SANKODROMY KUSZĄ POLSKICH INWESTORÓW

Małgorzata Zdunek
23-11-1999, 00:00

SANKODROMY KUSZĄ POLSKICH INWESTORÓW

W Polsce działa już 6 sztucznych torów saneczkowych, wkrótce powstaną kolejne

Znane na całym świecie sztuczne tory saneczkowe, kilka lat temu zaczęły się pojawiać również w Polsce. Szósty już sankodrom otwarto niedawno w Chorzowie, kolejny powstaje w Warszawie. Tory wraz z wyposażeniem wykonane są przez niemieckiego producenta, natomiast inwestorami są polskie prywatne spółki. Koszt powstania standardowego toru wynosi około 1,5 mln zł. Nad budową kolejnych obiektów zastanawiają się inwestorzy z północnej i wschodniej Polski.

W Polsce powstało już sześć saneczkowych torów zjazdowych: w Karpaczu, Poznaniu, Szczawnicy, na Gubałówce oraz w Ustroniu Czantorii. Przed kilkoma dniami oddano do użytku sankodrom w Chorzowie, trwają też prace wykończeniowe związane z budową toru w Warszawie.

Niemieckie tory

Wszystkie inwestycje łączy wspólny dostawca torów wraz z wyposażeniem — niemiecka firma Josef Wiegand, która zajmuje się produkcją sankodromów od 1975 roku. Właścicielami obiektów są inwestorzy prywatni. Producent posiada natomiast udziały w spółkach, których własnością są sankodromy w Karpaczu i Chorzowie.

Szukają kontaktu

Budowa obiektu razem z wyposażeniem to wydatek rzędu 1,5 mln zł — tyle trzeba zapłacić za 500-metrowy tor. Cena uzależniona jest od jego długości — najdłuższy tor, o długości 1020 m, jest własnością Centrum Rekreacji i Sportu Kolorowa, spółki z Karpacza.

— Szukając partnerów w Polsce, uczestniczymy w wielu targach, na których prezentujemy swoją ofertę. Również przyszli inwestorzy, zachęceni popularnością istniejących już torów, sami szukają kontaktu z nami — wyjaśnia Jarosław Bocian, przedstawiciel firmy Josef Wiegand, prezes zarządu, jeden z udziałowców spółki Parktor z Chorzowa.

Na świecie istnieje już 250 sankodromów. Najwięcej torów z wyposażeniem sprzedaje się do Chin — niemiecki producent montuje ich rocznie siedem. Dużą popularnością cieszą się również w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Obecnie najdłuższy z nich — 2,5-kilometrowy — powstaje w Singapurze. Pierwszy tego typu obiekt w Polsce to sankodrom na Gubałówce, który powstał w 1994 roku.

Czynne cały rok

Najbardziej popularne w Polsce są tory w postaci metalowych rynien, którymi przemieszczają się zaopatrzone w kółka sanki. Taki jest też nowo otwarty tor w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie — własność spółki Parktor. Dodatkowe wyposażenie obiektu stanowi elektrycznie podgrzewana rynna, dzięki której tor może być otwarty przez cały rok.

— Podgrzewane tory są już na świecie standardem, w Polsce istnieją tylko dwa: w Karpaczu i Chorzowie. Ich mniejsza popularność wynika z dodatkowych kosztów, które musi ponieść inwestor. Jednak dzięki temu tor może być otwarty przez cały rok, przyciągając zdecydowanie większą liczbę odwiedzających — zapewnia Jarosław Bocian.

— Jedyną przeszkodą są opady deszczu, podczas których tor zamykamy. Sanki nie są po prostu wyposażone w specjalne hamulce, skuteczne na mokrej nawierzchni, i jazda staje się zbyt niebezpieczna. Natomiast nie przeszkadza nam śnieg ani lód, który udaje nam się pokonać dzięki podgrzewanej rynnie i urządzeniu czyszczącemu — dodaje Maciej Żurek, kierownik obiektu w Chorzowie.

Tam, gdzie turyści

— Z sankodromu może skorzystać dziennie do 5 tys. osób. Bywały weekendy, kiedy na torze w Karpaczu osiągnięto już ten poziom. Zakładając, że każdy płaci za jeden przejazd 3 złote, daje to przychód rzędu 15 tys. złotych. Najwięcej chętnych jest w czasie weekendów, wakacji i ferii, kiedy dopisuje pogoda. Więcej odwiedzających jest również tam, gdzie inwestor zdecydował się na oświetlenie toru — dzięki temu zjeżdżać można aż do godz. 22 — wyjaśnia Jarosław Bocian.

Budową toru saneczkowego interesują się obecnie inwestorzy z Sopotu, Olsztyna, Szczecina, Łodzi oraz Ustronia.

— Budowa toru daje wymierne zyski praktycznie w każdym mieście powyżej pół miliona mieszkańców lub miejscowości o walorach turystycznych. Od potencjalnego inwestora oczekujemy znalezienia odpowiedniego miejsca z wymaganą różnicą wysokości. Nasi projektanci natomiast wykonują propozycje zabudowy przyszłego toru. Klient musi też wyłożyć pieniądze na jego budowę — firma natomiast pomaga w kredytowaniu przedsięwzięcia oraz udziela gwarancji — tłumaczy Jarosław Bocian.

CAŁE RODZINY: W czasie pogodnych weekendów odwiedza nas 500-1000 osób. To rozrywka rodzinna, więc dzieci stanowią 80 proc. naszych klientów — wyjaśnia Maciej Żurek, kierownik ośrodka w Chorzowie.

FANATYCY SANECZEK: W przypadku tego rodzaju rozrywki, podobnie jak w kartingu, istnieje grono fanatyków, którzy potrafią jeździć od toru do toru i porównywać warunki, w jakich się tam zjeżdża — śmieje się Jarosław Bocian, przedstawiciel firmy Josef Wiegand, prezes zarządu, jeden z udziałowców spółki Parktor z Chorzowa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Zdunek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / SANKODROMY KUSZĄ POLSKICH INWESTORÓW