Skała świadomości

Małgorzata Ziębińska
opublikowano: 2008-06-27 00:00

Jednomyślnie oceniamy bicie dzieci: to przerażające, budzi gwałtowny sprzeciw i chęć wymierzenia surowej kary winnym. Ale jeśli chodzi o fizyczne karcenie — klaps, danie po łapach — takiej zgodności już nie ma.

Na lotnisku matka upomina czterolatka: „stój grzecznie”. Chłopiec robi krok do przodu. „Stój tutaj!” — niecierpliwi się matka, a chłopiec robi dwa kroki do przodu... Szarpnięcie, klaps i krzyk: „mówiłam ci, że masz być grzeczny!”. Nie wiem, czy ten mały cokolwiek słyszy, wyjąc jak syrena alarmowa i zalewając się łzami.

Inna sytuacja, w centrum handlowym — dziecko bierze z półki coś, czego rodzice nie zamierzają kupować. Dziecko się upiera, do-rośli nie odpuszczają. Dziecko zaczyna tupać nóżkami. Jedno z rodziców nie wytrzymuje — szarpnięcie, klaps, krzyk… Niemal każdy był mimowolnym świadkiem takiej sytuacji — zdarzają się one często i w wielu miejscach.

Wymierzane dzieciom klapsy stały się ostatnio przyczyną dyskusji — za sprawą pomysłu, jaki zrodził się w głowach polityków, by wprowadzić prawny zakaz stosowania kar fizycznych wobec dzieci. Prawdopodobnie wiąże się to z coraz częstszymi informacjami o kolejnych dzieciach trafiających do szpitala, bo opiekunowie znęcali się nas nimi. Dyskusja rozgorzała w mediach, toczy się w internecie, w rozmowach towarzyskich i wśród specjalistów. Zdania są podzielone, często radykalnie.

Jestem zdumiona — i to z kilku powodów. W ten stan wprowadza mnie buta, arogancja i oszałamiająca szczerość praktykujących zwolenników wymierzania dzieciom kar fizycznych. Nie słyszę w ich wypowiedziach najmniejszego zażenowania — przeciwnie, głębokie przekonanie o słuszności i skuteczności takich metod, przy jednoczesnym, równie głębokim, przekonaniu o braku negatywnych konsekwencji tego rodzaju zachowań rodzica w dalszym rozwoju dziecka. Są i tacy, którzy idą dalej, twierdząc, że kary fizyczne mają na tenże rozwój wpływ pozytywny. By wzmocnić argumentację, przywołują swe dziecięce doświadczenia, z dumą i radością wspominając własnych rodziców, którzy — stosując kary fizyczne — odnieśli spektakularny sukces wychowawczy. Kiedy słuchacham tych głosów, widzę, jak głęboko zakorzeniło się w wielu ludziach przyzwolenie na przemoc wobec dzieci. Jak wielu rodziców uparcie twierdzi, że są sytuacje, w których inaczej się nie da. Jak minimalizuje się znaczenie tej przemocy, nazywając uderzenie klapsem, bo klaps nie brzmi groźnie i przecież to nie żadne tam bicie.

Druga strona tego sporu — do której i ja się zaliczam — używa wielu argumentów. Po pierwsze: można inaczej, wystarczy spróbować, podjąć wysiłek poszukiwania innych metod uzyskania od dziecka tego, czego chcemy. Po drugie, nikt z nas nie ma wątpliwości, że kiedy nasz pracownik, partner życiowy, przyjaciel czy inny dorosły zrobi coś nie po naszej myśli, nie wymierzymy mu za to klapsa, bo byłoby to przekroczeniem nie tylko zasad dobrego wychowania, ale także naruszeniem nietykalności fizycznej. Nad dzieckiem mamy przewagę nie tylko fizyczną, dziecko jest od nas zależne pod każdym względem — im mniejsze, tym bardziej. Z dorosłymi sprawa wygląda zupełnie inaczej. W przypadku dziecka zbyt często dotkliwa rodzicielska bezsilność wobec uporu małego człowieka kończy się uderzeniem. Z mojej perspektywy to właśnie tak: fizyczne karanie dzieci jest wyrazem bezsilności rodzica i — zawsze — jego porażką.

Przypominam sobie zasłyszaną historię o mamie z dzieckiem w aptece. Znużone i zniecierpliwione dziecko położyło się na podłodze i krzycząc wniebogłosy, domagało się swego. Początkowo matka próbowała tłumaczyć i negocjować. Dawało to skutek przeciwny do zamierzonego. W końcu, kiedy już widać było, że dziecko nie ustąpi, matka położyła się obok i zaczęła zachowywać tak samo jak mały. Trwało to chwilkę, bo dziecko ucichło, wstało i z lekkim zażenowaniem prosiło mamę, by już przestała. Jak słyszałam, ta mama nie miała więcej tego typu problemów z zachowaniem malucha.

Znam wielu podobnych jej rodziców, którzy uważają, że kary fizyczne są szkodliwe i upokarzające dla obu stron. Tym bardziej nie przekonują mnie głosy zwolenników „klapsów”. Mam jednak wątpliwości dotyczące prawnej regulacji tych kwestii, ponieważ nie jestem przekonana o skuteczności takich środków w sytuacji, gdy przyzwolenie na przemoc wobec dzieci jest tak mocno zakorzenione.

Prawdopodobnie należy zacząć od zmiany świadomości rodziców. Napisałam ten tekst w nadziei, że być może stanie się jedną z kropli drążących skałę tej świadomości. l