Skromność+ robi z premii lokaty

Rady nadzorcze państwowych spółek poczekają z decyzjami w sprawie premii za 2017 r. dla zarządów co najmniej do kwietnia

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na jakim etapie są decyzje co do premii dla menedżerów w spółkach skarbu państwa
  • Jak spółki tłumaczą zwłokę w wypłacaniu premii
  • Czy menedżerowie zrezygnowali z dodatkowych pieniędzy

W kwietniu 2018 r. Jarosław Kaczyński zapowiedział, że posłowie, ministrowie, samorządowcy, a także menedżerowie państwowych spółek będą zarabiać skromniej.

NOWY ROK, NOWY ZAMĘT:
NOWY ROK, NOWY ZAMĘT:
Deklaracja Jarosława Kaczyńskiego dotycząca skromności wprowadziła zamęt do państwowych firm. Tymczasem zbliża się moment decydowania o premiach za 2018 r. Zamęt zrobi się podwójny?
Fot. Marek Wiśniewski

— Zniesione zostaną wszelkie dodatkowe, poza pensją, świadczenia, jeśli chodzi o kierownictwa spółek skarbu państwa. Te dodatkowe świadczenia są często na poziomie pensji. Tego już nie będzie — powiedział prezes PiS.

Posłom i samorządowcom pensje obcięto, ministrowie wpłacili nagrody na Caritas, a menedżerowie? Z naszych informacji wynika, że trwa gra na zwłokę. Deklarację, którą w kuluarach nazwano programem „Skromność+”, Jarosław Kaczyński złożył w kwietniu. Traf chciał, że zanim się skrystalizowała, w energetycznym Tauronie premie zostały już wypłacone. Zrobiono to zgodnie z regułami gry — zarząd wypełnił cele menedżerskie, dostał skwitowanie, więc przelewy poszły. Menedżerowie z innych państwowych firm patrzą dziś na Tauron zazdrośnie. Też wypełnili cele, też mają skwitowanie, a przelewu nie ma.

— U nas rada nadzorcza odsuwa w czasie decyzję, czy premie się należą, czy nie. Grają na zwłokę. Zarząd jest tym rozczarowany, ale nie przymiera przecież głodem. Może poczekać na rozstrzygnięcia — słyszymy w jednej z firm nadzorowanych przez państwo.

Odsuwanie decyzji w czasie ma miejsce w większości spółek skarbu państwa, m.in. w energetycznych Enei, Enerdze i PGE, a także w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Podobnie jest w specjalnych strefach ekonomicznych.

— Jest blokada na wypłatępremii w strefach. Rady nadzorcze przesuwają termin podjęcia decyzji. Żeby jeszcze chodziło o jakieś wysokie kwoty, ale w strefach jest 3-5-krotność średniej, to nie są wielkie pieniądze — skarży się nasz rozmówca z jednej ze stref.

Audytorzy mierzą i ważą

W paliwowym Orlenie, jak poinformował ostatnio Wiesław Protasewicz, członek zarządu, zwłoka tłumaczona jest audytami. Sprawdzaniu podlega to, czy cele menedżerskie z 2017 r. zostały spełnione. Drobiazgowe sprawdzanie wypełnienia celów jest zresztą zgodne z zaleceniami kancelarii premiera. W piśmie z czerwca 2018 r. Michał Dworczyk, szef kancelarii, przypomniał „o obowiązku dołożenia przez organy nadzorcze spółek należytej staranności przy dokonywaniu oceny realizacji celów zarządczych wyznaczonych na 2017 r.”. To ważne, bo to od tej oceny zależy przyznanie i wysokość premii dla zarządów. „Wyłącznie pełne i prawidłowe wykonanie stanowi warunek przyznania części zmiennej wynagrodzenia”— czytamy w piśmie.

Rady czekają do kwietnia

Kiedy pytamy spółki, czy premie za 2017 r. zostały wypłacone, odsyłają nas do raportów rocznych, które publikowane będą w marcu 2019 r. „Informacje na temat wynagrodzeń członków zarządu PKN Orlen przedstawiamy szczegółowo w raportach rocznych. W tym roku ich publikacja planowana jest 21 marca” — odpisał nam Orlen.

— Informacja dotycząca wynagrodzenia wypłaconego zarządowi w 2018 r. zostanie opublikowana w raporcie za 2018 r., w terminach przewidzianych prawem” — poinformowało PGNiG.

Bardzo długi namysł. Już wiosną zeszłego roku pisaliśmy, że PiS chce obciąć premie menedżerom firm z udziałem skarbu państwa. Wtedy rozważał, jak to zrobić, by było skutecznie. Dziś nadal nie wie, a decyzje są odwlekane.

Niemal identyczną odpowiedź dostaliśmy od KGHM. Czekanie do marca oznacza, że politycy chcą, by w raportach za 2018 r. widoczny był spadek wynagrodzeń zarządów w stosunku do 2017 r.

— Najnowszy termin, w którym rada ma zająć się kwestią premii, to kwiecień — słyszymy w jednej ze stref.

Zarządy liczą na odsetki

Prezesi największych państwowych firm zarabiają blisko 70 tys. zł miesięcznie, a maksymalnie drugie tyle (w energetyce jest to połowa tej kwoty) mogą dostać w formie premii. W strefach jest to mniej, ale menedżerowie wciąż mogą sobie pozwolić na czekanie. Słychać nawet, że menedżerowie opóźnione premie zaczynają traktować jak lokatę.

— Jeśli PiS przegra wybory i zostaną zmienione zarządy, ich członkowie pójdą z tym do sądu. Są przecież trzy lata na żądanie wypłaty, są też szanse na odsetki. Jeśli skończy się komuś kadencja i nie zostanie powołany na nową, również może iść do sądu. Ponadto zarząd może zaskarżyć radę nadzorczą — przekonuje jeden z menedżerów.

Inny, który pożegnał się już z posadą w spółce zależnej jednego z państwowych czempionów, dochodzi swego w sądzie. Czeka na termin rozprawy. Podkreśla, że to dla niego… lokata.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane