Partnerem sekcji jest TAURON

Smogowy stan alarmowy

Do mieszkańców Polski często nie docierają informacje o fatalnej jakości powietrza.

Gdyby w Polsce zastosować obowiązujący we Francji próg alarmowania o smogu, to w 2017 r. w wielu miastach alarm smogowy ogłaszano by przez kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt dni w roku. Według polskich kryteriów poziomu alarmu smogowego praktycznie nie było.

— Brak informacji i ostrzeżeń, który jest wynikiem absurdalnie wysokich progów alarmowych, skutkuje na przykład tym, że w czasie, kiedy stężenia zanieczyszczeń są bardzo wysokie, na ulicach polskich miast można spotkać wycieczki przedszkolaków, wyprowadzane, by się przewietrzyły — mówi Anna Dworakowska z Polskiego Alarmu Smogowego (PAS).

Aby pokazać, jak bardzo wyśrubowane są nasze normy, PAS „pożyczył” z Francji poziom alarmowy dla smogu, który wynosi w tym kraju 80 ug pyłu PM10 na metr sześcienny powietrza, i sprawdził, jak wiele alarmów smogowych ogłoszono by w takim przypadku w naszych miastach. Okazało się, że w niektórych stan alarmowy trwałby przez dwa miesiące. Tak byłoby na przykład w Nowym Targu (62 dni). Ponad 50 dni z alarmem smogowym zarejestrowano by także w Żywcu (60), Nowej Rudzie (56), Zabrzu (55) i Rybniku (53).

W Zakopanem, zimowej stolicy Polski, takich dni było aż 25. Źle było także w miastach wojewódzkich. Najgorzej w Krakowie — alarm trwałby 41 dni — i w Katowicach (37 dni). W Warszawie próg francuskiego alarmu smogowego był przekroczony przez trzy tygodnie. Przyjmując jednak kryteria Ministerstwa Środowiska takiego alarmu nie odnotowano. W miastach wojewódzkich polski poziom alarmowy (300 ug/m sześc.) osiągnięto w 2017 r. zaledwie trzy razy. Dwa razy w Krakowie i raz w Katowicach.

— Wykorzystaliśmy jedynie wartość liczbową francuskiego poziomu alarmowania. Całej metodologii nie dało się importować, ponieważ nad Sekwaną pod uwagę bierze się np. dane z kilku stacji w mieście i prognozy. Tymczasem w Polsce nawet w miastach wojewódzkich monitoring automatyczny to często tylko jedna stacja — tłumaczy Piotr Siergiej z PAS.

Wysokie progi

300 ug/m sześc. — to średniodobowe stężenie pyłu PM10, po osiągnięciu którego ogłaszany jest w Polsce alarm smogowy. To najwyższy w Europie próg alarmowania o zagrożeniu — wyższy niż stosowany np. w Czechach (150 ug/m sześc.) i Francji (80 ug/m sześc.). Taki próg alarmowania określiło Ministerstwo Środowiska w 2012 r.

Dane liczbowe zebrane przez Polski Alarm Smogowy pokazują, jak bardzo różni się liczba oficjalnie ogłaszanych alarmów smogowych od tego, ile byłoby ich, gdybyśmy stosowali inne normy.

— Ta rozbieżność pokazuje, że najwyższy czas zmienić progiinformowania o zagrożeniu. Ludzie muszą wiedzieć, kiedy powinni chronić swoje zdrowie, i być o tym rzetelnie informowani — mówi Piotr Siergiej. Aby obniżone progi alarmowania zaczęły funkcjonować, potrzeba podpisu ministra środowiska.

— Jeżeli przeciwko ich obniżeniu przemawia obawa o to, by nie trzeba było alarmu smogowego ogłaszać zbyt często, to jest proste rozwiązanie. Najlepszą metodą, pozwalającą unikać konieczności ogłaszania alarmów smogowych, jest poprawienie jakości powietrza. Można to zrobić, wprowadzając normy jakości dla węgla sprzedawanego do gospodarstw domowych, co obiecano w ubiegłym roku. To lepsze rozwiązanie niż tłuczenie termometru — uważa Anna Dworakowska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Ekologia / Smogowy stan alarmowy