Sieci nie chcą się łączyć
Przeciw fuzjom najbardziej protestują hurtownie
Zdaniem specjalistów, polskie sieci handlowe powinny pomyśleć o połączeniu. Nadal są zbyt słabe, by móc konkurować z firmami zachodnimi. Blokowaniu fuzji polskich sieci podobno winne są hurtownie.
Celem większości sieci, które powstawały po pojawieniu się pierwszych hipermarketów, było zacieśnienie współpracy handlu hurtowego i detalicznego. Potrzebę łączenia sił jako pierwsze dostrzegły hurtownie, i przystąpiły do działania.
— Z połączenia się pięciu firm dystrybucyjnych powstała grupa Eureka. Rok później założyliśmy spółkę Chata Polska, zrzeszającą sklepy detaliczne. Placówki, które do niej przystępują, podpisują umowę franchisingową i wykupują pakiet akcji za 5 tys. zł. W zamian spółka wspiera ich sprzedaż — wyjaśnia Krzysztof Kreczmer, dyrektor Chaty Polskiej.
Jego zdaniem, prowadzona przez niego sieć jest nietypowa. Nie narzuca ona sklepom dostawcy. Wszystkie zrzeszone sklepy z danego regionu same w drodze głosowania wybierają najlepszego — ich zdaniem — hurtownika.
Wolny wybór
— Dystrybutorzy z Eureki znajdują się oczywiście wśród zgłoszonych dystrybutorów, ale nie są oni z góry narzucani sklepom. Jeżeli placówki uznają, że np. w krakowskiem lepszy jest dostawca spoza grupy, to mają prawo wybrać. On obsługuje wszystkie na danym terenie sklepy Chaty Polskiej — wyjaśnia Krzysztof Kreczmer.
Według niego, narzucanie sklepom stałych dostawców jest największym błędem popełnianym przez sieci. Powinny opierać się na lokalnych dystrybutorach, którzy najlepiej spełniają swoją rolę, bo znają lokalny rynek.
— Taka jest idea. W momencie przystąpienia do sieci sklepy zobowiązują się do zakupu towaru od dostawców należących do naszej sieci lub z nią współpracujących. Chcemy połączyć interesy hurtu i detalu, aby jedna i druga strona osiągała największe zyski. To samonakręcająca się spirala — twierdzi Piotr Geło, prezes sieci Lider.
Czas na rozwój
Przyznaje on, że kończą się czasy luźnych związków hurtowni i sklepów, które połączyły się tylko po to, by negocjować niskie ceny zakupu towarów od producentów. Teraz czas pomyśleć o rozwoju sklepów.
— Trzeba ujednolicić ich wygląd i usprawnić organizację tak, aby nie odbiegały standardem od zachodnich. Zadanie nie jest proste, bo brakuje kapitału. Sklepyna rzecz naszej sieci wpłacają co miesiąc tylko 200 zł — żali się Piotr Geło.
Według Krzysztofa Kreczmera, większość sieci wkrótce dozna przykrego przebudzenia.
— Przy powoływaniu ich nie myślano o tym, że w przyszłości będą potrzebowały kapitału. Nie stawiano sklepom warunków wykupu akcji, bo wtedy chodziło o zrzeszenie jak największej liczby placówek przy wybranych hurtowniach — wyjaśnia Krzysztof Kreczmer.
Zdaniem Andrzeja Lewińskiego, prezesa Krajowej Izby Handlowej, hipermarkety zawsze będą w stanie zaoferować niższe ceny niż polskie sieci. Dlatego należy położyć nacisk na jakość ich pracy. Do tego jednak potrzebny jest spory kapitał.
Współpraca wymagana
Piotr Geło sądzi, że sposobem na jego uzyskanie mogłoby być łączenie sieci. O tym jednak nikt nie chce słyszeć.
— Sieci, zamiast współpracować, w chory sposób rywalizują ze sobą i nawzajem się oczerniają. Motorem konfliktów są hurtownie. Większość z nich nie dostrzega rosnącego zagrożenia w postaci zagranicznego kapitału — wyjaśnia Piotr Geło.
Jego zdaniem, dopóki o współpracy nie pomyślą hurtownie, nie ma szans, by zrobiły to również sklepy.
— Jedynymi chętnymi do współpracy są sieci zachodnie. Z polskimi trudno się dogadać — wyjaśnia Krzysztof Kreczmer.
Małgorzata Zgutka