Składki rosną dzięki polisom unit-linked

Paulina Sztajnert
opublikowano: 2005-05-17 00:00

Sprzedaż polis życiowych w pierwszym kwartale 2005 r. rosła w 14-proc. tempie. Podobnym wynikiem rynek powinien zamknąć cały rok.

Rynek polis życiowych rozwija się coraz lepiej. Najwięksi gracze tego segmentu (dane bez CU i Warty Vita) zebrali w I kw. 2,32 mld zł. Oznacza to, że klienci zdecydowali się wydać na życiowe polisy o 287 mln zł więcej niż przed rokiem. Kołem napędowym są głównie produkty typu unit-linked, czyli fundusze inwestycyjne opakowane w polisy, oraz produkty bancassurance, które swoją popularność zawdzięczają „podatkowi Belki”. Sztandarowym przykładem tego sukcesu mogą być Nationwide i Europa.

Widać owoce wzrostu

To dość dobrze wróży na dalszą część roku.

— Ten rok zapowiada się optymistycznie. Nasza branża powoli staje się beneficjentem wzrostu ekonomicznego. Nadwyżki pojawiają się nie tylko w kieszeniach klientów indywidualnych. Coraz lepiej radzą sobie firmy, co powinno przełożyć się na wzrost zainteresowania pracowniczymi programami emerytalnymi — zapewnia Paweł Miller, prezes Nordea TUnŻ.

Nieco mniej optymistycznie ocenia rynek Paweł Dangel, prezes grupy Allianz.

— To będzie kolejny okres umiarkowanego wzrostu na rynku polis życiowych. Nadal jego motorem będą ubezpieczenia inwestycyjne, które zasadniczo bliższe są lokatom bankowym czy jednostkom funduszy inwestycyjnych niż tradycyjnym polisom na życie — twierdzi szef Allianza.

Dodaje, że typowo ochronne polisy nadal dość powoli będą zyskiwać klientów. W grupowych rozdającym karty nadal będzie PZU. W indywidualnych natomiast widać odbicie po kryzysie z ostatnich lat, ale dopóki nie zostaną wprowadzone konkretne ulgi podatkowe, ten segment nie odczuje wyraźnego impulsu wzrostowego.

— Niestety, ten rok, ze względu na okres wyborczy, nie służy tego typu pracom rządu i raczej nie widać szansy na zmianę choćby nieudanej ustawy dotyczącej IKE. Cały rynek powinien jednak rozwijać się z dynamiką powyżej dziesięciu procent — mówi Paweł Dangel.

Sukces w dystrybucji

Zdaniem Jana Emeryka Rościszewskiego, prezesa Cardifa, roczne tempo wzrostu nie powinno przekroczyć 15 proc. Kluczem do sukcesu będzie jak najlepsze wykorzystanie kanałów dystrybucji, głównie banków i telemarketingu.

Optymistyczniej na biznes mogą popatrzeć także właściciele.

— Naprawę kondycji towarzystw w dużej mierze mamy już za sobą. Restrukturyzacja i redukcja kosztów pozwalają na zyski — mówi Paweł Miller.

I rzeczywiście, zyskowność towarzystw poprawiła się o 125 proc., porównując I kw. tego roku do tego samego okresu 2004 r. Ośmiu największych graczy wypracowało przez pierwsze trzy miesiące tego roku 728,65 mln zł zysku.