Jestem ministrem skarbu państwa, a minister skarbu nie jest ministrem prywatyzacji i musi się podporządkowywać polityce gospodarczej rządu. Musi też mieć świadomość politycznych uwarunkowań, a jak wiadomo — Sejm nie jest entuzjastą prywatyzacji — stwierdził w wywiadzie dla PAP Wojciech Jasiński, przerywając w ten sposób rozważania o strukturalnej sprzeczności zawartej w piastowanym przez siebie urzędzie. Żadnej sprzeczności już nie ma — minister skarbu nie jest od prywatyzowania, ma strzec skarbu, ba — powiększać go, a nie rozprzedawać. W błąd wprowadziło nas wszystkich to, że ministerstwo skarbu jest pogrobowcem resortu przekształceń własnościowych, którego celem było odchodzenie od własności państwa na rzecz własności prywatnej. Do tego założenia przyzwyczaili się już nawet ministrowie skarbu, którzy też uważali, że ich celem jest najbardziej efektywna, ale jednak prywatyzacja. Mało tego, założenie to było wpisywane corocznie do budżetu państwa w postaci planowanych wpływów z prywatyzacji — w tym roku również zostały one zapisane i to na niebagatelnym poziomie ponad 5,5 mld złotych. Co prawda, tymi zapisami nie przejmował się dotychczas żaden minister, więc i ten pewnie nie będzie, ale trzeba to jednak odnotować.
Tym bardziej że —jak wskazuje nie tylko cytowany wywiad z ministrem, ale też wiele innych znaków na niebie i na ziemi — w tym roku po raz pierwszy od rozpoczęcia transformacji ustrojowo-gospodarczej możemy mieć znacząco ujemne wpływy z bilansu prywatyzacyjno-renacjonalizacyjnego. No, bo jak się mają zrealizowane od początku roku wpływy z prywatyzacji na poziomie stu kilkudziesięciu milionów złotych do planowanych w tym roku 5,5 miliarda wpływów, ale przede wszystkim do planów odzyskania kontroli nad PZU (albo konieczności wypłacenia gigantycznych odszkodowań), kosztów zamieszania z Unicredito, rysujących się planów odkupienia udziałów w „Rzeczpospolitej” i wielu, wielu innych przedsięwzięć. Bynajmniej nie prywatyzacyjnych, wręcz przeciwnie, renacjonalizacyjnych. Renacjonalizacja ta to efekt przekonania politycznego ugrupowania rządzącego, że własność państwowa jest bardziej efektywna niż prywatna. Ryzykowne założenie, ale przynajmniej jasne.
Reszta, w wydaniu ministra, jego zamierzeń prywatyzacyjnych, planów wobec polityki dywidendowej (będzie aktywna), wobec poszczególnych spółek i ich zarządów, łącznie z Giełdą Papierów Wartościowych i jej zarządem, pozostaje wielce enigmatyczna.