Sklepy sportowe w dobrej kondycji

Rok po piłkarskim EURO sprzedaż jest niższa, ale sieci ze sprzętem sportowym na tle branży handlowej radzą sobie nieźle.

Sport rośnie w siłę. Podczas gdy w większości segmentów handlu detalicznego sklepów ubywa — zwłaszcza ogólnospożywczych, odzieżowych i obuwniczych — placówek trudniących się specjalistyczną sprzedażą sprzętu sportowego jest coraz więcej. Z szacunków wywiadowni gospodarczej Bisnode D&B, opartych na rejestracjach w KRS, wynika, że w Polsce działa ich nieco ponad 3,7 tys.

— Jest to jedna z nielicznych gałęzi sprzedaży detalicznej, w której na przestrzeni ostatnich trzech lat notowano wzrost liczby punktów sprzedaży. W 2011 r. rynek urósł o 50 punktów, w 2012 r. — o kolejnych 35. W tym roku do końca kwietnia Polacy wyrejestrowali 127 tego typu działalności, a zarejestrowali o 25 więcej — mówi Tomasz Starzyk z Bisnode D&B Polska.

Jedynym innym dużym segmentem handlu detalicznego, w którym liczba sklepów wyraźnie i stale rośnie, jest sprzedażalkoholu. Na rynku sprzętu sportowego jednak — w odróżnieniu od zdominowanego przez małe „monopolki” rynku alkoholowego — pierwszorzędną rolę grają zagraniczne sieci handlowe. Gros obrotów branży zgarnia trio: Decathlon, Go Sport i Intersport. W polskim sporcie najaktywniejsi są Francuzi. Decathlon z grupy Oxylane, prowadzący powierzchniowo największe placówki w branży, zapowiada na ten rok otwarcie czterech obiektów. Dziś ma 29 sklepów — oznacza to, że w przyszłym roku może wyprzedzić pod względem ich liczby dotychczasowego lidera — Intersport.

Pod względem przychodów wyprzedził go już dawno — w 2011 r. (ostatnie dane z KRS) miał 596 mln zł przychodów, po 20-procentowym wzroście r/r, i wypracował przy tym 12,3 mln zł czystego zysku. Go Sport, drugi członek sieciowego tria sportowego, ma też francuskie korzenie — wchodzi w skład grupy, notowanej na giełdzie w Paryżu. Pośrednio kontroluje go potężna handlowa grupa Rallyem, która ma też w portfelu koncern Casino, czyli właściciela działających niegdyś w Polsce sieci Geant i Leader Price. Zatrudniająca 650 osób sieć ma dziś 25 sklepów w całym kraju, w ubiegłym roku uruchomiła tylko jeden. Zgodnie z raportem rocznym francuskiego właściciela, polski Go Sport miał w ubiegłym roku 53,1 mln EUR przychodów (225 mln zł, wzrost o 7 proc.). Dobrze wyglądały też zwyżki LFL (na tej samej powierzchni sprzedaży co rok wcześniej), które sięgnęły 5,3 proc. Gorzej było z rentownością — ubiegłoroczny zysk operacyjny to zaledwie 18 tys. EUR (75 tys. zł), wobec 326 tys. EUR (1,4 mln zł) rok wcześniej. Giełdowy Intersport natomiast ma dziś 32 sklepy i ok. 500 pracowników. W ubiegłym roku otworzył trzy punkty.

— We wrześniu ruszy placówka sieci w Krakowie, na wiosnę przyszłego roku mamy zaplanowane otwarcie w Lublinie — mówi Iwona Książek z Intersportu. Działający na niemieckiej licencji Intersport w ubiegłym roku, niesiony sprzedażą piłkarskich akcesoriów, miał 233 mln zł przychodów — 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Zanotował przy tym 616 tys. zł czystego zysku. W tym roku sprzedaż jest mniejsza — przez siedem miesięcy przychody sięgnęły 127,4 mln zł, co oznacza 11-procentowy spadek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Handel / Sklepy sportowe w dobrej kondycji