Sanitec stabilny w kryzysie

ANP
opublikowano: 2010-04-26 00:00

W Polsce sprzedaż nadal rośnie. Ale wyniki grupy tradycyjnie zaniża Wschód.

W Polsce sprzedaż nadal rośnie. Ale wyniki grupy tradycyjnie zaniża Wschód.

Sanitec Koło, producent ceramiki łazienkowej należący do fińskiej grupy Sanitec, w kryzysie może pochwalić się wzrostami na swoim macierzystym rynku — w Polsce.

— W 2009 r. sprzedaż wzrosła o kilka procent wobec 2008 r. [dokładnych danych władze spółki nie ujawniają — przyp. red.]. W zeszłym roku umocniliśmy się na krajowym rynku. W kluczowym dla nas segmencie ceramiki sanitarnej nasz udział wzrósł do blisko 35 proc. (w ujęciu wartościowym). Przeprowadziliśmy też optymalizację struktury kosztów, m.in. sprzedaliśmy fabrykę w Mińsku Mazowieckim, przenosząc większość tamtejszej produkcji do Ozorkowa — mówi Przemysław Powalacz, prezes Sanitecu Koło.

Spółka z sukcesem rozwija nowe segmenty. Przykładowo w stelażach podtynkowych w Polsce jest już trzecim graczem, z blisko 13-procentowym udziałem w rynku.

Według danych Sanitec Koło, udział spółki w krajowym rynku (uwzględniając wszystkie segmenty produktowe) sięga blisko 30 proc.

Firma ciągle zwiększa moce produkcyjne w ceramice.

— Polskie fabryki Sanitecu stają się istotniejsze dla całej grupy, bo często działamy również na potrzeby naszych zachodnich spółek — dodaje Przemysław Powalacz.

Obecnie moce ceramiczne Sanitec Koło wynoszą ponad 3,5 mln sztuk rocznie.

— Również pierwszy kwartał w wynikach wygląda przyzwoicie. Udaje nam się bowiem kontynuować poziom przychodów z 2009 r. oraz z 2008 r. Kryzys zatem traktuje nas dosyć łaskawie — uważa prezes.

Nie wszędzie jednak sytuacja wygląda tak różowo. Spółka nadal odczuwa spowolnienie na wschodnich rynkach.

— Odnotowujemy spadki sprzedaży na Ukrainie w jednych asortymentach, w innych notujemy wzrosty, np. w wannach akrylowych mamy już ponad 40-procentowy udział w rynku i pozycję lidera. Jednak nie spodziewam się szybkiej poprawy na Ukrainie. Liczę natomiast na lekkie ożywienie w drugim kwartale na Słowacji i w Czechach — mówi Przemysław Powalacz.