Sceny z życia przedsiębiorczego

opublikowano: 29-07-2015, 22:00

OSTATNIE PUBLICZNE WYSTĄPIENIE JANA KULCZYKA

Kompleksy, niekonsekwencja, pesymizm — to zestaw niepasujący do Jana Kulczyka. Jego droga do sukcesu wiodła przez... Moskwę i Stryków

 

Gdy 15 mld zł wkracza na scenę, lepiej nadstawić uszu. Gdy jest się zasiadającym w pierwszym rzędzie noblistą, można usłyszeć przyprawiające o rumieniec komplementy. — To pan zrobił z nas milionerów — dziękował Jan Kulczyk Lechowi Wałęsie na starcie zorganizowanej przez „PB” konferencji SPIN — Sukces, Pasje, Inspiracje.

Jak gdański elektryk zainspirował kapitalistów na dorobku do zbicia majątku? Ucząc, że podstawą sukcesu jest „życie bez kompleksów”. By dowiedzieć się, kiedy uświadomił to sobie najbogatszy dziś Polak, musimy cofnąć się w czasie o ponad dwie dekady.

Primus inter pares

Po raz ostatni Jan Kulczyk wystąpił publicznie podczas zorganizowanej przez „Puls Biznesu” i Kulczyk Investments konferencji SPIN — Sukces, Pasje, Inspiracje. Jej ideą było zaprezentowanie opowieści Polaków, którzy odnieśli sukces w skali globalnej, o tym, jak osiągali cele, przełamywali bariery i pokonywali samych siebie. Najbogatszego Polaka słuchało na żywo ponad 200 gości, zgromadzonych w warszawskim Ufficio Primo — jednej z pereł powojennej architektury, odnowionej za kilkadziesiąt milionów złotych przez Kulczyk Holding. W tym samym miejscu wystąpiły także inne ikony polskiego biznesu, kultury, sportu i polityki: Lech Wałęsa, Marek Belka, Urszula Dudziak, Agnieszka Holland, Jan A.P. Kaczmarek, Andrzej Klesyk, Czesław Lang, Tomasz Majewski, Anja Rubik, Rafał Sonik i Herbert Wirth.

Scena 1: Moskwa, maj 1992

Lech Wałęsa jedzie z wizytą do Moskwy, gdzie przyjmuje go Borys Jelcyn, prezydent istniejącej od niespełna pół roku Federacji Rosyjskiej. Polskiemu prezydentowi towarzyszy m.in. czterdziestodwuletni wówczas Jan Kulczyk, lekko oszołomiony monumentalnym majestatem kremlowskich wnętrz. Nie jest to jednak wizyta turystyczna — głowy państw zażarcie negocjująostateczne warunki wycofania resztek wojsk radzieckich z terytorium Polski. — Prezydent negocjował z werwą, sprawdzając wytrzymałośćstołu, a ja w tym czasie zastanawiałem się, czy nie wrócimy z Moskwy jak Bierut: w drewnianych jesionkach — wspomina Jan Kulczyk.

Lech Wałęsa wstał jednak od stołu i bez cienia zdenerwowania powiedział przedstawicielom polskiej delegacji: „spokojnie, zgodzą się”. — I rzeczywiście, Jegor Gajdar, ówczesny premier, bardzo szybko poinformował, że Rosjanie zgadzają się na polskie warunki — opowiada Jan Kulczyk. Brak kompleksów Lecha Wałęsy w Moskwie stanowił dla przyszłego miliardera ważną lekcję — lekcję, z której wyciągnął wnioski.

Scena 2: Waszyngton, kilka lat temu

Przenieśmy się z pępka Rosji do ośrodka decyzyjnego Stanów Zjednoczonych. Jan Kulczyk wchodzi tam z przyjacielem, Jamesem L. Jonesem, byłym dowódcą wojsk NATO, który wówczas był doradcą Baracka Obamy ds. bezpieczeństwa. Mijają pomieszczenia dostępne dla zwykłych turystów i schodzą do samego centrum — prezydenckiego war roomu. — Kiedyś człowiek nawet nie śmiał marzyć o tym, że znajdzie się w takim miejscu, tymczasem teraz siedziałem tam, w trzewiach Białego Domu, w prezydenckim fotelu. To ten apetyt na rzeczy niemożliwe zmobilizował mnie do złożenia Jamesowi pewnej propozycji — wspomina Jan Kulczyk. Co mógł zaoferować polski biznesmen amerykańskiemu generałowi? Mógł zaoferować mu… pracę. James L. Jones w 2011 r. został członkiem międzynarodowej rady doradców spółki Kulczyk Investments. O kompleksach nie było już mowy.

Scena 3: Abudża, 2011

Dziś spółki, których udziałowcem jest Jan Kulczyk, prowadzą interesy niemal na całym świecie. Inwestor szczególnie upodobał sobie Afrykę, gdzie jest zaangażowany w kilka projektów poszukiwawczych i wydobywczych. Gdy jednak Goodluck Jonathan, prezydent Nigerii, spytał go, co uważa za swój największy życiowy sukces, najbogatszy Polak wskazał na swoją flagową inwestycję na rodzimej ziemi.

— Połączyłem Lizbonę ze Strykowem — odpowiedział bez wahania Jan Kulczyk. Budowa Autostrady Wielkopolskiej — bo to o niej mowa — była dla inwestora dobrą, choć bardzo długą, lekcją konsekwencji i uporu. — Już na początku lat 90. w Lidze Wielkopolskiej postawiliśmy sobie za cel zbliżenie Polski do Europy dzięki nowej autostradzie. Wtedy wydawało się to pomysłem księżycowym. Przez lata musieliśmy zmagać się z oporem urzędniczej materii, zmieniło się kilka rządów i kilkunastu ministrów infrastruktury, ale wreszcie doprowadziliśmy ją do końca — opowiada Jan Kulczyk.

Scena 4: Poznań, początek lat 90.

Brak kompleksów i konsekwencja to sporo, ale jednak za mało, by odnieść prawdziwy sukces. Czego jeszcze brakuje?

By się tego dowiedzieć, znów musimy cofnąć się w czasie o ponad dwie dekady. Na początku lat 90. pierwszym dużym biznesem Jana Kulczyka w Polsce był import i sprzedaż samochodów Volkswagena. — Chciałem jednak, by Polacy nie tylko kupowali samochody, ale także je produkowali — wspomina inwestor. Sprowadza więc do Poznania szefów Volkswagena i Audi. Wiezie ich do fabryki samochodów dostawczych, z której na drogi PRL-u wyjeżdżały tarpany. Zakład ma być prywatyzowany. — Na miejscu widok jak z Barei: olbrzymia, pusta hala, po której snuje się bez celu kilkunastu robotników z młotkami.Prezes Volkswagena odwraca się do mnie i powątpiewająco pyta, czy ja naprawdę wierzę, że można tu zbudować nowoczesną fabrykę. Ja na to, że oczywiście — wspomina Jan Kulczyk. Niemcy uwierzyli w wiarę Polaka. Samochody w Poznaniu zaczął produkować Volkswagen. — To mnie przekonało, że bariery są po to, żeby je pokonywać — a by to robić, trzeba być optymistą. Czasem niepoprawnym — mówi Jan Kulczyk.

Scena 5: Seul, 1994

Po ostatnią biznesową radę od Jana Kulczyka trzeba przejechać się do Azji — znów cofając się w czasie — w towarzystwie inspirującego milionerów Lecha Wałęsy. Jest 1994 r. Polska delegacja zostaje podjęta kolacją przez prezydenta Korei Południowej. Wszystko przebiega zgodnie z planem, kończą się przemówienia o treści uzgodnionej przez dyplomatów, za moment można zabierać się do jedzenia, jednak Lech Wałęsa odchrząkuje i mówi, że teraz pora na „kilka słów od siebie”.

— My, oczywiście, przerażeni. Prezydent mówi tymczasem, że jako demokrata i człowiek, który zawsze walczył o wolność, chciałby wznieść toast za połączenie obu Korei. Zapada cisza, nie wiemy, co robić... i nagle Koreańczycy skaczą w górę, klaszczą i gratulują nam, że mamy takiego prezydenta, który wie, co dla nich naprawdę jest ważne. To pokazało mi, że standardy istnieją po to, by je łamać — wspomina Jan Kulczyk. Czyli wszystko jest już jasne — brak kompleksów, konsekwencja, optymizm i umiejętność wyłamywania się ze standardowych ról wystarczą, by osiągnąć sukces i zbić wielomiliardowy majątek… No, prawie wystarczą. — Warto słuchać tego, co mówią wielcy ludzie, ale żyć trzeba tak, jak sami czujemy. Bo, jak mówił Winston Churchill, kto zgadza się ze wszystkimi, ten nie jest godzien tego, by ktokolwiek zgodził się z nim — kończy Jan Kulczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu