Skala czempionów dzieli ekspertów

Agnieszka Berger
opublikowano: 2006-02-03 00:00

Czy po megakonsolidacji energetyki grozi nam spór z Brukselą i ucieczka inwestorów? Dobre pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi...

Choć rząd ostrożnie dawkuje informacje na temat swojej wizji przyszłości polskiej energetyki, na konsolidacyjnej mapie sektora powoli ubywa białych plam. Wiadomo już — deklarują to otwarcie przedstawiciele Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) — że po planowanej administracyjnej konsolidacji lwia część rynku znajdzie się w rękach dwóch pionowo zintegrowanych koncernów. „Narodowe czempiony”, jak z przekąsem mówią o powstających kolosach niezadowoleni inwestorzy branżowi, dostaną wyprawkę w postaci 60-70 proc. udziału w krajowej produkcji i sprzedaży prądu. Zdaniem części ekspertów, to za dużo. Zdaniem profesora Władysława Mielczarskiego, za dużo o gdańską Energę.

— Byłoby znacznie lepiej, gdyby rząd, wzmacniając BOT, poprzestał na połączeniu z nim Wschodniej Grupy Energetycznej i dwóch dystrybutorów z Łodzi. Wtedy nie cała produkcja grupy miałaby pokrycie w sprzedaży realizowanej przez należące do niej spółki dystrybucyjne. BOT musiałby działać na konkurencyjnym rynku i miałby motywację do obniżania kosztów i poprawy efektywności. Jeśli siła wytwarzania i dystrybucji w grupie będzie zrównoważona, a stanie się tak, gdy do koncernu zostanie włączona Energa, nie będzie presji na restrukturyzację — uważa Władysław Mielczarski.

Jego zdaniem, po konsolidacji dla inwestorów powinno pozostać około 50 proc. rynku.

— W przeciwnym razie inwestorzy się zniechęcą i zrezygnują z wchodzenia na nasz rynek, na którym nie będzie dla nich perspektyw — twierdzi profesor.

Nie drażnić rekina

Ekspert dodaje, że konsolidacja na planowaną przez rząd skalę z pewnością wywoła sprzeciw Komisji Europejskiej.

— Musimy pamiętać, że wciąż wisi nad nami groźba, że komisja wystawi nam rachunek za niedozwolone po 1 maja 2004 r. kontrakty długoterminowe w energetyce. Ta sprawa wymaga pilnego załatwienia, a konflikt z komisją z pewnością nie będzie temu sprzyjał — przestrzega Władysław Mielczarski.

Innego zdania jest Dariusz Mioduski, ekspert i partner w Cameron McKenna.

— Ze strony komisji nie mamy się czego obawiać, dopóki będziemy realizowali wszystkie dyrektywy dotyczące otwarcia rynku, swobody wyboru dostawców energii i oddzielenia działalności sieciowej od obrotu energią. Polska energetyka nie będzie najbardziej skonsolidowanym rynkiem w Unii — mówi Dariusz Mioduski.

W jego opinii, przesadzone są również obawy, że silna konsolidacja wypłoszy z Polski inwestorów branżowych lub zniechęci kolejnych do wchodzenia na nasz rynek.

— Inwestorzy mówią o swoich obawach, ale jest w tym trochę przesady. Polski rynek jest zbyt duży i atrakcyjny, by mieli z niego zrezygnować — uważa ekspert Cameron McKenna.

Jego zdaniem, idea stworzenia dużej polskiej firmy energetycznej, która będzie kontrolowała istotną część rynku, nie jest zła. Pytanie, co będzie dalej?

— Czy za konsolidacją pójdzie restrukturyzacja? Czy taka spółka dostanie dobry zarząd, który uzyska swobodę działania i będzie rozliczany z poprawy efektywności? Czy zostaną wdrożone regulacje umożliwiające funkcjonowanie konkurencyjnego rynku? — pyta Dariusz Mioduski.

Kwestia tła

Ekspert dodaje, że ewentualnej dominacji narodowego czempiona można przeciwdziałać, doprowadzając do stworzenia w Europie regionalnych rynków energii.

— Duży polski koncern mógłby mieć kilkadziesiąt procent udziału w krajowej sprzedaży, ale na skalę regionu byłby niewielki. Gdyby odbiorcom zapewniono swobodę wyboru dostawców w ramach całego regionu, nie byłoby zagrożenia dla konkurencji — uważa Dariusz Mioduski.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót