Siedem win GetBacku

Szampańskie nastroje w GetBacku? Mogą być, ale trzeba zasiąść do stołu i prześledzić, ile win spółki nie wyszło jeszcze na światło dzienne. Litera po literze

G jak gewürztraminer

Zobacz więcej

DOBRY KURS: Indeks 150 najbardziej poszukiwanych win Burgundii rośnie od stycznia na tyle popisowo, że odrobił z nawiązką sromotny spadek z drugiej połowy ubiegłego roku. Fot. Fotolia

Już na samym początku GetBack zaczął ukrywać prawdziwy niemiecki kapitał, zakleszczony obecnie we francuskich rękach — odmianę o dziewczęco różowych skórkach, pozwalającą na kontrowersyjnie perfumowane wina. Stojący za szorstkim wyrazem szczep gewürztraminer rodzi wśród krytyków najostrzejsze spory: jednych ujmuje intensywna kwiatowa słodycz, inni w ogóle nie zamawiają wina z tego samego powodu. Mimo że najpełniejsze bukiety rozkwitają w Alzacji, najdroższym trunkiem z tego szczepu szczyci się Sine Qua Non, a więc winnica z kalifornijskiego obszaru Santa Barbara, która już z definicji idzie pod prąd. Poza tym, że nie rozsławia regionu Napa Valley. Wyprodukowała z gewürztraminera dwa roczniki tzw. eiswein, a więc wina z winogron czekających tak długo na zbiory, że mróz zdołał przyrządzić pod ich skórkami sorbet.

E jak Eagle

Tak jak średnia cena za butelkę tego wina lodowego to 1,5 tys. zł, tak przeciętna stawka za Screaming Eagle to niecałe 13 tys. zł. Niewiele z tego wynika, dlatego że ani pierwszy kaprys, ani druga kalifornijska ikona specjalnie nie czekają na inwestora. W przeciwieństwie do rozwlekłych historii najstarszych châteaux w dziejach win z orłem na etykiecie, nie przewinął się żaden średniowieczny zakon ani nawet papież, bo pierwszy rocznik zagościł na stołach w 1992 r. Czego nie można pominąć — zagościł również na stole wpływowego krytyka Roberta Parkera, który, przyznając mu 99 na 100 punktów, rozpędził boleśnie przewidywalny rynkowy mechanizm. Obecnie ze skrzynką Screaming Eagle bywa trudniej niż z torebką Birkin, dlatego że cały światowy popyt karnie gromadzi się na liście oczekujących, natomiast podaż nie jest do końca znana. Według najnowszego raportu Liv-ex, rocznik 2015 jest w tym roku trzecim amerykańskim winem pod względem obrotów na angielskiej giełdzie, a skrzynka z tuzinem butelek kosztuje blisko 24,5 tys. GBP (120 tys. zł), czyli równowartość średniego volvo z salonu.

T jak toskańskie tignanello

Tym razem opowieść sięga czasów, w których za pomyłkę w notach Robert Parker spłonąć mógłby na stosie, szczególnie jeśli próbowałby wróżyć, jak dojrzewające wino się rozwinie. Dzisiejszy gigant Antinori narodził się dzięki przeprowadzce, której w XIV w. podjęła się rodzina tkająca dotychczas jedwabie, ale mająca apetyt na uprawę winorośli. W 1900 r. do licznych obszarów, od których powoli tyło Antinori, dołączyło Tignanello i stało się zaczątkiem wyskokowych eksperymentów. Obecnie oklaskiwane w gronie tzw. supertoskanów wino powstało z połączenia sangiovese z czerwonymi, nietradycyjnymi na tym obszarze, odmianami, za co za karę strącono je na jakiś czas do kategorii trunków stołowych. Według bazy Wine Searcher, przeciętny rachunek dla takiego umownego stolika wyniósłby średnio 415 zł, o ile na obiad byłoby tylko 0,75 litra.

B jak Burgundia

Burgundia, a nie Bordeaux? Jeśli jako bezwzględne kryterium obierzemy przeciętną stopę zwrotu, indeks win burgundzkich przemówi do nas zdecydowanie jaśniej, bo jego linia nawet nie ociera się na wykresie o kłębowisko pozostałych wskaźników, zostawionych poniżej. W ciągu ostatnich 12 miesięcy indeks Burgundy 150 wzrósł 23,7 proc., a od początku tego roku prawie 11 proc. — podaje Liv-ex, wyjaśniając, że mowa o cenach 150 najbardziej poszukiwanych win z regionu. Pozostałe wskaźniki wspinają się znacznie mniej spektakularnie, przy czym najpowolniejsza jest od roku Dolina Rodanu z wynikiem 2,5 proc., a Bordeaux 500 odnotowało 5,7 proc., gorzej wpisując się w równanie: najskąpsza podaż plus bezdenny popyt z Azji.

A jak Armand Rousseau

Nie opuszczając Burgundii, warto zatrzymać się przy jednej z najstarszych winnic niedoświadczonych sensacjami z działu fuzji i przejęć. Domaine Armand Rousseau ma historię sięgającą zaledwie początków XX w., ale za to ponad 100 lat rozwoju nieprzerwanego zmianami nazwisk właścicieli, chcących za wszelką cenę wtargnąć na upamiętniającą etykietę. W departamencie M&A od burgundzkich winiarzy można byłoby się jednak uczyć innych strategii, dlatego że przejmując kolejne obszary, zdołali kupić do swojej historii nawet cenny wątek napoleoński. Produkując wina ze stoków Le Chambertin, nawiązali cienką jak babie lato nić z samym cesarzem, który częstował się takim codziennie, nie przerywając rytuału również podczas wyjazdów czysto militarnych. Napoleon pił chambertin z butelki o wytłoczonej literze „N”, ale trudno szacować ilości, bo wiadomo, że rozcieńczał wodą.

C jak Cheval Blanc

Lepszy koń biały czy może mały? Na takie rozterki pozwala rynek bordoskiego wina z Saint-Émilion, uznawanego za najznakomitsze ze wszystkich opartych na szczepie cabernet franc. Cheval Blanc, jako trunek przypisany do najwyższej półki w regionie — Premier Grand Cru Classé A — już intuicyjnie można uznać za tzw. wino pierwsze, czyli spełniające najsurowsze rygory i sławiące château na międzynarodowej scenie. W zamian za przeciętną cenę 2,2 tys. zł za butelkę najmłodszego rocznika oferowane jest tzw. dobrze zbudowane wino, a więc mogące starzeć się przynajmniej dekadę — jak nie kilkadziesiąt lat, pozwalając inwestorowi na swobodne przeciąganie terminu odsprzedaży. Skoro jednak Grand Vin, czyli wino pierwsze, ma być z jak najuważniej wybieranych owoców, będzie go również mniej, co nasuwa pytanie, dlaczego nie sprzedawać butelek z Château Cheval Blanc, ale z łaskawszym przymknięciem oka i na większą skalę. Dla poprawienia płynności finansowej na rynku rozpędził się więc mniejszy koń — Le Petit Cheval — z przeciętną ceną powyżej 700 zł, według Wine Searcher. Jak zauważają analitycy Liv-ex, taniość nie mogłaby być przy tym bardziej pozorna, bo łasy na przecenę inwestor zrobi w końcu wszystko, żeby drugie wino drożało szybciej niż to z założenia droższe.

K jak Krug

Grając w te przewrotności dalej, na samym końcu GetBacku można odkorkować wątek inwestycyjnego szampana. Mimo że grube, rozdęte butelki kojarzy się zwykle ze spontanicznym rozlewaniem piany na posadzkę, musujące wina z Szampanii istotnie doczekały się już odrębnego indeksu na winiarskiej giełdzie Liv-ex. Ostatnie podsumowania wskazują, że udział regionu w całkowitym obrocie wyniósł w czerwcu 9,7 proc., na co zapracowały i kojarzone z książkowym Bondem etykiety Taittingera, i grube butelki Kruga, i skrzynki z Cristalem, którymi amerykańscy raperzy raz poją tancerki, a raz publicznie wzgardzają.

Krug bez wątpienia zalicza się więc do kategorii win kolekcjonerskich, ale — jak w większości przypadków — najbardziej poszukiwane są nie szampany widywane czasem na półkach delikatesów, tylko takie, których jest jak na lekarstwo. Dokuczliwie małe, opasane murem poletka upraw pozwalają Krugowi na dwa najlepsze szampany: Clos du Mesnil i Clos d’Ambonnay, odpowiednio z chardonnay i pinot noir. Pierwszy ze średnią stawką 4,3 tys. zł jest tzw. blanc de blancs, drugi z przeciętną ceną około 9 tys. zł — blanc de noirs. Blanc de blancs jest „białym z białych”, w odniesieniu do skórek owoców, natomiast blanc de noirs — z winogron granatowych — jest specjalistą od czarów udanych, a więc takich, których spółki mogłyby się od szampanów uczyć całymi sesjami.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Siedem win GetBacku