Skąd się biorą przedsiębiorcy?

Emil Górecki
opublikowano: 2006-12-11 00:00

Większość zaczynała po 1989 r., bez kapitału i doświadczenia, ale z zapałem. Dom i firma to dla nich jedno. Pracują 24 godziny na dobę, ale lubią to, co robią. Pracować u kogoś nie chcą...

Janusz Kubit zawsze pracował w mleczarstwie. Zaczynał jako szeregowy pracownik spółdzielni mleczarskiej, żeby zostać jej prezesem. Pracował trochę dla mleczarzy ze Szwajcarii i Austrii. Potem w 1985 r. wyjechał do Stanów. Wrócił po pięciu latach.

— Jedyne, co umiałem robić, to coś z mleka. Z decyzją o założeniu firmy zwlekałem. Bałem się, w Polsce dotychczas nikt nie robił jogurtów. Ale okazało się, że to był strzał w dziesiątkę — mówi Janusz Kubit, właściciel Zakładu Produkcji Jogurtu Magda z małopolskich Szaflar.

Początki nie były łatwe. Pierwsze jogurty wyprodukował w garażu siostry. Na maszyny wydał 200 tys. franków szwajcarskich. Wtedy pracowały w firmie trzy osoby, dziś 35.

— Początek lat 90. był trudny, bo nie było maszyn i nowoczesnych technologii. Ale rynek był chłonny i rentowność firmy przekraczała 30 proc. Dziś jest duża konkurencja, potrzeba więcej zezwoleń, dokumentów, certyfikatów. Po prostu inne warunki — tłumaczy Janusz Kubit.

Coś z niczego

Również firma Wizpak z Tymbarku to owoc przemian gospodarczych. Jej właściciele, Wiesława i Zbigniew Jasicowie, stworzyli ją z niczego — nie mieli kapitału, doświadczenia ani wiedzy technologicznej. On pracował w firmie elektroinstalacyjnej, ona tkała kilimy.

— W firmie męża zaczęło brakować zleceń, ja straciłam pracę. Nie mieliśmy nic więcej do stracenia. Trochę podpatrzyliśmy, jak produkuje się opakowania z tektury, trochę podpowiedzieli nam znajomi. Wzięliśmy kredyt z urzędu pracy, wówczas to było 50 mln zł, dzisiejsze 5 tys. zł. Pod umową jego udzielenia musiało się podpisać aż jedenaście osób — śmieje się Wiesława Jasica.

Firma wkrótce zaczęła przynosić dochody. Zatrudnia tylko jedenaście osób, ale ciągle się rozwija. Jasicowie z pomocą funduszy unijnych wdrożyli system zarządzania jakością i otrzymali certyfikat jakości ISO 9001:2000.

— Pytali nas: po co wam ISO? Ale pierwsze pytanie klienta, zwłaszcza z zagranicy, to czy mamy certyfikat — mówi Wiesława Jasica.

W firmie bywało różnie. Jasicowie uczyli się na błędach, co kosztowało dużo nerwów i ciężkiej pracy. Ale nie narzekają. Uruchamiają kolejną małą firmę, kooperanta dla Wizpaku.

— Warto pracować na własny rachunek. Zachęcam do tego dzieci, ale one uważają, że to za dużo nerwów i czasu. Bo rzeczywiście firmę ma się na głowie 24 godziny na dobę, a zyski nie są bardzo duże. Ale jest większa swoboda, staramy się wyjeżdżać co jakiś czas. To jest taki nasz dobry zakład pracy — mówi Wiesława Jasica.

Dopiero przemiany ustrojowe początku lat 90. pozwoliły Polakom na wyzwolenie swego potencjału i zakładanie własnych firm. Zmuszała ich do tego także zła sytuacja gospodarcza i trudności w znalezieniu pracy. Powstawały nowe firmy, wiele z nich upadało, a ich miejsce zajmowały następne. Ludzie odnosili spektakularne sukcesy i ponosili porażki.

— Zdecydowana większość istniejących dziś firm powstała właśnie tuż po transformacji. Trzeba jednak też zauważyć „dzieci” kolejnego kryzysu — firmy powstałe w latach 2001-03. Paradoksalnie najwięcej firm powstaje w trudnych dla gospodarki okresach. Kiedy jest lepiej, ludzie nie są zmotywowani do podejmowania większego ryzyka i pracy na własny rachunek. Robią to dopiero wtedy, gdy tracą pracę bądź są bardzo niezadowoleni poziomem dochodów — tłumaczy Małgorzata Starczewska--Krzysztoszek, dyrektor departamentu ekspertyz ekonomicznych Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Trudna zmiana kursu

Jednak po poprzednim systemie odziedziczyliśmy sporo firm, głównie państwowych, a także małych, prywatnych.

— W okresie transformacji większość państwowych molochów została sprzedana. Sporo z nich działa do dziś. Kilka strategicznych nadal jest w rękach skarbu państwa. Telekomunikacja Polska trafiła do France Telecom, który z kolei należy do francuskiego skarbu państwa. Jednak trzeba było wielkich wysiłków inwestorów i państwa, by wyciągnąć większość z tych firm z długów i sprawić, by zaczęły przynosić dochody. Wiele z nich trafiło potem na giełdę — mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Po 1989 r. wydawało się, że przemiany pozwolą „prywaciarzom” z doświadczeniem w ludowej Polsce rozwinąć wreszcie skrzydła. Że gdy znikną różne ograniczenia, będą mogli rozbudować swoje małe warsztaty i firemki. Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek twierdzi jednak, że tak się nie stało.

— Mała kwiaciarnia na rogu pozostała małą kwiaciarnią, pan Henryk nadal reperuje samochody w swoim garażu, pani Krysia jak dawniej robi poprawki krawieckie. Ludzie przyzwyczajeni do tamtych realiów, do ciągłego omijania przeszkód zwykle nie potrafili rozwinąć swej działalności w kapitalizmie — przekonuje.

Firma innych czasów

Przedsiębiorstwa ostatniej fali tworzenia firm to już nie tylko małe zakłady produkcyjne, ale często bardzo wyspecjalizowane, innowacyjne i nowoczesne firmy. Przykładem jest Trio Management, firma konsultingowa założona przez kilku młodych, zdolnych ludzi, którzy dla własnego biznesu porzucili kariery w wielkich korporacjach. Michał Kopczewski do jej założycieli nie należy. Został partnerem, kiedy firma już działała. Ale podobnie jak partnerzy, miał dość pracy dla korporacji.

— W swojej małej firmie mam swobodę działania, mogę być bardzo elastyczny. W korporacji każda decyzja przechodziła urzędowy tok zatwierdzania, mimo że klient potrzebował decyzji w ciągu kilku godzin. Frustrowało mnie, że nie mogę się specjalizować w czym chcę. Kiedy rezygnowałem z korporacji, aspekt finansowy był na drugim planie. To było ryzyko, ale pociągało mnie, że mogłem sporo wygrać. Od tej adrenaliny łatwo się uzależnić — żartuje Michał Kopczewski.

Jak sam mówi, patrzenie na rozwój własnej firmy to satysfakcja większa niż korporacyjna kariera. Nigdy nie żałował swej decyzji.

Ma być dobrze

Z raportu Ministerstwa Gospodarki „Przedsiębiorczość w Polsce 2006” wynika, że w 2005 r., po raz pierwszy od ośmiu lat wzrosła liczba nowo zarejestrowanych przedsiębiorstw. Od 2004 r. stale obserwuje się wzrost zatrudnenia w prywatnych firmach. Poprawiła się ich płynność finansowa i jakość produkcji — wydano 5,4 tys. certyfikatów jakości. Autorzy raportu przewidują utrzymanie się tego pozytywnego trendu. Ministerstwo deklaruje chęć usprawnienia obsługi przedsiębiorców w urzędach i instytucjach oraz polepszenie prawodawstwa i sądownictwa gospodarczego. Czy skończy się to tylko na obietnicach? Oby nie.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót