Śliski grunt podmiejski

opublikowano: 28-08-2016, 22:00

Prawo Wsie nie chcą do miasta, dlatego decyzja rządu o poszerzeniu Opola znajdzie finał w Trybunale Konstytucyjnym

Od stycznia 2017 r. Opole ma się powiększyć o kilkanaście sołectw z czterech okolicznych gmin: Dąbrowy, Dobrzenia Wielkiego, Komprachcic i Prószkowa. O rozszerzenie stolicy najmniejszego województwa od dawna zabiegał jej prezydent Arkadiusz Wiśniewski. Rząd dał zielone światło w lipcu 2016 r. Pomysł nie podoba się jednak podopolskim samorządowcom i wielu mieszkańcom. Odbyły się więc protesty — w Opolu i w Warszawie. Już w listopadzie 2015 r., gdy rozpoczęły się konsultacje społeczne, na Facebooku powstały strony, na których niektórzy mieszkańcy podmiejskich gmin sprzeciwiali się przyłączeniu do Opola. Fanpage „Nie dla rozdzielenia gminy Dobrzeń Wielki” zgromadził ponad 4 tys. osób, czyli niemal tyle, ile ma ona mieszkańców. Przeciwne podziałom są też gminne władze. Z naszych informacji wynika, że rady każdej z czterech gmin przyjęły lub planują przyjęcie uchwał o zaskarżeniu decyzji rządu do Trybunału Konstytucyjnego.

Protest mieszkańców gminy Dobrzeń Wielki. Zdjęcia archiwalne z lipca 2016 r.
Zobacz więcej

Protest mieszkańców gminy Dobrzeń Wielki. Zdjęcia archiwalne z lipca 2016 r. MACIEJ KULCZYŃSKI, PAP

— Nie zgadzamy się na podziały z różnych powodów. Przede wszystkim jednak trzeba wziąć pod uwagę to, że nie uszanowano woli mieszkańców. Konsultacje społeczne, które odbyły się wcześniej, pokazały, że zdecydowana większość mieszkańców gmin, które mają być teraz wchłonięte przez Opole, jest temu przeciwna. Wyniki ankiet pokazały, że w każdej z tych gmin sprzeciw sięgał 90 proc. — mówi Jan Damboń, radny gminy Prószków.

Chodzi też o pieniądze

Najwięcej kontrowersji budzi to, że na „anektowanych” przez Opole terenach stoi elektrownia, a wokół wiele zakładów produkcyjnych. Dzięki temu gmina Dobrzyń przez lata figurowała w rankingach najbogatszych gmin w Polsce.

— Dwie trzecie budżetu Dobrzenia Wielkiego to podatki od elektrowni i okolicznych firm. Gdy znajdą się one w granicach Opola, to pozostała część gminy straci najważniejsze źródło dochodów — mówi Piotr Libawski, mieszkaniec Dobrzenia Wielkiego i jeden z liderów komitetu „Tak dla samorządności”, który powołali lokalni działacze sprzeciwiający się przyłączaniu części ich gmin do stolicy województwa. Nie przekonuje go wizja wielkiego Opola. Jego zdaniem, po podziale gminy pojawi się problem z finansowaniem zadań samorządu.

— Nasze liceum, pierwsza w Polsce wiejska szkoła tego szczebla, prawdopodobnie będzie trzeba zamknąć. To realne zagrożenie. W ten sposób zaburza się lokalne więzi społeczne. A Opole i tak nigdy nie będzie Wrocławiem czy Katowicami, jak chciałby jego prezydent — mówi działacz. Podobne obawy ma Jan Damboń.

— Po przyłączaniu do Opola te tereny będą prawdopodobnie marginalizowane. Niektóre sołectwa stracą prawdopodobnie swoją reprezentację w radach miast. Poza tym już teraz widać, że w Opolu inwestuje się głównie wokół rynku — uważa radny.

Za i przeciw

Od stycznia 2017 r. granice zmieni również Rzeszów. Powiększy się o wieś Bzianka z gminy Świlcza. W innych sołectwach mieszkańcy byli przeciwni i ich wolę uszanowano. — U nas odbyło się to bez rozlewu krwi. Niemniej to był trudny kompromis z prezydentem Rzeszowa — i dla gminy Świlcza, i dla niektórych mieszkańców. Były konsultacje, które pokazały, że około 60 proc. mieszkańców wsi jest za przyłączaniem do miasta. Nie jest to zdecydowana większość i to trzeba podkreślić — mówi Adam Dziedzic, wójt Świlczy.

Twierdzi, że konsultacje odbyły się w przyjaznej atmosferze, ale — jego zdaniem — przyłączanie okolicznych sołectw do miast wymaga rozwiązań systemowych. — Samorządy funkcjonują w takich ramach, jakie narzucą im ustawodawcy, a nie mamy w Polsce rozwiązań prawnych gwarantujących ochronę gmin, które są „ogołacane” ze swoich terenów. Pojawia się poważny problem, bo dochody własne przejmującego wzrastają, a w gminie, od której odłącza się na przykład sołectwo, spadają. Zostają natomiast zobowiązania z tytułu zrealizowanych tam inwestycji. Może to prowadzić do poważnej „czkawki finansowej”, bo nagle tych zobowiązań nie ma z czego spłacać — komentuje Adam Dziedzic. Według niego, najważniejsze jest wsłuchanie się w głos mieszkańców. Podobnie uważa prof. Eugeniusz Sobczak z Zakładu Polityki Społeczno-Gospodarczej Politechniki Warszawskiej, choć z zasady — jak mówi — popiera ideę rozbudowywania miast.

— W Polsce czasem powiększanie miast odbywa się na siłę, a najważniejsze jest, aby brać pod uwagę lokalną społeczność. Jeśli takie zabiegi sprzyjają rozwojowi miasta i prowadzeniu w nim inwestycji, to jak najbardziej je popieram. Gminy podmiejskie i tak funkcjonują zazwyczaj w powiązaniu z miastem. Jeśli miasto się rozwija — i tylko pod takim warunkiem — włączenie w jego granice może okazać się dla nich korzystne — uważa Eugeniusz Sobczak. Natomiast dr Robert Szczepankowski z Wydziału Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego zwraca uwagę na rozdrobnienie polskich gmin.

— Możemy ostatnio obserwować wyraźną tendencję władz centralnych do wspierania centralizacji na poziomie samorządowym, ponieważ mamy w Polsce ponad 2,5 tysiąca gmin, a to bardzo dużo. Przez lata takie rozdrobnienie administracyjne stwarza pewne bariery rozwojowe. Często mniejsze ośrodki nie mają po prostu odpowiedniego potencjału gospodarczego, a ich dochody są niskie. W tym kontekście przychylne decyzje rządu dla zwiększania granic administracyjnych miast kosztem mniejszych gmin nie dziwią — mówi Robert Szczepankowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu