Skóry na górną półkę

Agnieszka Janas
opublikowano: 2005-01-07 00:00

Wysokiej jakości skóry, kolekcje projektowane przez włoską stylistkę i ceny dla wybrańców — czy braciom Ochnik uda się stworzyć rodzimą, luksusową markę? Próbę już podjęli.

Cezary (37), Jacek (36) i Marcin (27), bracia, właściciele rodzinnej firmy produkującej odzież i galanterię skórzaną Ochnik, śmiało planują przyszłość spółki. Ich rozmach wynika także ze świadomości, że doczekali się sukcesorów — starsi bracia mają po troje dzieci w wieku 10-12 lat, najmłodszy zaś jest ojcem półrocznego jedynaka.

— Pracujemy z myślą, że kiedyś przekażemy dzieciom silne przedsiębiorstwo i znaną markę. Chcemy być najdroższą i najbardziej luksusową polską marką w naszej branży. Marcin Ochnik nie kryje ambicji — myśli o zbudowaniu skórzanego imperium.

Krój i kolor

Projekty na sezon wiosna-lato 2005 r. przyciągają wzrok bajecznymi kolorami — różem, pistacjową zielenią, słoneczną żółcią — oraz nowoczesnym krojem: marszczeniami, nietypowymi cięciami czy oryginalnymi kieszeniami, np. w kształcie kolorowych kropek.

— To nasza broń w walce o miejsce na rynku — produkt. Chcemy, aby były to rzeczy wysokiej jakości, nie będą więc tanie. Skóry, z których szyte są ubrania, pochodzą z Włoch i Hiszpanii. W tym roku wprowadziliśmy do produkcji galanterię skórzaną. Na wiosnę 2005 r. zaproponujemy obuwie, pasujące kolorystycznie do ubrań, również sygnowane naszą marką. Jesienią zaś dodamy modne torebki damskie — wylicza Marcin Ochnik.

Kolekcja ma dwie wyraźne linie. Awangardową — zgodną z najnowszymi trendami mody. Projektuje ją Stefania Baltassare, Włoszka z Mediolanu. Drugą, klasyczną, tworzy siedmioosobowy zespół projektantów firmy.

— W ten sposób docieramy do dwóch grup klientów — Marcin Ochnik zdejmuje z wieszaków ubrania przeznaczone dla przedstawiciela każdej z nich. Do tych, którzy co sezon kupują sobie nowe rzeczy i chcą, aby były one odzwierciedleniem najnowszych trendów. Klienci z drugiej grupy poszukują ubrań dobrej jakości, ale nie chcą zmieniać ich co sezon. Wybierają więc klasykę z odrobiną ekstrawagancji.

W Ochniku nie obawiają się konkurencji, ale też nie lekceważą innych uczestników rynku.

— Naszymi konkurentami są marki odzieżowe, wprowadzające do kolekcji kilka modeli odzieży skórzanej. Jeśli chodzi o innych polskich producentów w naszej branży. Cóż... Jesteśmy najwięksi. Nie zagrażają nam także wyroby zagraniczne. Odzież i galanteria z importu to albo elita — zajmująca miejsce na najwyższej półce cenowej, albo wyroby tak kiepskiej jakości, że nie ma o czym mówić — ocenia Marcin Ochnik.

W tej chwili do Polski wchodzi znana włoska marka Furla, należąca do rodziny Furlanetto. Jej torby i dodatki są symbolem luksusu. Wśród znanych polskich producentów wymienić należy markę Batycki. Jednak ta ostatnia firma, choć wyrosła z przedsiębiorstwa szyjącego odzież, specjalizuje się głównie w nowoczesnych — już cenionych na rynku — torbach i torebkach.

Nazwisko

Kolekcja z logo Ochnik sprzedawana będzie w budowanej właśnie sieci salonów firmowych. Plany zakładają uruchomienie 4-6 sklepów w 2005 r., następnie otwieranie 5 salonów w roku. Umeblowane eleganckimi meblami traktowane są jak wizytówka firmy. Każdy z nich stanie się także miejscem, w którym klienci będą mogli realizować indywidualne zlecenia.

— Nie staną w nich maszyny do szycia. Zamówiona odzież uszyta zostanie w Garwolinie i w ciągu 2 tygodni dostarczona klientowi — śmieje się Marcin Ochnik.

Właściciele firmy wiedzą, że wielu przedsiębiorców przenosi produkcję poza granice kraju, w poszukiwaniu tańszej siły roboczej. Jednak w spółce Ochnik nikt nie zamierza pójść w ich ślady.

— Szycie odzieży i galanterii skórzanej wysokiej jakości nie jest prostym łączeniem kawałków skóry. Trzeba dużego doświadczenia, aby osiągnąć odpowiedni poziom. Zależy nam więc na tym, aby pracownicy związani byli z firmą, a rotacja jak najmniejsza — deklaruje współwłaściciel spółki.

Pieniądze na planowane inwestycje pochodzić będą częściowo ze środków własnych, częściowo z kredytów inwestycyjnych.

— Giełda na razie nie znajduje się w sferze naszych zainteresowań. W tej chwili możemy z innych źródeł sfinansować rozwój. Nie chcemy pozbywać się wpływu na działanie spółki. Jej nazwa jest przecież naszym nazwiskiem — Marcin Ochnik stara się podkreślić znaczenie, jakie ma dla niego rodzinne przedsiębiorstwo.

Amatorski projekt

Wszystko zaczęło się w 1987 r. Nie był to w Polsce czas dobry dla mody. Większość ludzi, zmęczonych codziennymi kolejkami i zdobywaniem towarów, nie potrzebowała modnych strojów. Na szczęście nie wszyscy poddali się szarzyźnie.

— Dwudziestoletni wtedy Jacek pragnął mieć „skórę”. Ponieważ nie mógł jej kupić — narysował wymarzoną kurtkę i dał koledze do uszycia — Marcin Ochnik zarzeka się, że opowieść jest prawdziwa.

— Efekt okazał się zadowalający. Dumnie demonstrował kurtkę wśród znajomych. Długo w niej nie pochodził — sprzedał koledze, który zaoferował najwyższą cenę. Za uzyskane pieniądze uszył trzy następne egzemplarze. Od razu z myślą o sprzedaży. Szybko znalazł chętnych. Zlecił więc szycie kolejnych sześciu kurtek. I wtedy z wojska wyszedł Czarek. To on zaproponował założenie firmy — opowiada najmłodszy z Ochników.

Najpierw zatrudniali dwie osoby. Przybywało zleceń — przyjmowali więc następnych pracowników. Ponad 15 lat działali we dwóch. Dwa lata temu przyłączył się do nich Marcin.

— Nie mogło być inaczej. Pierwsza siedziba spółki znajdowała się w naszym domu rodzinnym. Dorastałem więc bawiąc się ścinkami skóry i słuchając rozmów o interesach. Później wiele czasu spędziłem, pracując u braci. Przedsiębiorstwo znam od podszewki. I wiedzę tę wykorzystuję w pracy — zapewnia młody współwłaściciel.

Bracia podzielili się obowiązkami i nie wchodzą sobie w drogę. Marcin zajmuje się przygotowaniem kolekcji, poszerzaniem asortymentu, kreowaniem wizerunku firmy i zakupem surowców. Jacek w tej chwili wyłączył się z działania w firmie, ale w razie potrzeby pomaga w sprawach związanych z finansami. Cezary negocjuje umowy z centrami handlowymi, w których będą otwierali następne sklepy oraz prowadzi zakład.

Obecnie spółka Ochnik zatrudnia 200 osób, ma zakład produkcyjny w Garwolinie i uruchomiła pierwsze trzy salony firmowe: w warszawskich galeriach Arkadia i Blue City oraz w Galerii Łódzkiej w Łodzi.

Możesz zainteresować się również: