Śmieci do poprawki

Barbara Warpechowska
02-07-2015, 22:00

Dzikich wysypisk przybywa, zamiast ubywać, a mieszkańcy przepłacają za wywóz śmieci — wynika z raportu NIK

Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jak działa wprowadzona dwa lata temu znowelizowana ustawa o utrzymaniu czystości i porządku. Nałożyła na gminy obowiązek przygotowania i wdrożenia systemu, który zapewni selektywne zbieranie odpadów, doprowadzi do ograniczenia ich składowania i w konsekwencji umożliwi jak najlepsze zagospodarowanie, zapobiegając nielegalnemu pozbywaniu się śmieci.

PRZEPŁACAMY:
Zobacz więcej

PRZEPŁACAMY:

Kontrolerów NIK niepokoi między innymi ryczałtowy sposób rozliczeń z firmami śmieciowymi, na które zdecydowało się aż 61 proc. gmin. W raz przeszacowania ilości odpadów gmina rozliczająca się ryczałtowo płaci więcej, niż powinna, a firma odbierająca śmieci pobiera opłatę za to, czego nie wywiozła. Bloomberg

Jednak nie jest dobrze. Dzikie wysypiska nie zniknęły. Dochody od mieszkańców nie są równe wydatkom na działanie systemu, a w wielu przypadkach nie udało się nawet obniżyć kosztów gospodarowania odpadami.

Bardzo długie liczenie

Słabym punktem systemu jest sprawozdawczość. Kontrola NIK wykazała, że złożone ministrowi środowiska roczne sprawozdania marszałków województw za 2012 r. były weryfikowane z ogromnym opóźnieniem — po 184 lub nawet po 274 dniach od ich przekazania. Sprawozdaniami za rok 2013 urzędnicy nie zdążyli się zająć do listopada 2014 r.

Resort środowiska na początku czerwca podał pierwsze dane dotyczące wielkości odpadów w Polsce w 2013 r. Przy czym informacje są cały czas weryfikowane, dlatego nie należy ich uważać za ostateczne, a resort czeka jeszcze na dane z urzędów, do których przesłał ponowne prośby o weryfikacje. Trudno zrozumieć, że w połowie 2015 r. mamy niepełne dane z 2013 r.

— Brakuje rzetelnego bilansu, szczególnie dotyczącego ilości odpadów. Sprawozdania pokazują, że się zmniejszyła, mimo że jako społeczeństwo rozwijające się w kraju ze stałym wzrostem gospodarczym produkujemy coraz więcej śmieci — komentuje Jarosław Drozd, prezes Bioelektra Group, spółki zajmującej się inwestycjami w przetwarzanie odpadów komunalnych, rozwijającej technologie pełnego odzysku surowców z odpadów oraz ich ponownego wykorzystania.

Więcej dzikich wysypisk

Sprzątanie lasów kosztuje niemal 15 mln zł rocznie. W 2012 r. służby leśne wywiozły 140 tys. m sześc. śmieci, rok później — 125 tys. m sześc., zaś w 2014 r. — 120 tys. m sześc. Na wysypiskach w lesie można znaleźć nie tylko odpady komunalne, lecz także materiały budowlane i rozbiórkowe oraz elektrośmieci. Jak wynika z raportu NIK, na koniec 2013 r. w kontrolowanych gminach były 894 dzikie wysypiska, a we wrześniu 2014 r. już 1452, czyli o ponad 60 proc. więcej. Tendencję wzrostową potwierdzają dane Ministerstwa Środowiska.

— Wyjaśnia to sprawę zmniejszającej się w systemie ilości odpadów, które giną w drodze między naszymi posesjami a zakładami zagospodarowania odpadów. Pierwszy efekt rewolucji śmieciowej jest więc taki, że zamiast mieszkańców dzikie wysypiska tworzą teraz firmy zbierające. To forma obniżania kosztów działalności firm transportujących odpady — uważa Jarosław Drozd.

Inną przyczyną powstawania dzikich wysypisk jest zaniedbywanie przez gminy obowiązku tworzenia stacjonarnych punktów selektywnego zbierania odpadów komunalnych (PSZOK). Mają do nich trafiać bezpłatnie m.in. te posegregowane śmieci, które nie mieszczą się w domowych workach lub pojemnikach oraz meble, AGD i pozostałości po remontach. W wielu gminach ich tworzenie idzie jak po grudzie — wynika z badania przeprowadzonego przez resort środowiska.

Na 2176 gmin, które odpowiedziały ministerstwu, PSZOK-i utworzyły 1582 — wynika z ankiety przeprowadzonej na początku 2015 r. W trakcie tworzenia punktów jest kolejnych 235 gmin. Tych, które tego dotąd nie zrobiły i — co więcej — nie mają tego na razie w planach, jest 358. Podobne wyniki uzyskał NIK. Z odpowiedzi ponad 2 tys. gmin wynika, że aż 362 nie utworzyły punktów selektywnego zbierania odpadów.

Źle oszacowane opłaty

Jeden z zarzutów NIK dotyczy opłat. Te spadły głównie w gminach wiejskich.

W 81 proc. przypadków nie przekroczyły 10 zł miesięcznie na mieszkańca, a prawie 30 proc. mieszkańców wsi płaci tylko 5 zł. Dużo gorzej jest w miastach — i to nawet wtedy, gdy mieszkańcy zadeklarowali selektywną zbiórkę odpadów (wtedy stawka jest niższa). Zdaniem NIK dzieje się tak, bo gminy nie potrafią rzetelnie oszacować ilości odpadów komunalnych wytwarzanych na ich terenie i większość asekuracyjnie zawyża te wielkości. Samorządy wolą przeszacować wysokość opłat pobieranych od mieszkańców, niż później dopłacać z własnych budżetów.

Tymczasem według przepisów system powinien funkcjonować na zasadzie samofinansowania, tzn. jego koszty należy pokrywać ze środków uzyskanych przez gminę z opłat od właścicieli nieruchomości — zauważa NIK. W żadnej ze skontrolowanych gmin nie udało się jednak zbilansować systemu gospodarowania odpadami. W ponad połowie skontrolowanych gmin (14) stwierdzono nadwyżkę dochodów nad wydatkami. Oznacza to, że ich mieszkańcy płacą za wywóz śmieci więcej niż faktycznie powinni.

Co więcej, nawet w takich sytuacjach gminy nie kwapią się do obniżenia opłat. Rekordzistą był Kraków, gdzie od właścicieli nieruchomości na gospodarowanie odpadami zebrano o ponad 73 mln zł więcej, niż to faktycznie kosztowało (od 1 lipca 2013 r. do 30 września 2014 r.) Kontrolerów NIK niepokoi też ryczałtowy sposób rozliczeń z firmami śmieciowymi, na który zdecydowało się aż 61 proc. gmin. W razie przeszacowania ilości odpadów gmina rozliczająca się ryczałtowo płaci więcej, niż powinna, a firma odbierająca śmieci pobiera opłatę za to, czego nie wywiozła.

— To gmina powinna kontrolować system zagospodarowania odpadów. Instytucja przetwarzająca odpady (zwykle RIPOK) powinna otrzymać wynagrodzenie od gminy za udokumentowaną ilość zagospodarowanych odpadów. Również na podstawie potwierdzenia przez RIPOK ilości dostarczonych odpadów gmina powinna wypłacić wynagrodzenie firmie transportującej. Wtedy nikomu nie opłacałoby się, by odpadów było mniej, bo od ich rzeczywistej ilości zależałoby wynagrodzenie. Gminy nie powinny płacić za wożenie odpadów, a za ich dowiezienie i skuteczne zagospodarowanie — uważa Jarosław Drozd.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / / Śmieci do poprawki