Sejmowy paraliż zaszkodzi gospodarce

JK, GN
opublikowano: 11-07-2007, 00:00

Kolejna zawierucha polityczna odwlecze oczekiwane przez przedsiębiorców zmiany, lecz krzywdy gospodarce nie zrobi.

Kolejna zawierucha polityczna odwlecze oczekiwane przez przedsiębiorców zmiany, lecz krzywdy gospodarce nie zrobi.

Ewentualny rozpad koalicji rządzącej na pewno nie pozostanie bez wpływu na gospodarkę. Utworzenie rządu mniejszościowego równa się praktycznie paraliżowi legislacyjnemu. Ogłoszenie przedterminowych wyborów parlamentarnych, np. na jesień, oznacza zaś, że do kosza trafią wszystkie projekty ustaw, nad którymi prac nie zakończył jeszcze parlament, a dopiero zapowiadane przez rząd czy partie polityczne inicjatywy znacznie się oddalą. Tym bardziej że od jutra zaczynają się sejmowe wakacje, które potrwają do końca sierpnia.

Co kolejna polityczna zawierucha oznacza dla gospodarki?

— Ciągłe zmiany polityczne rodzą chaos, spychają na dalszy plan ważne dla gospodarki i społeczeństwa reformy, opóźniają proces decyzyjny. Oczekujemy od polityków, że znajdą rozwiązanie, które bez względu na zawirowania pozwoli zrealizować m.in. konsolidację finansów publicznych, reformę służby zdrowia, uchwalić budżet na 2008 r., wdrożyć regulacje o emeryturach pomostowych, zlikwidować bariery dla procesów inwestycyjnych — mówi Henryka Bochniarz, prezydent PKPP Lewiatan.

Przedsiębiorcom najbardziej szkoda pakietu Szejnfelda (pakiet PO dla gospodarki) i kolejnego odłożenia reformy finansów publicznych. Wielki niepokój budzi to, czy Polska zdąży z przygotowaniem EURO 2012.

W ocenie Andrzeja Sadowskiego, wiceprezesa Centrum im. Adama Smitha, gospodarka na politycznym bałaganie raczej nie ucierpi, gdyż politycy i rząd w ogóle się nią nie interesują.

Swoboda gospodarcza

Największe nadzieje środowiska przedsiębiorców wiążą się z tzw. pakietem Szejnfelda, czyli 9 projektami Platformy Obywatelskiej zmierzającymi do realnych ułatwień dla gospodarki. W jego skład wchodziły m.in. zmiany w ustawie o swobodzie gospodarczej, kodeksie spółek handlowych, prawie pracy, odpowiedzialności firm. Pakiet Szejnfelda dostał wysokie noty od ekspertów. Projekty z pakietu mają już swoje numery druków sejmowych. W obecnej kadencji szanse na ich uchwalenie są jednak minimalne.

— Jeżeli kadencja parlamentu zostanie skrócona to pakiet Szejnfelda przepadnie. A szkoda, gdyż zawiera on rozwiązania oczekiwane przez przedsiębiorców — mówi Małgorzata Okońska-Zaremba, wiceminister gospodarki w rządzie Leszka Millera, współtwórca ustawy o swobodzie gospodarczej.

Rząd Kaczyńskiego obiecał firmom pakiet Kluski. Od miesięcy nie może trafić do Sejmu. To mało kogo smuci.

— Z doniesień medialnych wynika, że pakiet Kluski zawiera dużo regulacji niebezpiecznych dla firm, więc nie ma co go żałować — mówi Okońska-Zaremba.

Reforma finansów

Celem proponowanej przez minister Zytę Gilowska reformy finansów publicznych miała być konsolidacja sektora, czyli likwidacja zakładów budżetowych i gospodarstw pomocniczych oraz wprowadzenie audytu wewnętrznego i zewnętrznego.

Dzięki temu miały zostać ujawnione rezerwy w całym sektorze finansów publicznych. W ocenie resortu finansów likwidacja zakładów i gospodarstw już w pierwszym roku reformy dawałaby 1,5 mld zł dodatkowych wpływów do budżetu i prawie 3 mld zł do budżetów samorządowych. Wczoraj w Sejmie miało odbyć się pierwsze czytanie projektu reformy. Zostało odłożone na koniec sierpnia.

— Opóźnianie konsolidacji finansów publicznych jest niekorzystne dla całej gospodarki — mówi Henryka Bochniarz, prezydent PKPP Lewiatan.

Reforma emerytalna

Przyspieszone wybory mogłyby sporo pozmieniać przy reformie emerytalnej. Zadowoleni byliby zwolennicy emerytury małżeńskiej, bo rząd chce z niej zrezygnować. Opozycja popiera małżeńską, więc zmiana układu sił byłaby dla nich korzystna. Jednak wstrzymanie prac nad ustawą grozi chaosem.

— ZUS może nie zdążyć przygotować się do wypłat, co grozi ogromnym bałaganem i niepokojem społecznym — mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan

Dużo gorzej może być z emeryturami pomostowymi. Słono byśmy zapłacili, gdyby wybory oznaczały storpedowanie dokończenia prac nad ustawą.

— Opóźnienie o rok kosztowałoby nas 16 mld zł — mówi Jeremi Mordasewicz.

Z drugiej strony prace nad ustawą w trakcie kampanii wyborczej byłyby jeszcze gorsze.

— Politycy w czasie kampanii okazują się populistami i rozdają na lewo i prawo — dodaje Jeremi Mordasewicz.

Euro 2012

Jesienne wybory mogłyby oznaczać, że nie uda nam się przygotować do turnieju finałowego Euro2012. Według fachowców już powinny zaczynać się prace budowlane.

— Tymczasem jesteśmy na etapie diagnozowania, co trzeba zmienić w prawie, by te prace budowlane można było realizować. Trzeba zmienić lub przygotować około 200 ustaw, z czego 20 jest absolutnie kluczowych. Chodzi o prawo budowlane, nieruchomości w zakresie wywłaszczania, zagospodarowanie przestrzenne czy ułatwienia w finansowaniu inwestycji — mówi Wojciech Jędrzyński, radca prawny w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Zmiany musi przygotować rząd. Jeśli czekałyby nas przyspieszone wybory stałoby się to praktycznie nierealne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JK, GN

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu