1981) oraz amerykańscy prezydenci Gerald Ford (1975) i Ronald Reagan (1981). Niestety, dłuższa jest lista ofiar zaatakowanych skutecznie, przypomnę tylko urzędujących premierów – Indira Gandhi (Indie, 1984), Olof Palme (Szwecja 1986), Icchak Rabin (Izrael, 1995), Zoran Dijindjić (Serbia, 2003). Świat dotyka plaga tragicznych zamachów terrorystycznych z setkami przypadkowych ofiar, ale przez ponad dwie dekady – od wspomnianego zamordowania prozachodniego premiera w Belgradzie – przynajmniej w Europie nikt nie poważył się na spersonalizowane uderzenie w szefa państwa czy rządu. Oczywiście mowa o działaniu zmaterializowanym, bo plany w wielu chorych umysłach kiełkują bez przerwy.
Sprawca zamachu w górniczym miasteczku Handlová nie ukrywa, że był zmotywowany politycznie. 71-letni Juraj Cintula, pozycjonujący się na lewicowego poetę i pisarza, ale zarazem aktywista ugrupowań skrajnych był po prostu niezadowolony z polityki obecnego rządu Słowacji. Najbardziej zdenerwowało go jednak 6 kwietnia prezydenckie zwycięstwo Petera Pellegriniego, byłego premiera, którego Robert Fico bardzo silnie popierał. Pierwsze zeznania zamachowca absolutnie nie wskazują na jakąś chorobę psychiczną, po prostu premier mu się nie podobał i tyle wystarczyło. Juraj Cintula strzelał na szczęście z posiadanej legalnie – jako że od lat dorabiał jako ochroniarz – broni śrutowej, czyli lekkiej, bo trafienia z bliska zwyczajnymi pociskami premier by nie przeżył. Wszystko to razem jest równie straszne co absurdalne. Oto we współczesnym państwie członkowskim Unii Europejskiej i Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego pojedynczy niezadowolony obywatel wydaje i wykonuje wyrok na demokratycznie wybranym szefie rządu. Taka akcja tzw. samotnego wilka teoretycznie mogłaby się zdarzyć wszędzie, ale jednak… nie wszędzie. Akurat w Republice Słowacji od zamordowania w 2018 r. dziennikarza śledczego Jána Kuciaka – oraz przypadkowo także jego narzeczonej Martiny – atmosfera społeczna jest bardzo ponura, narodowe pęknięcie poszło głębiej niż u nas, przypomina to sytuację w USA podczas szturmu na Kapitol w styczniu 2021 r. W obecnej dramatycznej sytuacji ciężko rannego premiera poprawność polityczna nakazywałaby schowanie jednej z najważniejszych przyczyn pod dywan, ale jednak nie schowam – otóż znaczną odpowiedzialność za konflikt ponosi osobiście… Robert Fico.
Bez względu jednak na podglebie społeczno-polityczne zamachu zasługuje on na potępienie, co robi zgodnie cały świat. Całkowicie naturalne jest pytanie, czy coś podobnego teoretycznie możliwe byłoby w Polsce. Handlová to niewielkie miasteczko, premier Robert Fico spotkał się z mieszkańcami spontanicznie i bardzo kameralnie, rozpoznanie przez ochronę zbrodniczego zamiaru spokojnego starszego człowieka było absolutnie niemożliwe. Właśnie ta senna atmosfera, bez jakichkolwiek teoretycznych zagrożeń, uśpiła służby. Wyjazdowe posiedzenie rządu Słowacji natychmiast skojarzyło mi się z analogicznym wyjazdem naszego 7 maja do Katowic. Przypadkiem miałem okazję jechać z Warszawy wspólnie z Radą Ministrów tym samym pociągiem, a potem przed katowickim dworcem z bliska obserwować wyjście rządu i przesiadkę do opancerzonego autobusu. Służba Ochrony Państwa oczywiście stworzyła wianuszek, ale wyłącznie personalny, bez jakichkolwiek barierek oraz bez możliwości rozpoznania, kto i z czym w tłumie zaskoczonych gapiów znajduje się w bardzo niewielkiej odległości od premiera i ministrów. Były to okoliczności całkowicie spontaniczne, identyczne jak w słowackim miasteczku…
