Small Planet Airlines wpadły w turbulencje

opublikowano: 04-10-2018, 22:00

Największa w 2017 r. linia czarterowa od przyszłego tygodnia zostanie z dwoma samolotami. W przyszłym roku zapowiada zaciskanie pasa

Gdy niemiecka spółka z litewskiej grupy Small Planet Airlines ogłosiła 18 września restrukturyzację, wydawało się, że jej kłopoty nie dosięgną polskiej firmy. Jednak dosięgły. Small Planet Airlines ma coraz mniej maszyn, bo leasingodawcy skracają kontrakty. W tym tygodniu ich liczba spadła z ośmiu do pięciu.

Bartosz Czajka został prezesem
Small Planet Airlines w połowie sierpnia, a od czerwca pełnił funkcję zastępcy
dyrektora generalnego. Przyszedł do spółki w najtrudniejszym dla niej czasie —
w tym roku spółka straciła zdobytą w 2017 r. pozycję lidera.
Wyświetl galerię [1/3]

DO ZADAŃ SPECJALNYCH:

Bartosz Czajka został prezesem Small Planet Airlines w połowie sierpnia, a od czerwca pełnił funkcję zastępcy dyrektora generalnego. Przyszedł do spółki w najtrudniejszym dla niej czasie — w tym roku spółka straciła zdobytą w 2017 r. pozycję lidera. Fot. ARC

— W przyszłym tygodniu zmniejszymy działalność operacyjną do dwóch samolotów, choć mieliśmy kontrakty dla czterech maszyn. Będziemy mieć jeden samolot zarejestrowany w Polsce, a jednym będziemy latać w ramach wet-lease [wynajem z załogą — przyp. red.] — mówi Bartosz Czajka, dyrektor generalny Small Planet Airlines.

Przyznaje, że sytuacja spółki jest trudna.

— Mamy problemy z płatnościami u niektórych dostawców, ale pracujemy nad tym na bieżąco i jestem w bezpośrednim kontakcie z każdym z nich — mówi Bartosz Czajka.

Praca wre

Touroperatorzy mają teraz pełne ręce roboty, by zapewnić przeloty na już sprzedane wycieczki.

— Już od momentu pojawienia się informacji o kłopotach niemieckiej spółki Small Planet Airlines zajęliśmy się zapewnieniem miejsc w samolotach innych przewoźników — mówi Marcin Dymnicki, prezes TUI Polska.

— Zdecydowaną część lotów, które miały obsłużyć Small Planet Airlines, zastąpiliśmy innymi przewoźnikami. W kilku przypadkach skróciliśmy sezon i nie sprzedawaliśmy ostatniego tygodnia października. Klientom proponowaliśmy przełożenie wakacji na wcześniejsze tygodnie lub skrócenie z 14 do 10 dni. Radzimy sobie, choć wymaga to wielu zabiegów i jest bolesne finansowo — mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki.

— Do końca października mieliśmy zaplanowane ze Small Planet Airlines kilkanaście rejsów, z których siedmiu firma nie zrealizuje. Na wszystkie udało się znaleźć inne maszyny. Ponieważ jednak te linie operują większymi maszynami niż reszta przewoźników, musimy zorganizować dla niewielkich grup pasażerów inną formę transportu. W niemal 100 proc. już się nam to udało, dosłownie kilku pasażerów mogą czekać niewielkie zmiany w transporcie — mówi Adam Górczewski, rzecznik Grecosa. Linie czarterowe mają więcej zleceń na zakończenie sezonu letniego.

— Nie wiem, czy jest to związane z kłopotami Small Planet Airlines, ale w najbliższych dwóch tygodniach wykonamy kilka dodatkowych operacji dla naszych klientów. Październik nie jest bardzo obłożony, to połowa liczby operacji z września, dlatego pozostali przewoźnicy będą w stanie obsłużyć dodatkowych klientów. Jeśli to się nie uda, touroperatorzy będą mieć problem: będą musieli skasować wycieczki i oddać klientom pieniądze, a przecież za hotele już zapłacili — mówi Michał Kaczmarzyk, prezes Ryanair Sun, nowego gracza na rynku czarterowym.

Ryanair Sun lata dla TUI i Grecosa.

— Będziemy pomagali biurom, które mają z nami umowy: Itace, Rainbow, Grecosowi i TUI — mówi Grzegorz Polaniecki, prezes Enter Air.

Chudy rok

W przyszłym roku Small Planet Airlines, które w zeszłym roku wskoczyły na pierwsze miejsce wśród linii czarterowych, ograniczą działalność w Polsce.

— Będziemy mieć mniej maszyn. Prawdopodobnie będziemy operować czterema samolotami, niewykluczone, że trzema na zasadach wet lease. Poza zakontraktowanymi czterema samolotami dla TUI i Grecosa nie prowadzimy dalszych rozmów z touroperatorami — mówi Bartosz Czajka.

— Trudno powiedzieć, jak zareagują firmy leasingowe. Popyt na samoloty jest duży, więc wolą mniej ryzykownych klientów. Jednak w niczyim interesie nie leży doprowadzenie do upadłości firmy. To, że skróciły leasing, nie oznacza, że na wiosnę nie udostępnią Small Planet Airlines maszyn — mówi Grzegorz Polaniecki.

— Rozmawiamy ze Small Planet Airlines i innymi przewoźnikami na temat przyszłego sezonu — mówi Adam Górczewski. Nie wszyscy są tak optymistyczni.

— Small Planet Airlines mają umowy i zobowiązania wobec nas i innych touroperatorów. Nie wywiązują się z nich. Jeśli nie będą mieć wobec nas zaległości i nadal będą operować, być może będziemy rozmawiać o współpracy w przyszłym roku. Na ten moment nie wygląda to jednak optymistycznie — mówi Piotr Henicz.

Źródło problemu

Kłopoty czarterowej linii zaczęły się wiosną tego roku, gdy AerCap, notowana na NYSE spółka leasingująca samoloty 200 liniom lotniczym na świecie, spóźniła się z dostawą dwóch maszyn.

— Zamiast na przełomie kwietnia i maja — jeden samolot dostaliśmy pod koniec czerwca, a drugi w lipcu. Straciliśmy 1,5 miesiąca latania na swoim samolocie. Ponieśliśmy koszty opłat za wet lease, co wpłynęło negatywnie na finanse spółki. Tymczasem to właśnie AerCap jako pierwszy leasingodawca zażądał teraz skrócenia kontraktu, co spowodowało, że pozostałefirmy też wykonują nerwowe ruchy — mówi Bartosz Czajka.

W maju i czerwcu Small Planet Airlines miały też problemy z załogami — nie zdążyły zwiększyć wystarczająco ich liczby, co też przyczyniło się do nieudanego początku sezonu.

— Mieliśmy też zbyt skomplikowaną siatkę. Koszty transportu załóg między bazami w Katowicach, Warszawie i Gdańsku były zbyt wysokie — dodaje szef Small Planet Airlines. Wskazuje też na sezonowość na polskim rynku.

— Na sezon zimowy była praca tylko dla jednego samolotu. Kilka miało latać w Niemczech, ale ponieważ nasza niemiecka spółka jest w trakcie restrukturyzacji, nie będą więc potrzebne — wyjaśnia Bartosz Czajka.

Historia się powtarza

W Niemczech Small Planet Airlines działały od 2015 r., a certyfikat AOC otrzymały wiosną 2016 r. Na ten rok linia zaplanowała dynamiczny wzrost. Liczyła, że zagospodaruje rynek po Air Berlin, które zbankrutowały w 2017 r. Niestety, kilka czynników spowodowało, że sytuacja nie rozwinęła się po myśli czarterowej linii. Zamówione samoloty przyszły z opóźnieniem, zabrakło załóg, linie, którym zleciła działanie, były zawodne, wystąpiły też nieprzewidziane problemy techniczne, a rozkład lotów był tak napięty, że doszło do wielu opóźnień, za które linia musiała wypłacić odszkodowania.

Small Planet Airlines rozpoczęły działalność w 2008 r. na Litwie. Potem utworzyły spółki w Polsce, Niemczech i Kambodży. Ich flota składa się z 21 samolotów A320 i ośmiu A321. W 2017 r. przychody spółki sięgnęły 294 mln EUR wobec 223 mln EUR w 2016 r., a liczba pasażerów urosła z 2 do 2,7 mln.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Small Planet Airlines wpadły w turbulencje