Sektor państwowy uczy się języków

Aneta Królak
16-06-2000, 00:00

Sektor państwowy uczy się języków

POTKNIĘCIE: Niejasne zasady rozstrzygania przetargów nie wpływają pozytywnie na budowanie rynku szkoleń językowych dla instytucji i przedsiębiorstw państwowych — przekonuje Małgorzata Barr, prezes szkoły językowej UEC-Bell.

Prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych sprawiła, że na rynku szkoleń językowych powstał swoisty segment — szkolenia dla sektora państwowego. Niestety, szkoły niechętnie biorą udział w organizowanych przetargach, ponieważ zasady ich rozstrzygania nie są jasne.

Zwiększone zapotrzebowanie na nauczanie angielskiego jest wynikiem procesów prywatyzacyjnych. Wchodzący do firm inwestorzy, przeważnie zagraniczni, wymagają też znajomości dodatkowego języka. Zdarza się, że już sama perspektywa pojawienia się inwestora działa stymulująco i motywuje przedstawicieli przedsiębiorstw do zorganizowania nauki zarówno dla zarządów, jak i pracowników.

Słabe testy

Zasady nauczania języka angielskiego dla firm są identyczne, niezależnie od tego, czy są one państwowe czy prywatne. Jednak, co podkreśla Małgorzata Barr, prezes szkoły językowej UEC-Bell, pracownicy przedsiębiorstw państwowych dużo słabiej wypadają w testach kwalifikacyjnych.

— W większości przypadków okazuje się, że trzeba zorganizować więcej grup dla początkujących, niż to było zakładane przed sprawdzeniem umiejętności zainteresowanych kursem — zapewnia Małgorzata Barr.

Niejasność zasad

Niechęć przedstawicieli branży językowej do przedstawiania swoich ofert firmom państwowym wiąże się z obowiązkiem wzięcia udziału w przetargu. Pojawia się coraz więcej głosów, domagających się ustalenia jasnych zasad organizowania przetargów i wskazania kryteriów, którymi kierują się organizatorzy przy wyborze konkretnej oferty.

— Udział w przetargu w takiej sytuacji jest bardzo deprymujący. Firmy organizujące konkursy ofert często nie traktują poważnie zarówno ofert poszczególnych firm, jak i wszelkich zasad wolnej konkurencji — zaznacza Małgorzata Barr.

Organizatorzy kursów językowych przytaczają niechlubne przykłady, w których przedstawiciele nie tylko przedsiębiorstw, ale i instytucji państwowych nie kryli się z faktem, że niezależnie od przetargu mają już wybraną firmę, która będzie prowadziła kursy językowe.

Więcej przychylnych opinii adresowanych jest do przedsiębiorstw prywatnych, które zbierając oferty z rynku starają się precyzyjnie tłumaczyć swoje preferencje i wyjaśniać zasady, na których oparły końcową decyzję.

Kwestia organizacji

Organizacja kursów językowych w firmach wiąże się z jeszcze jedną poważną trudnością. Jak zauważa Małgorzata Barr, większość firm żąda, by lekcje odbywały się w bardzo wczesnych godzinach porannych.

— Od pewnego czasu odchodzi się od prowadzenia zajęć wcześnie rano. Okazuje się, że są one mało efektywne i nie spotykają się z aprobatą samych uczestników. Trudno sobie wyobrazić entuzjazm kursantów w listopadzie o godzinie wpół do ósmej. Podobnie zresztą reagują na takie rozwiązania lektorzy — przyznaje prezes UEC-Bell.

Dodaje, że bardziej efektywne było przeprowadzenie kursów intensywnych.

— Przedsiębiorstwo mogłoby oddelegować część pracowników np. na tygodniowy intensywny kurs, na którym sześciogodzinne zajęcia odbywałyby się codziennie. Byłoby to bardziej motywujące niż „wyszarpywanie” godziny lub dwóch w ciągu tygodnia — proponuje Małgorzata Barr.

Aneta Królak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aneta Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Sektor państwowy uczy się języków