Sejm przedłuża zastój legislacyjny

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-02-19 20:00

Posiedzenie Sejmu w tym tygodniu zaplanowano znowu na trzy dni 21-23 lutego, ale wstępny porządek obrad jest tak ubożuchny, że spokojnie mógłby się zmieścić w jednym dniu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Konkretny urobek legislacyjny zapowiada się równie nędznie jak z poprzedniej trzydniówki 7-9 lutego, która obrodziła uchwaleniem i skierowaniem do Senatu zaledwie… jednej (!) krótkiej ustawy, noweli przepisów o pomocy obywatelom Ukrainy. Jesteśmy już cztery miesiące po wyborach z 15 października 2023 r. i dwa miesiące po zaprzysiężeniu wreszcie 13 grudnia rządu Donalda Tuska (dwutygodniowy wyrób rządopodobny Mateusza Morawieckiego pomińmy). Niestety, produkcja ustawowa, która trafia do Dziennika Ustaw i jest konstytucyjnym źródłem prawa powszechnie obowiązującego, praktycznie zamarła. Uchwały nawet najbardziej szczytne mają znaczenie jedynie proceduralne, stąd publikowane są czysto informacyjnie w Monitorze Polskim.

Porządek trzydniówki na razie koncentruje się na rozpatrzeniu kilku sprawozdań. Punktem ważnym politycznie, chociaż niemającym jakiegokolwiek przełożenia np. na sytuację podmiotów gospodarczych czy generalnie obywateli, będzie rozpatrzenie wniosku PiS o wyrażenie wotum nieufności wobec Adama Bodnara, ministra sprawiedliwości. Pyskówka — bo przecież nie będzie to debata — skończy się jak zawsze odrzuceniem wniosku. Jeszcze nigdy w dziejach III RP, a zwłaszcza od wejścia w życie w 1997 r. Konstytucji RP żadnej opozycji nie udało się wyrzucić w tym trybie żadnego ministra. I nigdy nie uda, albowiem konstytucyjny próg co najmniej 231 głosów za wnioskiem okazuje się zaporowy. Od blisko trzech dekad wyniki starć o wotum nieufności dowodzą, że koalicja broniąca swojego ministra może… w ogóle nie uczestniczyć w głosowaniu, bo to wnioskodawcy muszą zebrać wymaganą liczbę szabel, a nie mają szans. Mimo to z góry odrzucone wnioski były, są i będą składane, bo takie jest wilcze, pardon, polityczne prawo każdej opozycji.

Najostrzejsze kłótnie podczas najbliższego posiedzenia wywoła jednak nie wotum nieufności. Sejm rozpatrzy sprawozdania dwóch organów będących od zmiany władzy frontami wojny: Trybunału Konstytucyjnego (TK) oraz Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). Polaryzacja opinii to oczywistość, znacznie ciekawsze jest typowanie, co koalicja 15 października może realnie zrobić. W sprawie KRS zostanie podjęta próba uregulowania ustawowego, zakładającego wybieranie 15-osobowej części sędziowskiej nie przez Sejm, lecz przez ogół wszystkich polskich sędziów w tajnym głosowaniu powszechnym. Pomysł fantastyczny, jeśli się zmaterializuje, przejdzie przez Sejm i Senat oraz trafi do podpisu — będzie dla Andrzeja Dudy kolejnym sprawdzianem, czy ostały się w nim jeszcze jakieś resztki absolwenta i doktora z Jagiellonki, czy liczy się wyłącznie bycie wychowankiem PiS. Bardziej zapętlona proceduralnie jest kwestia TK. Nie została jeszcze postawiona kropka nad i, lecz bardzo realne jest rozpatrzenie przez Sejm uchwał uznających za nielegalne uchwały z 2015 r. o wyborze tzw. sędziów dublerów. Nie są znane szczegóły, przymiarki wewnątrz rządowej koalicji trwają od tygodni, zatem trudno powiedzieć, czym tak naprawdę starcie o TK się skończy, ale będzie na ostro.

Aha, nad Sejmem cały czas wisi pytanie o losy Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Trudno powiedzieć, czy kolejny raz spróbują podchodów z dostaniem się do gmachu Sejmu i do foteli w sali obrad. Na poprzednim posiedzeniu szturmowali wrota w obstawie klubu PiS, ale Straż Marszałkowska okazała się silniejsza. Osobiście obstawiam, że konstytucyjny pat z mandatami/niemandatami posłów/nieposłów może potrwać aż do 9 czerwca, gdy obaj bohaterowie PiS zostaną wybrani do Parlamentu Europejskiego. Na partyjnych listach byliby pewniakami, bo mało wiarygodne są wyniki badań, zgodnie z którymi Polacy ich z euromandatami nie widzą. Elektorat PiS — jak najbardziej.