Skarb i GPW bronią funduszy emerytalnych

Bez OFE warszawską giełdę i polski rynek kapitałowy czeka degradacja — twierdzą przedstawiciele resortu skarbu i giełdy

Rząd przymierza się do likwidacji otwartych funduszy emerytalnych (OFE) — taką opinię coraz częściej słychać na rynku kapitałowym. I choć oficjalnie przedstawiciele rządu tego nie potwierdzają, wszyscy mają w pamięci, że ścięcie składki trafiającej do funduszy też odbyło się z zaskoczenia. Nad koncepcją zmian w funkcjonowaniu OFE pracuje ministerstwo pracy, atmosfera robi się coraz gęstsza, po zaprezentowaniu przez fundusze koncepcji minister Jacek Rostowski nie zostawił na nich suchej nitki.

A tajemnicą poliszynela jest, że za ścięciem składki w 2011 r. stał właśnie on i że kolejny taki ruch w obliczu słabego stanu budżetu byłby mu na rękę. Koncepcja likwidacji OFE napotkała jednak w rządzie stanowczego przeciwnika — w osobie ministra skarbu.

W piśmie skierowanym do Władysława Kosiniaka-Kamysza, do którego dotarł „Puls Biznesu”, Mikołaj Budzanowski twardo stanął po stronie funduszy, podkreślając ich znaczenie dla prywatyzacji, giełdy i gospodarki. Na wstępie skarb przestrzgł, że wszelkie zmiany w OFE powinny być „dokonywane niezwykle rozważnie”.

Dlaczego? Bo fundusze są „jednym z najważniejszych inwestorów na GPW” i „mają fundamentalne znaczenie dla spółek, pośredników oraz innych inwestorów obecnych na warszawskiej giełdzie”. Do argumentów dołożył opinię Giełdy Papierów Wartościowych (GPW), której zdaniem „wycofanie funduszy z rynku oznaczałoby degradację nie tylko GPW, ale całego polskiego rynku kapitałowego”.

Kupiec państwowego

Minister skarbu zauważa, że bez OFE nie ma prywatyzacji. „Średnie zaangażowanie OFE we wszystkich transakcjach prywatyzacyjnych (od połowy 2009 do lutego 2013 r.) wynosiło 41,63 proc., a wartość nabytych przez nie akcji, w tym czasie, to ponad 18 mld zł” — czytamy w piśmie ministra skarbu. Resort zauważa ich rolę szczególnie w przypadku dużych prywatyzacji, wskazując, że były one głównym kupcem w czasie sprzedaży miliardowych pakietów Bogdanki czy PGE, a dzięki funduszom miliony Polaków stały się posiadaczami akcji polskich spółek.

„Oszczędności emerytalne Polaków zgromadzone w OFE stanowią wewnętrzne źródło finansowania inwestycji krajowych, wpływając w ten sposób na wzrost gospodarczy oraz efektywne wykorzystanie kapitału” — twierdzi ministerstwo skarbu.

Stabilizator indeksu

Co więcej — OFE nie tylko kupują akcje, ale także je trzymają. W ostatnich latach obserwować można częste przypadki wycofywania się z rynku funduszy inwestycyjnychczy inwestorów indywidualnych, a akcje odkupują od nich właśnie OFE i inwestorzy zagraniczni (…). Efekt ten był widoczny w okresie kryzysu finansowego w 2008 r. i wywołanego nim odpływu środków z krajowych i zagranicznych funduszy inwestycyjnych, lokujących swe aktywa na GPW” — zauważa ministerstwo skarbu.

Ważną rolę OFE w obrocie dostrzega także GPW. „OFE stały się ważnym stabilizatorem sytuacji na GPW. W okresach zwiększonej niepewności i wyprzedaży dokonywanej przez inwestorów terminowanych OFE poprawiają płynność rynku i zmniejszają wpływy handlu spekulacyjnego” — czytamy w opinii GPW. Dzięki funduszom emerytalnym rosła także liczba spółek, które decydowały się na upublicznienie.

„Zazwyczaj to OFE z inwestorami zagranicznymi finansowały potrzeby kapitałowe spółek debiutujących na GPW. Szczególnie aktywną rolę odgrywały przy dużych ofertach prywatyzacyjnych. Ich zaangażowanie i gotowość inwestowania w górnych widełkach cenowych ofert w istotny sposób wpływała na wycenę prywatyzowanych spółek” — twierdzi GPW.

OFE są aktywne nie tylko na rynku akcji, ale również obligacji. „OFE finansują również potrzeby pożyczkowe, nie tylko Skarbu Państwa, ale także w coraz większym stopniu przedsiębiorstw i banków” — czytamy w piśmie GPW.

Do poprawki

Resort skarbu uważa, że system OFE trzeba zmodyfikować. Zdaniem mnisterstwa, trzeba odejść od minimalnej wymaganej stopy zwrotu, zrezygnować z benchmarku wewnętrznego, a przychody towarzystw zarządzających funduszami powiązać ze stopami zwrotu funduszy.

 

OKIEM EKSPERTA

Koniec OFE to koniec polskiego rynku

JACEK RADZIWILSKI

prezes Unicredit CAIB Poland

To, jak dobrze jest rozwinięty polski rynek kapitałowy i jak dobrze gospodarka rozwija się w ostatnich latach, wynika z kilku czynników: głównie z prywatyzacji, a konkretnie zwiększenia jej tempa w ostatnich latach, reformy emerytalnej z 1999 r. i konwergencji stóp procentowych, która napędziła napływ do TFI. Przyszłość nie wygląda tak różowo. Prywatyzacja powoli się kończy i już w takiej skali nie będzie miała wpływu na rynek, więc z tych trzech czynników zostają tylko OFE. Rola funduszy jest ogromna — to w dużej mierze dzięki nim nasza giełda jest najsilniejsza w regionie, bez nich nie byłaby mocniejsza niż w Wiedniu czy Pradze. Owszem, duży udział w obrotach mają inwestorzy zagraniczni, ale to w dużej mierze agresywne inwestowanie, a nawet daytrading, a nie inwestowanie fundamentalne. OFE są stabilnym akcjonariuszem, finansują rozwój spółek i napędzają wzrost gospodarki. Poza tym inwestorzy zagraniczni kupują polskie akcje między innymi dlatego, że są OFE — w ostatnich transakcjach sprzedaży pakietów akcji PKO BP czy Pekao OFE kupiły połowę, bez nich zamknięcie transakcji nie byłoby możliwe. Nie ma co liczyć na to, że inwestorzy zagraniczni kupią wszystko. Potencjalna likwidacja OFE spustoszy polski rynek kapitałowy i infrastrukturę budowaną przez 20 lat, a Warszawa może zostać zmarginalizowana na mapie światowych finansów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Skarb i GPW bronią funduszy emerytalnych