SKLEPY TURYSTYCZNE BOJĄ SIĘ OBCYCH SIECI

Grzegorz Zięba
opublikowano: 07-07-1999, 00:00

SKLEPY TURYSTYCZNE BOJĄ SIĘ OBCYCH SIECI

Polak wydaje rocznie 10 groszy na sprzęt sportowy

PRZETRWAJĄ NAJLEPSI: Na rynku jest miejsce tylko dla bardzo dobrych sklepów turystycznych. Im nie zaszkodzi nawet wejście zachodnich handlowców — twierdzi Małgorzata Młynarz, dyrektor handlowy sieci sklepów Paker.

W Polsce dopiero powstaje rynek specjalistycznego sprzętu dla amatorów turystyki górskiej. Na razie głównymi klientami sklepów są młodzi ludzie, którzy nie dysponują zbyt dużą gotówką. Nie jest to jedyne zmartwienie handlowców z tej branży. Obawiają się oni wejścia do Polski zachodnich sieci sprzedaży.

Większość sprzedawców specjalistycznego sprzętu turystycznego i alpinistycznego twierdzi, że obecnie ich najważniejszym klientem jest młodzież. Chociaż nie jest to grupa konsumencka, która posiadałaby duże zasoby finansowe, to jednak liczna i konsekwentna w swoim wyborze. Wprawdzie sprzedawcy zauważają, że w sklepach pojawiają się osoby nieco starsze i zarazem zamożniejsze, ale dokonują one jedynie jednorazowych zakupów.

— Do tej drugiej grupy zalicza się liczna rzesza biznesmenów, którzy przeżyli swoją pierwszą męską przygodę podczas tak modnych teraz zajęć survivalowych. To bardzo dobrzy klienci, ale niestety, najczęściej jednorazowi — mówi Jarosław Jakubowski, właściciel hurtowni sprzętu alpinistycznego Kanion.

— W innych krajach młodzież wcale nie jest największą grupą wśród klienteli sklepów alpinistycznych. W Japonii głównymi odbiorcami produktów tej branży są ludzie w wieku 60-70 lat — dodaje Małgorzata Młynarz, dyrektor handlowy sieci sklepów Paker.

Nie tylko alpiniści

Sprzedaż sprzętu alpinistycznego ma swoją specyficzną geografię i strukturę. Popyt wcale nie jest największy w turystycznych miejscowościach, takich jak np. Zakopane. Największą klientelę i obroty mają duże metropolie. Na tym tle szczególnie wybija się Warszawa.

— Stolica to najlepsze miejsce do sprzedaży sprzętu alpinistycznego i turystycznego. Sklepy we Wrocławiu, które zaopatrujemy, sprzedają 20-30 sztuk kurtek goretexowych rocznie. Takie same punkty w stolicy upłynniają przynajmniej 200 tych drogich ubrań — tłumaczy Jarosław Jakubowski.

Nikt nie ma wątpliwości, że wiąże się to z zamożnością warszawiaków. Sprzęt do uprawiania sportów ekstremalnych jest drogi. Sprzedawcy i hurtownicy uważają, że popyt na taki asortyment wzrośnie. Jednak zastrzegają, że najpierw muszą wzrosnąć zarobki przeciętnego Kowalskiego.

— Według naszych analiz, statystyczny Polak wydaje na sprzęt rekreacyjny i sportowy około jednego promila swojego budżetu. Daje to średnio 10 groszy na jednego mieszkańca naszego kraju — twierdzi Małgorzata Młynarz.

— O tym, że ten rynek znajduje się u nas jeszcze w powijakach, świadczy niewielka liczba sklepów z takim asortymentem. W Warszawie funkcjonuje około siedmiu punktów z prawdziwego zdarzenia. W Amsterdamie jeden znany mi dystrybutor posiada osiemdziesiąt sklepów — opowiada Jarosław Jakubowski.

Stare i nowe

Jak twierdzą znawcy branży, zarysował się wyraźny podział na sklepy oferujące najnowsze produkty, i takie, które trzymają się wyrobów tradycyjnych.

— Czasami jednak próby nadążenia za nowymi trendami przyspieszają bankructwo handlowców tej drugiej grupy. By sklep się liczył, trzeba w nim wywiesić ze sto kurtek goretexowych (każda za 400-650 zł), kilkadziesiąt par różnych butów wspinaczkowych i trekkingowych (od 150 do 1000 zł), sprzęt asekuracyjny, plecaki i wiele różnych dodatków. Wszystko jest drogie, więc trzeba się liczyć z tym, że klienci pójdą tam, gdzie uzyskają pewność, że mogą dokonać optymalnego wyboru. Taki towar czasem musi poczekać rok bądź dłużej, zanim znajdzie nabywcę — podkreśla Jarosław Jakubowski.

Wiatr z Zachodu

Polscy handlowcy z branży turystycznej z obawą patrzą na wchodzenie na nasz rynek dużych sieci, sprzedających sprzęt sportowy i turystyczny z Zachodu.

— Boimy się, że nas wyprą. Na Zachodzie wielcy producenci stworzyli własne sieci sprzedaży sprzętu do turystyki i alpinizmu, które zdominowały praktycznie cały rynek. Nie korzystają oni praktycznie z pośredników. Swój asortyment sprzedają w dużych hipermarketach, redukując koszty pośrednictwa do minimum — skarży się Jarosław Jakubowski.

Wielu sprzedawców twierdzi, że trzeba się będzie ściśle specjalizować, bo to jedyna szansa w walce z tak potężną konkurencją.

— Liczymy, że mniejsze sklepy mają pewną przewagę nad hipermarketami, bo umożliwiają pełny kontakt z klientem. Sprzęt, który zabiera się w góry, nieraz ratuje życie, każdy chce więc dobrze wiedzieć, w co inwestuje. Nasi klienci nieraz muszą się zastanawiać godzinę nad swoim zakupem. Pomocy w wyborze nie zapewni im przecież żaden hipermarket — uważa Małgorzata Młynarz.

NARZEKANIA HURTOWNIKA: Brakuje cały czas sklepów sportowych z prawdziwego zdarzenia. Często nie ma z kim handlować — uważa Jarosław Jakubowski, właściciel hurtowni sprzętu alpinistycznego Kanion.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / SKLEPY TURYSTYCZNE BOJĄ SIĘ OBCYCH SIECI