Sieci tworzą własne centra dystrybucyjne

Małgorzata Zgutka
opublikowano: 2000-06-28 00:00

Sieci tworzą własne centra dystrybucyjne

Sklepy uzależniają od siebie dostawców

Coraz więcej polskich sieci handlowych tworzy własne centra dystrybucyjne. W ten sposób uniezależniają się od hurtowni. Centra ułatwiają również zachowanie dyscypliny wśród właścicieli sklepów, którzy mają mniejsze szanse na ulokowanie w swoich placówkach innych produktów, niż zostało to uzgodnione przez członków sieci.

Własne centrum dystrybucyjne pomaga sieci handlowej sprawniej działać. Współpracujący z nią hurtownicy nie muszą wówczas wozić towaru do każdego sklepu. Dostarczają swoje produkty wprost do centrum dystrybucyjnego. Stamtąd do punktów sprzedaży rozwozi je sieć. Sklepy zgłaszają, czego im brakuje, a zapasy są uzupełniane na bieżąco. Często posiadającym centra dystrybucyjne sieciom udaje się ominąć pośrednika. Towar biorą bezpośrednio od producenta.

Na razie niewielu

Centra dystrybucyjne mają wszystkie sieci zachodnie. Wśród polskich taką inwestycję poczyniło zaledwie kilka zrzeszeń handlowych, m.in. Polomarket i Rabat Pomorze.

— Nie jest łatwo stworzyć podobne centrum. Po pierwsze, muszą się na nie zgodzić i partycypować w kosztach wszyscy zrzeszeni w sieci właściciele sklepów. W naszym przypadku dyskusje na ten temat trwały prawie dwa lata. W końcu udało się dojść do porozumienia — tłumaczy Marek Theus, prezes sieci Rabat Pomorze.

Równie długo dyskusje na temat uruchomienia własnego centrum trwały w Polomarkecie.

— Teraz wszyscy są z niego zadowoleni. Do tej pory kierowniczka sklepu musiała rozmawiać z 20 hurtownikami. Tyle samo samochodów podjeżdżało pod jej sklep. Teraz po prostu wysyła nam listę, na której są zaznaczone brakujące towary. Ładujemy je na jeden samochód, który jedzie do punktu sprzedaży. W ten sposób oszczędza się czas — tłumaczy Kazimierz Musiał z Polomarketu.

Twierdzi, że dzięki centrom dystrybucyjnym właściciele zrzeszonych w sieci sklepów są bardziej zdyscyplinowani.

— Do tej pory zdarzało się, że brali towar od dostawców, z którymi sieć nie miała podpisanej umowy. Po prostu przyjeżdżali oni do sklepów i kusili ich właścicieli tańszymi produktami. Teraz dostawcy zostali odcięci od sklepów, nie mają z nimi kontaktu. W ten sposób obrót jest uporządkowany — mówi Marek Theus.

Twierdzi, że dzięki własnym centrom dystrybucyjnym w sklepach nie brakuje towaru i nie ma przestojów w dostawach.

— Z polskimi dystrybutorami bywa różnie. Czasami nie dowozili oni towaru na czas. Teraz mamy gwarancję, że gdy zabraknie produktów, sami sobie je przywieziemy — tłumaczy Marek Theus.

Dwie drogi

Są dwa sposoby na stworzenie własnego centrum dystrybucyjnego. Sieć Polomarket zbudowała je od zera, Rabat Pomorze po prostu przejął działającego w regionie hurtownika.

— Przez wiele lat, gdy jeszcze nie mieliśmy własnego centrum, korzystaliśmy z usług tego hurtownika. Później zaproponowaliśmy mu współpracę na innych warunkach. Zdawał on sobie sprawę z tego, że bez naszej sieci nie ma wielkich szans na przetrwanie w tym regionie. Tak więc przedstawiciele hurtowni zgodzili się na to, byśmy przejęli ich firmę. Hurtownia stała się spółką logistyczną, z której usług korzysta centrum dystrybucyjne — wyjaśnia Marek Theus.

Twierdzi, że centrum rozwija się w zawrotnym tempie. Oprócz przejętych magazynów, sieć kupiła już kilka dodatkowych obiektów. Nabyła również nowe samochody.

— Na razie niecały asortyment sieci dystrybuowany jest przez nasze centrum. Do tego jednak dążymy — wyjaśnia Marek Theus.

Zarówno Polomarket, jak i Rabat Pomorze nie chcą ujawnić, ile pieniędzy zainwestowały w centra.

Stworzenie własnego centrum dystrybucyjnego planuje również sieć Rabat Bielsko-Biała.

— Na razie obserwujemy, jak to zrobili inni. Widzimy, że podobne centrum pomaga działać sklepom w sieci. Ich właściciele nie muszą spotykać się z kilkunastoma przedstawicielami handlowymi i dostawcami — tłumaczy Maria Kręcina, prezes Rabat Bielsko-Biała.