Selekcja na rynku

Bartosz Dyląg
opublikowano: 18-12-2007, 00:00

Rynek nieruchomości przechodzi fazę porządkowania. Z gry powinni odpaść najsłabsi pośrednicy, zaniżający standardy, psujący rynek.

Jedni brokerzy chcą tylko przeżyć, inni wygrać

Rynek nieruchomości przechodzi fazę porządkowania. Z gry powinni odpaść najsłabsi pośrednicy, zaniżający standardy, psujący rynek.

Na rynku nieruchomości lokale nie sprzedają się tak dobrze jak jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Ceny mieszkań nie rosną, potencjalni kupujący wstrzymują się z decyzją o zakupie. Czy to dobry czas na start biura nieruchomości?

— Naszym zdaniem, jest to najlepszy moment na wejście, bo firmy, które powstały w czasach koniunktury w 2006 r., teraz znikają i dochodzi do porządkowania rynku. Ponadto mamy do czynienia z rynkiem kupującego, który wybiera spośród wielu ofert, dlatego potrzebuje kogoś, kto pomoże mu znaleźć odpowiednią nieruchomość — wyjaśnia Piotr Krauschar, prezes NextGroup, którego broker NextHome wchodzi na rynek.

Na prostą

Wielu pośredników jest zdania, że na rynku działa zbyt wiele agencji nieruchomości. Taka sytuacja jeszcze trochę potrwa, ale niedługo najsłabsze agencje zaczną się wykruszać. Zostaną tylko te najlepsze, zatrudniające najlepszych agentów.

— Klienci są wymagający i wiedzą, czego mogą oczekiwać od pośredników. Dziś agent nie tylko pomaga w znalezieniu mieszkania, ale zajmuje się kwestiami prawnymi i formalnościami — twierdzi Jarosław Skoczeń z biura nieruchomości Emmerson.

Klientom wydaje się, że brokerzy biorą kilkanaście tysięcy złotych jedynie za pokazanie mieszkania. Tymczasem to też sprawdzanie dokumentów, negocjacja warunków umowy, w tym ceny czy terminów wyprowadzek. Agencja może też wynegocjować niższe stawki u notariuszy i doradców kredytowych.

— Klienci myślą, że bez pośrednika zaoszczędzą 10-20 tysięcy złotych. Oszczędność jest iluzoryczna. Za te pieniądze pośrednik znajdzie nieruchomość, sprawdzi ją, wynegocjuje lepszą cenę — przekonuje Piotr Krauschar.

Rynek zepsuty

Zdaniem obserwatorów, koniunktura wpłynęła na wielu pośredników demoralizująco. Na początku 2007 r., po licznych skargach na funkcjonowanie biur pośrednictwa nieruchomościami, Inspekcja Handlowa sprawdziła 118 przedsiębiorców. Kontrola objęła duże agencje na lokalnych rynkach oraz podejrzanych o stosowanie nielegalnych praktyk. Nieprawidłowości stwierdzono niemal u 60 proc. z nich. Licencję stracił tylko jeden.

Ponadto Komisja Odpowiedzialności Zawodowej dla poś-redników wydała 89 upomnień i nagan oraz zawiesiła czasowo 21 licencji. Te liczby nie są imponujące, jeżeli uświadomimy sobie, że w Polsce działa 7 tys. pośredników, a 24 tys. osób świadczy usługi bez wymaganej licencji.

Zdarzają się agencje, które sprzedają nieruchomości z nieuregulowanym stanem prawnym, wielkim problemem jest też to, że nie szkolą pracowników.

— Kładziemy nacisk zarówno na szkolenie, jak i wyposażenie pracowników w komputer, telefon, aparat fotograficzny, a dla najlepszych — samochód. Niektóre agencje robią zdjęcia nieruchomości aparatem w telefonie komórkowym, a ich pracownicy nie grzeszą znajomością zagadnień związanych z rynkiem nieruchomości — mówi Piotr Krauschar.

Bywa też tak, że agencje oszukują swoich pracowników, na przykład nie płacą im za zamknięcie transakcji. Wielkim grzechem bywa bezprawna prezentacja nieruchomości w bazie agencji — na to trzeba mieć zgodę klienta.

Ważny marketing

Zdaniem Jarosława Skoczenia, nowe warunki wymagają od agencji coraz wyższej jakości usług i nakładów finansowych, w tym na promocję. Niestety, działania marketingowe wielu agencji opierają się na ogłoszeniach w środowym wydaniu „Gazety Wyborczej”. Te żyją od środy do środy.

— Chcemy oprzeć się na ogłoszeniach w internecie, mailingu, banerach czy kampaniach określonych inwestycji. Będziemy też działać jako biuro dewelopera. Poza sprzedażą możemy zająć się całościową promocją inwestycji — tłumaczy Piotr Krauschar.

Zdaniem Dariusza Uchorczaka, prezesa PL Nieruchomości, choć mieszkania są promowane w gazetach czy internecie, doradca jest niezbędny.

— W ogłoszeniach prasowych wszystko wygląda identycznie, w tym momencie powinien wkroczyć doradca, który widział lokum, zna jego zalety i wady, zna potrzeby klienta. Za to płaci się prowizję — zaz-nacza Dariusz Uchorczak.

Okiem Eksperta

Tom Sendagi

analityk Gold Finance

Jaki był rok 2007 na rynku nieruchomości?

Ceny mieszkań rosły, szczególnie na rynku pierwotnym. Wzrost ten sięgał nawet 70 proc. Przyczyny? Rosnąca zamożność społeczeństwa (wzrost płac i spadek bezrobocia), wchodzący w dorosłe życie wyż demograficzny, a także wzrost zainteresowania inwestycyjnym zakupem nieruchomości, rosnące ceny działek budowlanych i materiałów budowlanych. Nie bez znaczenia była promocja tanich kredytów hipotecznych. Wolumen tych kredytów już w I kwartale 2007 r. osiągnął poziom o 70 proc. wyższy (11 mld zł) wobec tego samego okresu 2006 r. W III kwartale było to już ponad 110 mld zł.

Koniunkturę pobudzały też najniższe w historii polskiej bankowości stopy procentowe na początku roku (4 proc.) Kolejne ich podwyżki zapoczątkowane w kwietniu nie zmieniły sytuacji. Ustabilizowała się ona dopiero na początku IV kwartału, bo imponujący wzrost gospodarczy zagroził wzrostem podaży, wysokim poziomem inflacji i nieznacznym spadkiem cen nieruchomości, ale też ostrożniejszą polityką kredytową banków.

Bartosz

Dyląg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Dyląg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu