Słodycze z Ukrainy wyhamowują

Słodkości wschodniego sąsiada nie popsuły szyków branży, a dynamika ich sprzedaży spowalnia. Po cichu pozycję budują tureckie

Polscy producenci alarmowali, że branża zakrztusi się ukraińskimi słodyczami, które silnym strumieniem zaczęły wlewać się na rynek w 2015 r. Zbiegło się to m.in. z otworzeniem w Warszawie biura przez Roshen, jednego z największych producentów słodkości na świecie, należącego do prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki. W 2017 r. podwoje nad Wisłą otworzył jeszcze inny ukraiński gigant — ABK.

Jak sytuacja wygląda dziś? Ukraińskie słodycze widać na półkach, i to w całkiem dużych sieciach handlowych, a nie tylko małych sklepach, a więc w tzw. kanale tradycyjnym. Względem tego, co było w 2014 r., import wyrobów cukierniczych z Ukrainy zwiększył się wolumenowo w 2018 r. o ponad 4400 proc. — ponad, bo w danych zeszłorocznych brakuje jeszcze wyników za grudzień. Wyrobów zawierających kakao, czyli tzw. słodyczy czekoladowych, kupiliśmy z tamtego kierunku prawie trzy razy więcej (wzrost o 282 proc.) Dynamika robi wrażenie, ale wydaje się, że gros pracy Ukraińcy już wykonali, tempo wzrostu bowiem znacznie osłabło w zeszłym roku — z dwu-, a nawet trzy— do jednocyfrowego.

Dotyka, ale nie mnie

— W ciągu pięciu lat chcemy zostać jednym z pięciu największych graczy na polskim rynku. Patrzymy uważnie, co robią Wawel, Wedel, Colian i Mieszko — tak w połowie 2015 r. deklarował Artur Martyniuk, prezes Roshen Europe w Polsce.

Do zamknięcia tego wydania nie udało nam się uzyskać jego komentarza do obecnej pozycji spółki. Zespół handlowców zbudowała, a obecnie szuka analityka sprzedaży i o ile w kontekście ukraińskich słodyczy wszyscy jeszcze niedawno mówili o tanich cukierkach na wagę, o tyle teraz — przynajmniej Roshena — widać w czekoladach czy batonach. Nikt jednak nie przyznaje się do odczuwania wpływu nowego konkurenta.

— Widzimy go na półkach, ale nie konkurujemy — mówi top menedżer jednego z producentów słodyczy.

— Weszli w kilka miejsc, niektóre regiony kraju już całkiem nieźle zaopatrzyli w produkty w kilku kategoriach, ale nie czujemy ich obecności — dodaje inny zarządzający jedną z czołowych spółek w Polsce.

Marek Przeździak, prezes Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco, twierdzi, że napływają do niego głosy producentów o wyraźnie rosnącej presji konkurencyjnej właśnie ze strony ukraińskich słodyczy.

— Napór produktów ze Wschodu jest odczuwalny, przyrost importu duży, ale oczywiście nie można mówić o tym, że rynek został „zalany” tymi słodyczami. Budowali pozycję z bardzo niskiej bazy, dziś jest ona już znacznie większa i mniejsze firmy to odczuwają — uważa Marek Przeździak.

Konrad Mickiewicz, szef ZPC Bałtyk, potwierdza, że akurat Roshen rzeczywiście przebił się do głównego nurtu i wprowadził kilka produktów do czołowych sieci handlowych w kraju.

— Jest konkurencyjny cenowo i widoczny. Nie czujemy jednak wprost jego obecności — konkurujemy w innych kategoriach, przynajmniej na razie, bo nie wprowadził do Polski dużej części swojego portfela, np. słodyczy z nieco wyższej półki — twierdzi Konrad Mickiewicz, przyznając jednocześnie, że ponieważ rynek słodyczy nie rośnie znacząco, to Ukraińcy musieli komuś zabrać jego część.

Bez uwag i uwagi

Na początku tej ekspansji Polacy podkreślali, że słodycze nie spełniają unijnych norm jakościowych i przez to mogą dodatkowo zepsuć rynek, zniechęcając konsumentów do zakupu innych produktów w danej kategorii. Dziś to przeszłość.

— Rzeczywiście mieliśmy dużo uwag jakościowych do importowanych produktów, zgłaszaliśmy je do inspekcji, które potwierdzały nasze spostrzeżenia, ale dziś takich uwag nie mamy. Produkty zostały dostosowane jakościowo do rynku — dodaje Marek Przeździak.

Konrad Mickiewicz zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię.

— Oczywiście, że szanujemy zasady wolnego rynku, też rośniemy przecież na eksporcie, ale w przypadku ukraińskiego importu brakuje symetrii — oni sprzedają do UE bez cła, ale ja eksportując na Ukrainę jestem nim obłożony. Tak być nie powinno — mówi szef ZPC Bałtyk.

Jeden z zarządzających, który anonimowo zapewniał, że obecności Roshena nie odczuwa, mówi o innym, niedocenianym na razie, kierunku importu.

— O ile o ukraińskich słodyczach było głośno, o tyle o tureckich nie, natomiast już coraz bardziej widać wyroby firmy Eti, która niedawno stworzyła w Polsce biuro. Jest nastawiona na mocną ekspansję i to już zaczyna być czasami odczuwalne — twierdzi menedżer.

Import, przynajmniej bezpośredni z Turcji, jest jednak — przynajmniej na razie — znacznie niższy niż z Ukrainy. W przypadku wyrobów cukierniczych to 1,8 tys. ton w ciągu 11 miesięcy zeszłego roku wobec ukraińskich 4,5 tys. ton, a słodyczy zawierających czekoladę odpowiednio: 250 i 1,9 tys. ton.

współpraca: SpotData

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy