Śliwka z wisienką

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-09-27 00:00

Przypomnienie w naszym historycznym cyklu akurat w numerze październikowym dziejów wiekowej marki PKO, od działającej przed wojną Pocztowej Kasy Oszczędności do współczesnego giełdowego PKO Banku Polskiego, jest wyjątkowo zasadne — październik to przecież tradycyjnie miesiąc oszczędzania.

To marketingowe hasło narodziło się jeszcze przed wojną, ale wtedy jedynie 31 października był „dniem oszczędności”. Po wojnie w zmienionym ustroju cały październik mianowany został „miesiącem upowszechniania oszczędności”. Nie było jasne, czy w pozostałych jedenastu miesiącach pieniądze należało jedynie wydawać. W każdym razie październikowy motyw współczesny PKO BP nadal promocyjnie wykorzystuje, między innymi organizując konkurs dla młodzieży.

Solidna firma. Markę PKO tworzyły również siedziby. Oto wzniesiony w latach 1922-25, działający także obecnie, oddział w Krakowie przy ul. Wielopole 19/21. Zdjęcie z roku 1939.
Solidna firma. Markę PKO tworzyły również siedziby. Oto wzniesiony w latach 1922-25, działający także obecnie, oddział w Krakowie przy ul. Wielopole 19/21. Zdjęcie z roku 1939.

Wzbudzenie ducha oszczędności

Nasz największy bank należy do instytucji, które korzenie zapuściły razem z odzyskiwaniem przez Polskę niepodległości, zatem może powoli przygotowywać się do stulecia. Powstał jako Pocztowa Kasa Oszczędności (PKO), taka formuła była normą na świecie w XIX i na początku XX wieku. Pierwowzorem PKO była działająca w okresie zaborów w Galicji austriacka Postsparkasse. Właśnie w niej zdobywał doświadczenia założyciel i pierwszy prezes PKO — Hubert Ignacy Linde. Projekt przedstawił w końcówce roku 1918, a 7 lutego 1919 r. doczekał się dekretu organizacyjnego, podpisanego przez naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego i premiera Ignacego Paderewskiego. Wkrótce działalność kasy uregulował nowy Sejm ustawą z 19 czerwca 1919 r.

Skarbonka z artystyczną duszą
Autorem logo PKO Banku Polskiego jest grafik Karol Śliwka. Nie wygrał konkursu, został wytypowany przez plastyków do zaprojektowania plakatu propagującego październikowe oszczędzanie. Z liter PKO skomponował skarbonkę, do której wpada złotówka. W roku 1969 wygrał tym plakatem biennale i od tego czasu skarbonka, nazwana od jego nazwiska „śliwką”, stała się znakiem firmowym PKO, wykorzystywanym do dzisiaj w szyldach, neonach i materiałach promocyjnych. W obecnej wersji śliwka jest granatowa (lub biała na granatowym tle), moneta zaś stała się, za zgodą autora, czerwoną kropką, przypominającą wisienkę. Karol Śliwka tak zdefiniował swoją pracę: „Ze znakiem jest jak z poezją. Trzeba wokół wszystko odrzucić i zostawić tylko perełkę. Znak musi mieć duszę. Jako grafik mogę stanąć w jednym szeregu z poetą”.

Zadaniem PKO stało się „wzbudzenie ducha oszczędności w szerokich kołach społeczeństwa, co się przyczyni w znacznej mierze do poprawy położenia gospodarczego obywateli, a nadto do ułatwienia i przyspieszenia obrotu pieniężnego i dokonywanie tego w miarę możności bez używania gotówki, za pomocą czeków, przekazów i przelewu książkowego”. Owe szczytne założenia zachowały aktualność do dzisiaj, doszły jedynie nowoczesne nośniki. Od początku II Rzeczypospolitej naturalną bazą PKO była sieć pocztowa.

Praktycznie na każdej placówce poczty, w najmniejszych nawet miejscowościach, wisiały dwie tabliczki z państwowym orłem — urzędu lub agencji pocztowo-telegraficznej oraz PKO. Szybko się jednak okazało, że różne zadania obu instytucji wywołują spory, których prawdziwą przyczyną były pieniądze. Zarząd Poczty i Telegrafów oczekiwał od PKO coraz większych prowizji, a kasa zarzucała poczcie przetrzymywanie pieniędzy klientów. O tamtych konfliktach wypada pamiętać w kontekście całkiem współczesnych debat o ewentualnym łączeniu Banku Pocztowego z PKO Bankiem Polskim.

Marka pewności i zaufania

PKO stopniowo budowała własne placówki, przede wszystkim w dużych miastach. Nabywała także nieruchomości, co w okresie szalejącej hiperinflacji było sposobem bezpiecznego inwestowania powierzanych jej wkładów, chociaż trudnym do pogodzenia z utrzymywaniem płynności kasowej. Zyskiwała coraz większe zaufanie społeczeństwa, rozpoczęła akcję kredytową pod zastaw hipotek i papierów wartościowych. Od początku trudne były relacje instytucji finansowej o tak ogromnym znaczeniu społecznym z państwem.

Kasa toczyła spory kompetencyjne z Ministerstwem Skarbu. Najwyższa Izba Kontroli wykryła straty finansowe PKO, czego skutkiem był proces sądowy, wytoczony w 1926 r. w atmosferze wielkiej afery Hubertowi Lindemu. Po nagłej śmierci prezes został ostatecznie oczyszczony. Kasa nie uniknęła również wojny politycznej. Po zamachu majowym w 1926 r. obóz sanacyjny przechwycił ją z rąk endeckich.

Ale później zapanował już spokój. Za prezesury mocno osadzonego w kręgach władzy Henryka Grubera ustabilizowana PKO stała się jedną z najbardziej liczących się instytucji finansowych w Polsce. Jej marka cieszyła się absolutnym zaufaniem klientów. Miało to znaczenie zwłaszcza w okresie światowego kryzysu gospodarczego w latach trzydziestych, gdy powszechnie wycofywano gotówkę z banków prywatnych i wpłacano je do PKO! Masowe wybieranie pieniędzy z kont nastąpiło dopiero w sierpniu 1939 r. w związku z nadchodzącą wojną.

Z epoki II RP trzeba jeszcze wspomnieć o działalności zagranicznej PKO. Na fundamencie silnej marki stało się możliwe założenie w 1929 r. przez resort skarbu banku posługującego się takim samym skrótem — Polskiej Kasy Opieki. Jej cieszące się zaufaniem wymagających klientów placówki działały w Europie, USA, Argentynie i Palestynie. Przekładając tamte fakty na dzisiejszą bankową rzeczywistość i ostrą rywalizację giełdowych spółek: Pekao historycznie jest dzieckiem PKO BP.

Stolica powstańczej Polski

Uwzględniając losy polskich instytucji podczas hitlerowskiej okupacji, za fenomen trzeba uznać uratowanie się PKO. Niemcy zrezygnowali z jej likwidacji, ale rzecz jasna radykalnie ograniczyli uprawnienia do prostych operacji. Nazwa została zmieniona na „PKO. Dawna Pocztowa Kasa Oszczędności — Ehamelige Polnische Postsparkasse”. Polski napis utrzymany na oficjalnych szyldach pokrzepiał serca. Wyjątkową, nieprzewidzianą przez założycieli rolę, odegrała PKO w czasie Powstania Warszawskiego. Gmach jej centrali u zbiegu ulic Jasnej i Świętokrzyskiej (obecnie mieści się tam Poczta Główna) stał się na ponad miesiąc sercem wolnej Polski. Przyjął komendę Armii Krajowej, delegata emigracyjnego rządu, służby informacyjne z powstańczą radiostacją. Z konieczności stał się także szpitalem i noclegownią. Powstańczą redutę zniszczyły ciężkie naloty bombowe na początku września 1944 r. Ale skarbce przetrwały. Zostały wyprute dopiero po powstaniu przez hitlerowców uciekających z Warszawy.

Doktrynalna rzeczywistość

Po wojnie pierwszą koncepcją nowych władz było niewznawianie działalności Pocztowej Kasy Oszczędności. Poważniejsze operacje miał zmonopolizować Narodowy Bank Polski, a system oszczędnościowy planowano oprzeć bezpośrednio na placówkach pocztowych. A jednak 11 kwietnia 1945 r. minister skarbu wznowił funkcjonowanie PKO. Do trudów odbudowy kasy doszły typowe dla okresu stalinowskiego wypaczenia. Doświadczone kadry finansistów eliminowano, nastąpiła także doktrynalna reorganizacja — 1 stycznia 1950 r. powstała Powszechna Kasa Oszczędności o takim samym skrócie: PKO. A zatem nawet w tamtych czasach doceniono siłę przedwojennej marki.

Nowa PKO wkrótce została zaprzęgnięta do wyjątkowej operacji. 28 października 1950 r. przeprowadzono wymianę pieniędzy, o której wcześniej w Polsce wiedział tylko Bolesław Bierut i… pięć innych osób. Społeczeństwo straciło 2/3 pieniężnych zasobów, ponieważ gotówkę wymieniano w proporcji 100:1 (stare złote do nowych), ale ceny i zarobki 100:3. W znacznym stopniu zostały jednak uchronione wkłady w PKO, ponieważ zależnie od wysokości przeliczono je od 100:3 do 100:1.

Wtedy pieniędzy na kontach nie było wiele, zatem ów gest władzy nieznacznie pomniejszył efekt wymiany, budował natomiast w administracyjny sposób pozycję PKO. I okazało się to skuteczne. W okresach PRL-owskich napięć społeczeństwo regularnie obiegały plotki o kolejnej wymianie pieniędzy, ale wkłady na kontach systematycznie rosły. Liczono, być może naiwnie, że w razie czego tam się uratują, wszak dostępność alternatywnych lokat w złocie i dolarach była bardzo ograniczona…

Państwowy skok na wkłady

Powojenna PKO nadal szła ręka w rękę z pocztą, ale systematycznie rozbudowywała sieć własnych oddziałów, placówek i ajencji. Dla klientów podstawową różnicą była wysokość maksymalnej jednorazowej wypłaty. Najważniejszym dokumentem finansowym statystycznego Polaka stała się zaś książeczka oszczędnościowa PKO, notabene dla klientów starej daty utrzymywana przez giełdowy bank do dzisiaj. Najniżej oprocentowane były zwykłe książeczki obiegowe, więcej dawały terminowe. Wielkie znaczenie społeczne miały książeczki celowe — samochodowe i mieszkaniowe. Oszczędzanie na nich budowało miraż dostępności do rzadkich dóbr.

Przecież kupno samochodu wymagało nie tylko uskładania kwoty, lecz przede wszystkim zdobycia talonu lub przydziału. Podobnie z mieszkaniem — ważniejsza od samego wkładu była łaska zarządu spółdzielni, który po kilkunastu latach oczekiwania członka przyznawał mu upragniony lokal. Książeczki celowe i tzw. przedpłaty tak naprawdę służyły ściąganiu przez państwo krążących w obiegu pieniędzy. Taki był również sens wchłonięcia PKO od 1 lipca 1975 r. przez Narodowy Bank Polski.

Co ważne — szyld PKO dla uspokojenia klientów pozostał, ale ich pieniądze całkowicie przechwyciło państwo, w zamian gwarantując wypłaty. Paradoksalnie nawet po takim zaborczym ruchu wysokość wkładów oszczędnościowych w PKO nieustannie rosła. Ten specyficzny układ finansowy władzy z obywatelami posypał się dopiero w samej końcówce PRL, gdy znaczną część oszczędności Polaków pożarła inflacja.

Odzyskana samodzielność

Wcześniej decydenci podupadającej PRL uznali, że stopienie PKO z NBP to jednak absurd i od 1 stycznia 1988 r. Powszechna Kasa Oszczędności ponownie wybiła się na samodzielność. Odnowicielskim prezesem został Marian Krzak, co ciekawe — były minister finansów z okresu stanu wojennego. Po jego rychłym odejściu, już w III RP zapisano w nowym statucie z roku 1992 rozbudowaną nazwę: Powszechna Kasa Oszczędności Bank Państwowy, w skrócie PKO BP. W roku 1995 usamodzielniona PKO BP przeprowadziła dystrybucję powszechnych świadectw udziałowych.

Zorganizowanie tej ogromnej operacji, obejmującej 26 milionów pełnoletnich Polaków, było chrztem logistyczno-informatycznym banku w nowych warunkach technologicznych. Zupełnie inną sprawą był sens tego przedsięwzięcia i plajta programu powszechnej prywatyzacji. Kamieniem milowym w najnowszej historii banku jest przekształcenie go 12 kwietnia 2000 r. w jednoosobową spółkę akcyjną skarbu państwa pod obowiązującą do dzisiaj nazwą PKO Bank Polski.

Na warszawskiej giełdzie spółka zadebiutowała 10 listopada 2004 r. Ta nowa epoka banku jest niemal codziennie relacjonowana na łamach „Pulsu Biznesu”, dlatego ten tekst, będący subiektywnym liźnięciem bardzo obszernego materiału historycznego, wieku XXI już nie tyka. Ma charakter refleksji o tym, ile wydarzeń o najróżniejszym charakterze sumuje się w markę jednego z naszych narodowych czempionów. &

Szymon na krańcach świata
Od ponad dwóch lat twarzą kampanii reklamowej PKO Banku Polskiego jest Szymon Majewski, wędrujący po „krańcach świata”. Gdy podpisywał kontrakt był gwiazdorem TVN, parodiującym polityków pod pseudonimem Ędward Ącki. Obecnie pokazuje się widzom praktycznie już tylko w serialu PKO, ale skierowana głównie do młodszych klientów banku kampania okazała się efektywna. Na jej starcie „Puls Biznesu” podał 21 marca 2011 r. wysokość dwuletniej gaży Szymona Majewskiego – 3,32 mln zł.