Słony rachunek za stare polisy

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-10-23 00:00

Ubezpieczyciele zaczęli płacić za szkody osobowe sprzed kilkunastu lat. Potencjalne roszczenia sięgają setek milionów złotych

Padł ostatni bastion ubezpieczycieli, broniących się przed gigantyczną falą roszczeń z tytułu szkód osobowych, która grozi podtopieniem branży. Chodzi o zadośćuczynienie za śmierć bliskiej osoby, należne na mocy art. 448 Kodeksu Cywilnego, które zostało usankcjonowane wyrokiem Sądu Najwyższego z 2008 r. Okres przedawnienia takich roszczeń wynosi 20 lat. Oznacza to, że ubezpieczyciele muszą się cofnąć aż do lat 90. minionego wieku. PZU — towarzystwo masowo odmawiające uznawania takich roszczeń i wypłaty odszkodowań — zmieniło politykę. To symboliczne zwycięstwo kancelarii odszkodowawczych, które przez lata walczyły o to z ubezpieczycielami.

WYMUSZONA REWOLUCJA:
WYMUSZONA REWOLUCJA:
Na początku roku Warta, kierowana przez Jarosława Parkota (z lewej), poddała się, decydując, że będzie uznawać roszczenia klientów o zadośćuczynienie za śmierć bliskiej osoby. Prawdziwym przełomem jest jednak to, że w październiku tą drogą poszedł też PZU, którym zarządza Andrzej Klesyk — na rynkowego lidera spadnie prawdopodobnie największa lawina starych spraw. Kancelaria odszkodowawcza Votum, której prezesem jest Dariusz Czyż, liczy, że ubezpieczyciele sprawnie sobie z tym poradzą. Gdyby jednak znów stawiali opór, nie wyklucza interwencji w nadzorze.
WM

— W ostatnich dniach PZU zaczęło uznawać zgłaszane przez nasz roszczenia — twierdzi Bartłomiej Krupa, wiceprezes kancelarii odszkodowawczej Votum i szef Polskiej Izby Doradców i Pośredników Odszkodowawczych.

Przełomowy wyrok

Przełomem było opublikowanie w ostatnich dniach września uzasadnienia do czerwcowego wyroku Sądu Najwyższego (SN), które dla ubezpieczycieli było lodowatym prysznicem. Do czasu wrześniowej publikacji towarzystwa miały nadzieję, że sędziowie stanęli po ich stronie — zwłaszcza że w czerwcu SN odmówił odpowiedzi na pytanie rzecznika ubezpieczonych o stan prawny szkód osobowych. Jak się jednak okazało, sędziowie nie odnieśli się do sprawy ze zgoła innego powodu: ich zdaniem, wszystko jest jasne — ubezpieczyciele muszą płacić.

— Dla osób poszkodowanych i ich rodzin jest to ważna decyzja, mająca znaczenie w dochodzeniu roszczeń od towarzystw ubezpieczeniowych, które do tej pory nie chciały wypłacać odszkodowań — ocenia Joanna Smereczańska-Smulczyk z kancelarii radców prawnych EuCO.

Zdaniem Bartosza Bobreckiego, szefa kancelarii odszkodowawczej Auxillia, dotychczas powszechną praktyką ubezpieczycieli było odrzucanie roszczeń z tytułu szkód osobowych, niewypłacanie odszkodowań i ostra walka w sądzie, jeśli poszkodowani decydowali się na tę ścieżkę. Wśród najbardziej zdeterminowanych były PZU i Warta. Nic dziwnego, bo właśnie wobec tych towarzystw jest najwięcej roszczeń z tytułu polis sprzed kilkunastu lat. W latach 90. do PZU i Warty należała lwia część rynku polis komunikacyjnych. Warta odpowiada dodatkowoza klientów HDI i Samopomocy TU, z którymi łączy ją właściciel.

Miliardowe ryzyko

Gra idzie o wielkie pieniądze. Jak wielkie, dokładnie nie wiadomo, ale jak szacował w ubiegłym roku „Dziennik Ubezpieczeniowy”, w zamrażarce mogą być roszczenia warte nawet kilka miliardów złotych. Oprócz odszkodowań należy uwzględnić odsetki i koszty postępowań sądowych. Votum zgłosiło dotychczas do PZU 2,6 tys. wniosków w sprawie szkód osobowych z art. 448 KC, z których 1,5 tys. — opiewających łącznie na 200 mln zł — czeka na rozpatrzenie. Pozostałe ponad 1,1 tys. spraw trafiło do sądu po tym, jak ubezpieczyciel odrzucił wniosek. To oznacza, że tylko ta kacelaria (jedna z największych na rynku) może upomnieć się u lidera rynku ubezpieczeniowego o 300-400 mln zł. Firm prawniczych zajmujących się szkodami osobowymi jest w Polsce kilkadziesiąt.

— Spodziewamy się w najbliższych miesiącach znacznego napływu spraw dotyczących szkód osobowych. Możemy składać do ubezpieczycieli nawet tysiąc wniosków miesięcznie, z których najwięcej trafi do PZU — twierdzi Bartłomiej Krupa. To olbrzymie obciążenie dla ubezpieczycieli. Ich sytuację pogarsza fakt, że nie mogą wypłat finansować z rezerw, którymi standardowo są objęte bieżące polisy OC komunikacyjnego. Rozwiązano je, bo kilka czy kilkanaście lat temu nikt nie spodziewał się, że jeszcze się przydadzą. Teraz na nowo są tworzone.

— Mamy stosowne rezerwy na tego typu zobowiązania. Ta kwestia była przedmiotem analiz — zarówno wewnętrznych, jak i wykonanych przez firmę aktuarialną. Wynika z nich, że nawet wypłaty na najwyższym możliwym poziomie nie wpłyną na naszą stabilność finansową — zapewnia Rafał Stankiewicz, wiceprezes Warty. PZU nie odpowiedział na nasze pytania.

— W obecnej sytuacji wytyczną dla ubezpieczycieli jest treść uzasadnienia wyroku Sądu Najwyższego — to nie podlega dyskusji. Nie jest znana liczba roszczeń, a świadczenie nie jest automatyczne, lecz podlega indywidualnej ocenie. Dlatego nie można oszacować finansowej skali problemu — mówi Jan Grzegorz Prądzyński, szef Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Branża ubezpieczeniowa nieprzypadkowo akcentuje kwestię indywidualnej oceny roszczenia. Ubezpieczyciele twierdzą, że szczegółowo badają istnienie i naruszenie dobra osobistego, o którym mowa w wyrokach i uchwałach SN. Analizuje też jego skutki, czyli krzywdę, której doznanie jest przesłanką zasadności takich roszczeń. To odpowiedź na nieuczciwe działanie niektórych kancelarii odszkodowawczych, które zgłaszają roszczenia od osób, którym ono nie przysługuje.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 7.05.2013 r.
Wrześniowe posiłki: Przez ponad rok kancelarie odszkodowawcze walczyły z ubezpieczycielami blokującymi wypłatę odszkodowań z tytułu szkód osobowych. Wygrały dopiero dzięki uzasadnieniu decyzji Sądu Najwyższego.