Skazana na wzrost

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2005-04-19 00:00

Marek Belka jest przekonany, że najbliższe lata będą dla polskiej gospodarki bardzo pomyślne. Analitycy są bardziej umiarkowani.

— Jesteśmy skazani na szybkie tempo wzrostu — mówił Marek Belka podczas debaty przygotowanej przez Uniwersytet Łódzki.

Jego zdaniem, Polska, podobnie jak inne kraje regionu, jest atrakcyjna dla inwestorów z Zachodu.

— To właściwie zapewni nam wzrost na poziomie około 5 proc. przez wiele lat — uważa premier.

Ekonomiści podzielają ten optymizm, ale umiarkowanie.

— Myślę, że 4-proc. wzrost jest do utrzymania — twierdzi Marek Nienałtowski, analityk Palladia Capital Markets.

Według Piotra Bujaka z BZ WBK, wzrost będzie solidny.

— Stan wynikający z tego, że znajdujemy się w pewnej fazie cyklu koniunkturalnego, musi potrwać — uważa Piotr Bujak.

Premier jest też optymistą w sprawie rynku pracy.

— Za kilka lat będziemy mieli do czynienia z ostrym brakiem rąk do pracy. Bezrobocie rejestrowane może mieć poziom nawet 10 proc., ale będzie trudno znaleźć ludzi do pracy — uważa premier.

Zdaniem ekonomistów, stanie się tak za sprawą strukturalnego niedopasowania na rynku pracy.

— Rąk do pracy może zabraknąć ze względu na exodus wykwalifikowanej kadry za granicę, np. w sektorze medycznym — wyjaśnia ekonomista Palladii.

Premier zapowiedział też, że jeśli łączny wzrost wydatków budżetowych nie przekroczy 1 pkt proc. powyżej inflacji, to pod koniec dekady pojawi się kilkuprocentowa nadwyżka budżetowa.

— To dyskusyjna teza. Bez reformy finansów będzie to trudne — twierdzi Piotr Bujak.

Jak przypomina Marek Nienałtowski, każdy rząd miał jej plany, ale nikt ich nie wprowadził.