Wywodzący się z Polski Samurai Labs po kilku latach prac nad neurosymboliczną sztuczną inteligencją rusza na podbój młodego, właśnie formującego się rynku: autonomicznej technologii chroniącej internautów przed cyberprzemocą, mową nienawiści, przestępcami seksualnymi i samobójstwami. Obecnie start-up koncentruje się na bezpieczeństwie dzieci i młodzieży. Niedawno nawiązał współpracę z globalną firmą (nazwy nie ujawnia), która dostarcza jeden z najpopularniejszych na świecie systemów do wideokonferencji. Za jej pośrednictwem dotrze do amerykańskich szkół. Do końca bieżącego roku liczy na co najmniej trzy partnerstwa dużego kalibru, niekoniecznie z branży edukacyjnej. Tym razem celuje w firmy, które pomogą mu zakotwiczyć samuraja w grach online oraz portalach i forach internetowych. W przyszłości chce zostać integralnym elementem sprzętów elektronicznych, automatycznie chroniąc dzieci korzystające z różnych aplikacji.
— Przemoc w internecie to problem nie tylko społeczny, lecz również biznesowy. Ludzie będący jej ofiarą lub nawet świadkiem rezygnują z gier online oraz serwisów społecznościowych. Przepadają milionowe kontrakty, bo właściciele znanych marek nie chcą kojarzyć się z cybernękaniem — mówi Michał Wroczyński, współzałożyciel i CEO Samurai Labs, z wykształcenia psychiatra.

Strażnik godności w wirtualnym świecie
Dziś standardem jest ręczne moderowanie treści w internecie. Sztuczna inteligencja nowej generacji uzupełni powszechne metody walki z pedofilią i agresją w sieci o działania prewencyjne.
— Nie chcemy zastąpić moderatorów, ale 90 proc. ich pracy może zostać zautomatyzowane. Chodzi o to, aby moderatorzy mogli skupić się na tych 10 proc. przypadków, które wymagają uwagi człowieka. Samuraj reaguje, zanim wiadomość zostanie wysłana w wirtualny świat. Zagaduje do autora: „cześć, osoba, do której piszesz, może cierpieć po takiej rozmowie” albo „może miałeś zły dzień, ale tutaj nie zwracamy się tak do siebie”. Mediuje z nim: „jeśli nie przestaniesz zachowywać się w ten sposób, będę zmuszony Cię zablokować”. Zablokowanie użytkownika to ostateczność — wyjaśnia Michał Wroczyński.
Samurai Labs dostosowuje się do środowiska, w którym przyjdzie mu działać. Na platformie wykorzystywanej przez szkoły do nauki zdalnej będzie współpracował z nauczycielem — wcieli się w rolę asystenta, alarmującego np. o agresji w prywatnej konwersacji uczniów. Pedagog może reagować w różny sposób: upomnieć wychowanka, zablokować jego rozmowę, porozmawiać z nim osobiście. W grze samuraj przeobrazi się w postać pasującą do konwencji, np. czarodzieja, który na pewien czas zamrozi lub zamieni w kamień agresywnego gracza. Samurai Labs udowodnił skuteczność technologii już na etapie testów prototypu sztucznej inteligencji. Wdrażając ją w incelowskich społecznościach (incel nie potrafi zbliżyć się do kobiety, więc zaczyna jej nienawidzić), takich jak Men’s Rights na Reddicie, zredukował poziom przemocy werbalnej aż o 20 proc.
Przewaga mierzona czasem
Rozwój internetu rozmył paradygmat odpowiedzialności i bezpieczeństwa. Trzeba stworzyć go na nowo — w Stanach Zjednoczonych silny jest trend samoregulacji, a Wielka Brytania tworzy ramy prawne dla ochrony dzieci w sieci.
— Wielka Brytania będzie pierwszym krajem na świecie, który zacznie karać firmy za niezapobieganie cyberprzemocy i pedofilii. Powstaje bardzo ciekawy rynek, podobny do antywirusowego, który wart jest ponad 34 mld USD. W przyszłości to od nas samych będzie zależeć, na co będziemy eksponowani w internecie — uważa szef Samurai Labs.
Start-up chce jak najszybciej mocno zaznaczyć swoją obecność na kluczowych rynkach anglojęzycznych: amerykańskim, brytyjskim i australijskim. Jego sztuczna inteligencja rozumie także język polski, a kolejny na liście do rozwoju jest hiszpański. W latach 2022-23 planuje wprowadzić do sprzedaży za pośrednictwem m.in. operatorów sieci komórkowych samuraja na urządzenia elektroniczne, np. smartfony czy tablety. Na świecie pojawią się konkurencyjne firmy, którym udało się pozyskać między 10 a 18 mln USD finansowania (np. Sentropy, L1ght czy Spectrum Labs). Samurai Labs ma nad nimi jednak przewagę — komercyjnie wystartował w zeszłym roku, podczas gdy konkurenci wciąż pracują nad technologią. Wraz z wdrożeniem dotychczasowych osiągnięć na rynku Samurai pracuje już nad kolejnymi etapami rozwoju produktu, aby utrzymać przewagę konkurencyjną.
Marketing, ekspansja i dalszy rozwój słono kosztują. Samurai Labs, który ma centralę w Dolinie Krzemowej, R&D w Gdyni oraz filię na Wyspach Brytyjskich, planuje zebrać od inwestorów 5 mln USD w bieżącej rundzie finansowania. Na wczesnym etapie działalności w start-up uwierzyli dwaj aniołowie biznesu: Robert Lewandowski i Dawid Urban. Pieniądze na start młoda firma dostała od wrocławskiego funduszu RST Ventures for Earth, wspieranego przez Polski Fundusz Rozwoju, i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Samurai Labs pozyskał już od inwestorów 2 mln USD, a z polskich grantów — 9 mln zł.
Rynek automatycznej moderacji komentarzy jest ogromny. Globalne korporacje, takie jak Twitter czy Facebook, zatrudniają tysiące osób do sprawdzania treści. Z drugiej strony np. Rosja zatrudnia całe farmy trolli, by wpływać na procesy demokratyczne poprzez m.in. dezinformację w mediach społecznościowych. Rośnie zatem presja na moderację komunikacji i działania ochronne. Automatyzacja już się dzieje, jednak dzisiaj głównie na największych platformach. Zatem oferowanie rozwiązań, które może wykorzystać mniejsza firma, jest słusznym kierunkiem. Dużym wyzwaniem będą jednak słowne regionalizmy, slang czy język młodzieży, a przede wszystkim dostęp do danych, a zatem do dobrze wytrenowanych algorytmów. Właśnie dlatego w tym tygodniu taki gigant jak Microsoft kupił za blisko 20 mld USD Nuance Communications. Bardzo trudno bowiem samemu zbudować rozwiązanie oparte na pełnym zrozumieniu słowa pisanego czy mówionego, w tym poprawnie je przetworzyć.
Hejt internetowy oczywiście wpływa na biznes — dla firm wizerunek jest kluczowym aktywem. Właśnie dlatego wiele korporacji i coraz więcej średnich firm wykupuje monitoring mediów społecznościowych, a następnie moderację komentarzy u specjalistycznych agencji. W największych spółkach — najczęściej po stronie zatrudnionej agencji do obsługi profilu firmy — istnieją wręcz zespoły ludzi mierzących się z hejtem, którzy czekają w pogotowiu.